Na jubileuszu teściowej nie było dla mnie miejsca. Milcząco odwróciłam się i wyszłam, a potem zrobiłam coś, co zmieniło całe moje życie.
Stałam w drzwiach sali bankietowej z bukietem białych róż w dłoniach i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Przy długim stole, udekorowanym złotymi obrusami i kryształowymi kieliszkami, siedziała cała rodzina Igora. Wszyscy oprócz mnie. Dla mnie nie znalazło się miejsce.
Elżbieto, czemu stoisz? Wejdź! krzyknął mąż, nie odrywając się od rozmowy z kuzynem.
Powoli obrzuciłam wzrokiem stół. Miejsca naprawdę nie było. Każde krzesło było zajęte, i nikt choćby nie próbował się przesunąć ani zaproponować mi, żebym usiadła. Teściowa, Krystyna Nowak, siedziała na czele stołu w złotej sukni, jak królowa na tronie, i udawała, iż mnie nie widzi.
Igorze, a gdzie mam usiąść? cicho zapytałam.
W końcu spojrzał w moją stronę, i w jego oczach zobaczyłam irytację.
Nie wiem, ogarnij się sama. Widzisz, wszyscy są zajęci rozmową.
Ktoś z gości zachichotał. Poczułam, jak krew napływa mi do policzków. Dwanaście lat małżeństwa, dwanaście lat znosiłam pogardę jego matki, dwanaście lat starałam się stać dla tej rodziny swoja. I oto rezultat nie było dla mnie miejsca przy stole na siedemdziesiątych urodzinach teściowej.
Może Elżbieta posiedzi w kuchni? zaproponowała szwagierka, Agnieszka, a w jej głosie usłyszałam ledwo skrywane szyderstwo. Tam jest taboret.
W kuchni. Jak służąca. Jak osoba drugiej kategorii.
Milcząco odwróciłam się i wyszłam, ściskając bukiet tak mocno, iż kolce róż wbiły się w dłonie. Za plecami rozległ się śmiech ktoś opowiadał dowcip. Nikt mnie nie zatrzymał. Nikt choćby nie spróbował.
W holu restauracji rzuciłam kwiaty do kosza i wyjęłam telefon. Dłonie drżały, gdy zamówiłam taksówkę.
Dokąd jedziemy? zapytał kierowca, gdy wsiadłam.
Nie wiem odpowiedziałam szczerze. Po prostu jedź. Gdziekolwiek.
Jechaliśmy nocnym Krakowem, a ja patrzyłam przez okno na światła wystaw, na nielicznych przechodniów, na pary spacerujące pod latarniami. I nagle zrozumiałam nie chcę wracać do domu. Nie chcę do naszego mieszkania, gdzie czekają na mnie nieumyte talerze Igora, jego skarpetki porozrzucane po podłodze i rola gospodyni, która ma wszystkich obsługiwać i niczego nie wymagać.
Proszę zatrzymać się przy dworcu powiedziałam.
Na pewno? Pociągi już nie kursują o tej porze.
Proszę się zatrzymać.
Wysiadłam z taksówki i podeszłam do budynku dworca. W kieszeni miałam kartę bankową wspólne konto z Igorem. Były na nim nasze oszczędności, które zbieraliśmy na nowy samochód. Sto tysięcy złotych.
W kasie dyżurowała senna dziewczyna.
Co macie na rano? zapytałam. Do dowolnego miasta.
Warszawa, Gdańsk, Wrocław, Poznań
Warszawa powiedziałam szybko, bez zastanowienia. Jeden bilet.
Noc spędziłam w kawiarni na dworcu, piłam kawę i myślałam o swoim życiu. O tym, jak dwanaście lat temu zakochałam się w przystojnym chłopaku z brązowymi oczami i marzyłam o szczęśliwej rodzinie. O tym, jak stopniowo stałam się cieniem, która gotuje, sprząta i milczy. O tym, iż dawno zapomniałam o swoich marzeniach.
A marzenia miałam. Na studiach uczyłam się projektowania wnętrz, wyobrażałam sobie własną pracownię, kreatywne projekty, ciekawą pracę. Ale po ślubie Igor powiedział:
Po co ci praca? Ja zarabiam wystarczająco. Lepiej zajmij się domem.
I zajmowałam się domem. Dwanaście lat.
Rano wsiadłam do pociągu do Warszawy. Igor wysłał kilka wiadomości:
*Gdzie jesteś? Wracaj do domu.*
*Elżbieto, gdzie jesteś?*
*Mama mówi, iż się obraziłaś. No przecież nie jesteś dzieckiem!*
Nie odpowiedziałam. Patrzyłam przez okno na pola i lasy, które mijałyśmy, i pierwszy raz od lat poczułam, iż żyję.
W Warszawie wynajęłam mały pokój w mieszkaniu komunalnym niedaleko Nowego Światu. Gospodyni, starsza inteligentna kobieta o imieniu Maria, nie zadawała zbędnych pytań.
Na długo? zapytała tylko.
Nie wiem odpowiedziałam szczerze. Może na zawsze.
Pierwszy tydzień po prostu chodziłam po mieście. Przyglądałam się architekturze, odwiedzałam muzea, siedziałam w kawiarniach i czytałam książki. Dawno nie czytałam niczego poza przepisami kulinarnymi i poradnikami o sprzątaniu. Okazało się, iż przez te lata wyszło tyle ciekawych rzeczy!
Igor dzwonił codziennie:
Elżbieto, przestań się wygłupiać! Wracaj!
Mama mówi, iż cię przeprosi. Czego jeszcze chcesz?
O co ci chodzi? Jesteś dorosłą kobietą, a zachowujesz się jak nastolatka!
Słuchałam jego krzyków i dziwiłam się czy naprawdę kiedyś te ton wydawały mi się normalne? Czy naprawdę przywykłam do tego, iż mówi się do mnie jak do niegrzecznego dziecka?
W drugim tygodniu poszłam do urzędu pracy. Okazało się, iż projektantki wnętrz są bardzo potrzebne, zwłaszcza w takim mieście jak Warszawa. Ale moje wykształcenie było już dawno nieaktualne, technologie się zmieniły.
Trzeba skończyć kursy poradziła konsultantka. Nauczyć się nowych programów, trendów. Ale masz dobrą podstawę, dasz radę.
Zapisałam się na szkolenia. Każdego ranka jeździłam do centrum szkoleniowego, uczyłam się programów 3D, nowych materiałów, trendów w designie. Mózg, który odzwyczaił się od myślenia, początkowo się buntował. Ale stopniowo zaczęłam łapać bakcyla.
Masz talent powiedział wykładowca, gdy zobaczył mój pierwszy projekt. Widać artystyczne wyczucie. Skąd taka przerwa w karierze?
Życie odpowiedziałam krótko.
Igor przestał dzwonić po miesiącu. Za to zadzwoniła jego matka.
Co ty wyprawiasz, głupia? wrzasnęła do słuchawki. Rzuciłaś męża, zniszczyłaś rodzinę! Przez co? Przez to, iż nie było dla ciebie miejsca? Przecież po prostu nie pomyśleliśmy!
Krystyno, nie ch






![Studio 34. Finału WOŚP na błoniach PGE Narodowego prawie gotowe. Jurek Owsiak: „Razem można robić rzeczy niezwykłe” [ZDJĘCIA, FILM]](https://magazyninformacyjny.pl/wp-content/uploads/2026/01/Fot.-Maciej-Kasprzak-Wielkopolskamagazyn.pl-1-300x200.jpg)



