Myślała, iż jej mąż ma wilczy apetyt, a okazało się, iż to szwagierka podbiera jedzenie z lodówki i karmi swoją rodzinę na jej koszt

newsempire24.com 11 godzin temu

Wyobraź sobie, Aga, stoję sobie w kuchni, patrzę w pustą lodówkę i aż nie wiem, czy śmiać się, czy płakać. Znowu wszystko zniknęło! Ledwie wczoraj zrobiłam bigos i parę kotletów schabowych, choćby na śniadanie coś odłożyłam nie ma śladu, pusto jak po suszy. Przysięgam, już myślałam, iż mój Bartek to taki łakomczuch, jakiś worek bez dna, bo co chwilę coś wcina, a tu się okazuje, iż chyba nie do końca on jest winny.

Gadałam z nim nie raz kończyło się tylko kłótnią, rzucał, iż przestań się czepiać, iż znajdzie robotę, iż przecież teraz ciężko. Już drugi miesiąc siedzi na kanapie, pracy szuka, a ja się zaharowuję, żeby mieć na jedzenie i rachunki, a on zjada wszystko, co ugotuję albo zamówię. Normalnie sama już przegryzam suchą bułę i piję najtańszą Inkę. Wracam z pracy i nie mam siły nic robić, a Bartek jakby myślał, iż w stołówce mnie karmią.

Wiesz, wczoraj woła z pokoju, iż jutro musi jechać do mamy pomóc Adamowi, jego bratu. choćby nie zareagowałam, bo czułam się okropnie, jakoś mnie rozłożyło. Rano budzę się z gorączką, wzięłam gripex, przykryłam się kocem i leżę.

I nagle słyszę w kuchni jakieś grzmoty. Jakby ktoś się salonem bawił pokrywki stukają, drzwiczki od lodówki latają, ktoś coś sobie nuci. Idę sprawdzić, a tam… Justyna, siostra Bartka, z którą szczerze mówiąc, unikam kontaktu. choćby dzień dobry ciężko jej przechodzi przez gardło. Stoi, pakuje moje zakupy do swoich reklamówek, przegrzebuje wszystko ser, kiełbasa, mleko, jajka już w jej torbie.

Mówię: No witaj, Justynko. A ona się przestraszyła i pyta zaraz, co ja tu robię, czemu nie jestem w pracy. Jestem chora, odpoczywam. Bartek wie, iż przyszłaś? pytam. Justyna mówi, iż Bartek jej zostawił klucze, żeby mogła wejść, jak będzie potrzebować coś dla swoich dzieci.

Nie wytrzymałam. Mówię jej prosto: To nie Bartek ma taki apetyt, tylko ty masz łapy dłuższe niż Wisła. Ona się na mnie rzuciła, iż jako siostra ma prawo, iż rodzina to rodzina, a ona ledwo żyje, bo alimentów nie dostaje, a Bartek powinien pomóc. Tylko iż Bartek choćby u nas nic nie dokłada ani na chleb, ani na masło, a ja mam wykarmić was wszystkich? pytam.

Justyna jeszcze śmiała się oburzyć: To przez parę plasterków kiełbasy policję chcesz wzywać? Masz, zabierz te klucze i trzymaj sobie, zgorzkniała babo! Jeszcze Bartkowi powiem, jaką sobie wybrał żonę!. A ja na to: To może czas, żeby znalazł sobie inną.

Aga, normalnie się poryczałam. Przez ten czas robiłam za darmową stołówkę, a Bartek doskonale o wszystkim wiedział i udawał głupa, żeby jej pomóc! Przecież w tej jego rodzinie to co chwilę ktoś coś wyciąga a to kartofle, a to szynkę, a to jajka… Nikogo o nic nie pytają, jakby im się wszystko należało.

Pomyślałam, nie wytrzymam dłużej, zadzwoniłam do Bartka i mówię, iż składam pozew o rozwód. A on: Poczekaj, porozmawiajmy o tym, nie rób mi tego, wszystko się wyjaśni. Mówię mu, iż już nie mam z czym czekać, wszystko jest dla mnie jasne.

Nie wierzę, iż tacy ludzie się zmieniają. Szkoda trochę tych moich lat, co z nim zmarnowałam. Wiesz, najgorsze jest to uczucie, iż dom przestał być moim miejscem. Teraz tylko patrzę, żeby jak najszybciej zacząć od nowa i już nikomu nie pozwolić wejść sobie na głowę.

Idź do oryginalnego materiału