Na granicy przetrwania. „Wytrychowanie” Piotra Bujaka w Muzeum Manggha w Krakowie

magazynszum.pl 2 dni temu

„Non omnis moriar”. Bardzo lubię tę frazę, podobno klasyczną, bo najszybciej prowadzi do stawki, którą niesie ludzkie życie. Wiadomo tylko, iż się umrze. Co do reszty, wszystko pozostaje kwestią decyzji. Ija Lazari-Pawłowska, polska etyczka, miała na to powiedzenie: „Człowiek nic nie musi. Tylko umrzeć”. I tak, postawieni przed tą koniecznością i pragnieniem jej przerwania, jedni wybierają – z naciskiem na przymiotnik: anankastyczne – przeniesienie wartości swojego życia w dzieło, natomiast drudzy liczą, iż poświęcenie dla innych przyniesie dobrą pamięć; jeszcze inni próbują oszukać system i wkupić we wdzięczną pamięć wszechświata przez rytualne i modlitewne wysiłki. To nie jest łatwy wybór. „Bóg widzi, czas ucieka, śmierć goni, wieczność czeka” – jak piszą czasem na murach w kościołach, czego nienawidzę odkąd tylko zobaczyłem tę inskrypcję. Za dużo tu przymusu. Coś czyha, coś goni, coś ucieka, coś notuje. O nie.

Zdumiewa jak metodycznie i celowo artysta posługuje się odarciem świata z koloru. Portretuje cmentarz w lutym, zamalowuje znak zakazu wjazdu do kompletnej bieli, albo utrwala pokaz zimnych ogni puszczonych w czerni i bieli i negatywie. Dopiero po czasie zrozumiałem doniosłą wagę tego gestu.

Takie mniej więcej myśli towarzyszą mi, gdy przypominam sobie wizytę w Muzeum Manggha w Krakowie na wystawie Piotra Bujaka nazwanej Wytrychowanie. Wystawa, co nie bez znaczenia, realizowana jest w instytucji pielęgnującej polsko-japońskie związki kulturowe, no i w Krakowie. Piotr Bujak studiował w Krakowie, obecnie, już od kilkunastu lat, żyje w Tokio. Jedna duża sala wypełniona jest kilkunastoma zdawkowymi, minimalistycznymi pracami – obiektami, zdjęciami, filmami – które w większości, poza dwoma wideo, pozostają na granicy zauważalności. To jakieś cegiełki układające się w murek, jakieś fotografie murów, suchego makaronu (o którym dopiero później dowiem się, iż to nie makaron, ale… obcięte paznokcie). Wzrok ślizga się po całości, szukając czegoś, na czym będzie mógł się oprzeć – i zatrzymuje się dopiero na wideo, które wywołuje właśnie ten powyższy ciąg skojarzeń. Bohater w białym kombinezonie ochronnym leży na czymś w rodzaju katafalku i pali papierosa. Leży i pali. Jego ruch ręki – jak do kosy, to w końcu zabawa z ponurym żniwiarzem, śmiercią – jest szeroki. Bujak zagarnia przestrzeń, wkłada papierosa do ust i wypuszcza biały od dymu oddech (Śpij teraz w ogniu, 2020).

Piotr Bujak, „Wytrychowanie”, widok wystawy, Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha, fot. Kamil A. Krajewski
Piotr Bujak, „Wytrychowanie”, widok wystawy, Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha, fot. Kamil A. Krajewski

W takiej interpretacji prezentowanych dzieł – jako znikomych, uchylających się od samego miana dzieła – pomaga opis kuratorski wystawy i niemal przyklejone (widzę te kartki-łatki!) do artysty tłumaczenia jego pracy: „do it yourself”, „hit-and-run”, „low budget”, „quick and dirty”,twórczy recykling”, et ceatera, et ceatera. Nowomowa przez cały czas ma się w kuratorstwie dobrze, bo pomaga funkcjonować w świecie szybkich ocen – zachęcałbym jednak do jej rozwinięcia. O ile bowiem te kilka ogólnych pojęć daje pojęcie o idiomie Bujaka, brak opisów poszczególnych prac – konceptualnych i oględnie mówiąc delikatnych w formie i przekazie – zostawia widza z niczym. Oddech i dym z papierosa rozpuszczają się w powietrzu, hit-and-run się kończy, coś się wydarzyło, ale nie wiadomo co. Ten papieros i katafalk – o ile nie mylę tego z jakąś inną, nieznaną mi tradycją kultury japońskiej – to najszybciej dochodzący przekaz do widza. Nonszalancja i znikomość.

