Moja ciotka przyjechała w odwiedziny z córką i zięciem, przywieźli drogie wino i mięso, ale mama wyr…

polregion.pl 2 dni temu

Moja mama ma sporą rodzinę. Miała kiedyś sześciu braci, ale teraz zostało tylko troje rodzeństwa. Mama i jedna z jej sióstr mieszkają w tej samej wsi pod Krakowem. Latem tyrają w polu, zimą żyją z cebul i ogórków kiszonych, które sami wyhodowały. My i one, rzecz jasna, mamy ogród, co daje powód do narzekań i dumy codziennie.

Druga siostra mamy, Zdzisława, osiedliła się w Warszawie. Tam to jej się powodzi apartament na Mokotowie, dom letniskowy na Mazurach, a mąż Zenon to wielka szycha, dyrektor w jakiejś dużej firmie budowlanej. Ale tak nie było zawsze: kiedyś też gnieździli się w chałupie gdzieś pod Tarnowem i tylko dzięki naszej mamie i cioci Róży w ogóle dali radę. No, ale jak się dorobiła, to zaraz wieś zabolała wstydem, a siostry z wioski odeszły w zapomnienie szybciej niż bigos przed świętami.

Pewnego dnia mama przypadkiem dowiedziała się na targu, iż Zdzisława wydała swoją córkę Zuzannę za mąż. Najpierw się zdziwiła, potem udawała, iż wiedziała od początku no bo jak to tak, powiedzieć ludziom, iż o własnej siostrzenicy nie była na weselu? Wstyd na cały powiat!

Mama wróciła wieczorem do domu i opowiedziała wszystko cioci Róży. Ta zrobiła taką minę, jakby właśnie usłyszała, iż Wojciech Mann przestaje prowadzić radio. Obie się wzruszyły i postanowiły zadzwonić do Zdzisławy, z takim zamiarem, żeby się jej żal zrobiło. Złożyły suche „gratulacje”, a Zdzisława odmruknęła tylko „dzięki” i się rozłączyła, jakby ją prąd poraził.

Nie minęły dwa tygodnie, kiedy nagle Zdzisława z rodziną przyjechała przywieźli mięso na schabowe, flaszkę drogiego wina z Francji i udawali, iż nic się nie stało. No ale mama była przez cały czas obrażona i wyrzuciła ich za drzwi. Powiedziała, iż skoro naszym chłopskim zadkiem wstyd im się było pochwalić przed warszawką na weselu, to teraz nie ma się co pchać do naszej chałupy po pierogi.

Zenon, jak to typowy biznesmen z Warszawy, tylko wzruszył ramionami i mruknął, iż faktycznie bali się wstydu, bo cała restauracja mogłaby pachnieć wiejską kiełbasą i bigosem. No i tym jednym zdaniem dobił mamę, która nakazała im wynosić się i nigdy więcej nie wracać takie to rodzinne święta, iż choćby barszcz nie pomoże. Ciocia Róża oczywiście solidarna z mamą, poparła ją i powiedziała, iż nie zamierza widzieć ich nigdy więcej choćby na cmentarzu.

Tak w polskich rodzinach bywa: raz się kiszą ogórki razem, raz razem się obrażają, ale zawsze z odrobiną ironii i bardzo, bardzo po polsku.

Idź do oryginalnego materiału