– Musicie nam oddać dziecko. My jesteśmy jego prawdziwymi rodzicami – oznajmili obcy ludzie na progu

twojacena.pl 2 godzin temu

**Dziennik ojca**

Dzisiaj wydarzyło się coś, co przewróciło nasz świat do góry nogami. Stało w drzwiach dwoje obcych ludzi i powiedzieli słowa, które brzmiały jak najgorszy koszmar: Musicie nam oddać dziecko. My jesteśmy jego prawdziwymi rodzicami.

Mamo, czy mogę jutro nie iść do szkoły? Znowu boli mnie głowa! Staś stał w drzwiach kuchni, trzymając się futryny.

Marta odwróciła się od garnka, w którym mieszała zupę. Syn rzeczywiście wyglądał blado, pod oczami miał cienie.

Znowu? To już trzeci raz w tym tygodniu. Może pójdziemy do lekarza?

Nie trzeba lekarza. Po prostu jestem zmęczony. Mogę zostać w domu?

Zobaczymy rano. Idź odrabiać lekcje.

Już je zrobiłem.

Wszystkie? choćby matematykę?

Tak.

Marta podeszła do syna, przyłożyła dłoń do jego czoła. Gorączki nie było. Ale ostatnio Staś był jakiś apatyczny, zamyślony. Kiedyś nie mógł usiedzieć w miejscu, a teraz godzinami siedział w pokoju, wpatrzony w okno.

Stasiu, wszystko w porządku w szkole? Nikt cię nie dokucza?

Wszystko dobrze, mamo. Po prostu głowa mnie boli.

Chłopiec poszedł do swojego pokoju. Marta wróciła do gotowania, ale niepokój nie dawał jej spokoju. Osiem lat wychowujesz dziecko, myślisz, iż znasz je na wylot, a nagle okazuje się, iż coś się dzieje, ale nie wiesz co.

Wieczorem wrócił mąż, Tomek. Zmęczony po pracy, ale widząc zatroskaną minę żony, od razu się spiął.

Co się stało?

Staś znowu narzeka na ból głowy. Trzeci raz w tym tygodniu.

No to trzeba iść do lekarza.

Mówię mu, ale nie chce. Może naprawdę jest przemęczony? Końcówka semestru, sprawdziany.

Tomek poszedł do syna. Marta słyszała, jak rozmawiają półgłosem. Po chwili wrócił, usiadł przy stole.

Mówi, iż wszystko w porządku. Ale zgodził się jutro iść do lekarza.

Dobrze. Rano umówię wizytę.

Przy kolacji Staś prawie nic nie jadł. Pokręcił widelec w ziemniakach, wypił herbatę i poprosił, żeby iść spać. Marta i Tomek wymienili spojrzenia.

Może się zakochał? zasugerował Tomek. W tym wieku to się zdarza.

Za wcześnie na miłość. Ma dopiero osiem lat.

Kto wie? Dzieci teraz gwałtownie dorastają.

Marta posprzątała ze stołu, umyła naczynia. W głowie kotłowały się myśli. Może jednak w szkole coś się wydarzyło? A może jest poważnie chory?

W nocy kilkakrotnie zaglądała do pokoju syna. Staś spał niespokojnie, wiercił się, coś mamrotał przez sen. Marta poprawiła kołdrę, pogładziła go po głowie. Chłopiec otworzył oczy.

Mamo?

Śpij, kochanie. Wszystko w porządku.

Mamo, ty mnie kochasz?

Oczywiście. Najbardziej na świecie.

A jeżeli jeśli nie jestem twój?

Marta zamarła.

Co za głupoty, Stasiu? Oczywiście, iż jesteś mój. Śpij już.

Chłopiec zamknął oczy, odwrócił się do ściany. Marta wyszła, ale sen nie przychodził. Skąd u ośmioletniego dziecka takie myśli?

Rano Staś wstał sam, bez przypominania. Zjadł śniadanie, spakował tornister.

Mamo, idę do szkoły. Głowa mnie nie boli.

Na pewno? Może jednak do lekarza?

Nie trzeba. Jestem zdrowy.

I wybiegł, zanim Marta zdążyła zareagować. Wyjrzała przez okno syn szedł gwałtownie przez podwórko, jakby się gdzieś spieszył.

Dzień minął jak zwykle praca, zakupy, gotowanie. Ale niepokój nie ustępował. Kilka razy chciała zadzwonić do wychowawczyni, spytać, jak Staś, ale się od

Idź do oryginalnego materiału