Sztuka Bujaka to tak zwana „bardzo delikatna kreska”, specjalnie opowiedziana subtelnie, na granicy braku interwencji, nie narzucania się, a mi pozostaje wybór, czy chcę w tym brać udział. Chcę. Oto przestrzeń dla mnie.

Ta niejasność i brak znaczenia też oczywiście ma swój pożytek. Czy ja to w ogóle muszę oglądać? Czy ja tu chcę być? Czy jestem tu mile widzianym gościem? Sprawdzam dalej. Oglądanie dziesięciu cegieł ułożonych w symboliczny murek, na którym artysta ustawił małe głośniki z dobywającym się z nich szumem (Patrz, 2024) pozostawia mnie obojętnym. Jakieś wrażenia zaczynam mieć przy zdjęciach czegoś w rodzaju tatuaży wykonanych prymitywną kreską i… długopisem (Funkcje liniowe, 2023). Ach, to o taką tymczasowość chodzi. Podobnie odbieram zdjęcia murów, które łączą różne kolory i faktury, choć dalej pozostają między szarością a beżem (Powłoki, 2024-2025). Coś wyraźniejszego zaczynam czuć przy zdjęciach smileyów czy w ogóle emotikonów zrobionych z japońskiego makaronu (Emotikony, 2018), ta praca zresztą rozwija się jak rebus, w głowie. Dowiem się po czasie, iż to nie jest makaron, a półksiężyce obciętych paznokci. Znacie to, co? Lekka odraza. Coś co czymś można podrapać, ale i namoczyć w wodzie i zjeść. Coś organicznego, a jednak odrzucającego. Dlatego wystawa zaczyna wciągać.

Co więcej, ta konieczność schylania się do rzeczy chwilowych, bez znaczenia, przynosi możliwość wyboru. Albo wyłączam się, zostaję z niczym i odrzucam artystę na rzecz swoich własnych dopaminowych pętli, albo próbuję zmusić się do pracy, do studiowania. …Tylko czego? Skoro to wszystko jest na granicy zauważalności?

Przez brak dostępnych opisów prac (podobno były, ale nie widziałem), pierwszy wybór jest łatwiejszy. Łatwiej powiedzieć: „dobra, olewam” – i wyjść z galerii, gdy na górze muzeum jest restauracja i właśnie trwa widowiskowa wystawa japońskich zbroi. Japońskie zbroje! Po co siedzieć z Bujakiem. Dopiero z czasem i przy pisaniu tego tekstu przychodzi druga myśl: iż wysiłek włożony w analizę czegoś zwiewnego, niedookreślonego też przynosi korzyści. Akomodacja oka, choćby jeżeli na końcu tego przystosowania jest pustka, jest dobrym ćwiczeniem dla umysłu.

Piotr Bujak, „Wytrychowanie”, widok wystawy, Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha, fot. Kamil A. Krajewski

Aby zrozumieć co robi Bujak, sięgam do Internetu. Trafiam na archiwum jego filmów w filmotece Muzeum Sztuki Nowoczesnej, także tłumaczenia fotografii, które pokazywane są na krakowskiej wystawie – i wtedy zaczynam rozumieć. To jest tak zwana „bardzo delikatna kreska”, specjalnie opowiedziana subtelnie, na granicy braku interwencji, nie narzucania się, a mi pozostaje wybór, czy chcę w tym brać udział. Chcę. Oto przestrzeń dla mnie.

I tak wracam do władzy sądzenia i rozumienia własnych emocji. I o ile tłumaczenie Piotra Bujaka dla dwóch swoich fotografii (V, 2019) – palców układających się w znak victorii przytkniętych do szyby – „bo w Japonii wszędzie zbiera się linie papilarne” – mnie nie przekonuje, tak dzięki wywołanemu przez niego hasłu „Japonia”, odkrywam podstawowe estetyczne wrażenia z wystawy.

Oczywiste, ale i w jakimś sensie złamane są tu tropy związane z buddyzmem zen, haiku, tym, co w polskiej sztuce kojarzymy z Kojim Kamojim i klasycznymi wpływami japońskimi. Ulotność, te wszystkie minimalistyczne ogrody, banzai, koła, subtelności, papierowe ściany…nie mogę pisać o tym bez stereotypów, te wszystkie japońskie „chryzantemy i miecze” pojawiają się nie tyle odkurzone, ile w zwierciadle współczesnej, poddanej ekonomii masowej kultury, która domagała się obnażenia i rozegrania również jej nieistotności. A zaczyna się od bieli.

Piotr Bujak, „Wytrychowanie”, widok wystawy, Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha, fot. Kamil A. Krajewski
Piotr Bujak, „Wytrychowanie”, widok wystawy, Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha, fot. Kamil A. Krajewski
Piotr Bujak, „Wytrychowanie”, widok wystawy, Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha, fot. Kamil A. Krajewski

Jeśli przyjrzeć się adekwatnie wszystkim filmom Bujaka w filmoteki MSN – zdumiewa jak metodycznie i celowo artysta posługuje się odarciem świata z koloru. Raz jest to spacer przez cmentarz w lutym, gdzie monochromatyczny krajobraz dzieli się na biel śniegu i czerń nagrobków i wydeptanych w śniegu śladów (Arcade, 2015). Raz to zamalowywanie znaku zakazu wjazdu do kompletnej bieli (Red is Bad, 2018). To w końcu praca wideo, którą widziałem na wystawie i kompletnie jej nie zrozumiałem – pokaz zimnych ogni puszczonych w czerni i bieli i negatywie (Hanabi, 2019).

Dobre sobie. Dopiero po czasie, przymusie, schyleniu głowy zrozumiałem jakąś – no właśnie, paradoksalną, bo zdawkową, a jednak doniosłą wagę tego gestu. To pokaz zimnych ogni, feeria barw, a jednak odarty z tego wrażenia przez artystę. Zostaje biel i cisza. To, co chcemy zagłuszyć wybuchami i zalać kolorem, jest zawsze obecne.

1
Do zobaczenia 06.08.2018

„Red is Bad” Piotra Bujaka w Muzeum Współczesnym Wrocław

Redakcja

I to wrażenie ze mną zostaje. choćby jeżeli mam poczucie, iż Piotr Bujak odwołując się do swojego ideologicznego nastawienia, chce mnie zwieść. Mówi przecież o antykapitalizmie, antysystemowości, choćby anarcho-komunizmie (sic!), ale realizuje je przez praktyki na granicy zauważenia. Sam widzę tu podstawowe, może choćby egzystencjalne tematy – cmentarze, nokturny, tonację mol. Przypomina mi w tej postawie sylwetkę „free agenta” z biblii antykapitalizmu, czyli No Logo Naomi Klein. „Free agent” to człowiek niezwiązany strukturą społeczną, człowiek gigu, pracy o charakterze efemerydy itd. Ktoś w dwuznacznej pozycji niezależności od społeczeństwa i całkowitego dryfu w stosunku do dużych impulsów społecznych. Jednocześnie wolny i zdolny do wszystkiego i zarazem pozbawiony wszystkiego i zniewolony tym brakiem.

Być może dlatego porusza mnie też najzwyklejsza z pozoru praca, nieobecna na tej wystawie – L.o.v.e L.e.t.t.e.r.s. (2021). To zapisy video rozmów na Skype z babcią, pomiędzy Polską a Japonią, gdy ta razem z wnuczkiem rozwiązuje krzyżówki. To „opowieść o prywatnej relacji i potrzebie empatii”, jak opisuje pracę artysta. Krzyżówka – pion, poziom, biel, czerń długopisu. Japonia, Polska. Delikatny rysunek, płaszczyzna porozumienia, które pojawia się w tak błahych i niedbałych rzeczach jak bliskość, która nie domaga się tłumaczenia.

Od jakiegoś czasu babcia Piotra Bujaka żyje już tylko w jego pamięci i na jego Instagramie. To też sugestia, aby tym „non omnis moriar” się jakoś specjalnie nie przejmować. Wszystko zależy, jak patrzy się na czas, drobne przedmioty, własną uwagę i pamięć. Bujak potrafi zachęcić, aby patrzeć w sposób, który te wielkie stawki – no właśnie – przywołuje i zawiesza.

Idź do oryginalnego materiału