Mój mąż prowadzi bardzo żywą korespondencję ze swoją byłą koleżanką.
Muszę przyznać trafił mi się jak ślepej kurze ziarno! Mój mąż jest niemal ideałem, no prawie bez skazy. Ale, jak to się mówi, ideały podobno nie istnieją. Tomek, bo tak ma na imię, ma drobną przypadłość: jest niesamowicie towarzyski, empatyczny i uroczy aż do przesady. Ktoś by pomyślał, iż w tym nie ma nic złego No ale!
Tomek uwielbia przyjaźnić się z kobietami. Niby ma serce na dłoni, przy mnie niczego nie ukrywa, czatuje jawnie i bez wstydu, ale co tu kryć nie zawsze mi się to podoba. Od dobrych kilku lat prowadzi intensywną wymianę maili z byłą koleżanką z pracy. Grażyna już dawno odwiozła się z facetem za chlebem do Niemiec, ale nie pytajcie mnie jak cały czas przewija się po naszym wspólnym życiu niczym cebula w polskiej kuchni. Jej nazwisko wciąż pojawia się przy różnych okazjach; aż mam wrażenie, iż Grażyna jest z nami przy stole przy każdej niedzieli.
Jak tylko Tomkowi przytrafi się coś interesującego w pracy czy podczas podróży do Krakowa lub Białegostoku, pierwsze wiadomości lecą do dwóch pań: do mnie i od razu do tej koleżanki. Kiedy staje przed istotną życiową decyzją zanim konsultuje się ze mną, czatuje z Grażyną. Szczerze mówiąc, wszystko z nią omawia jakby miała patent na doradzanie. Czasem łapię się na tym, iż choćby w sprawach, które powinny zostać między nami, Tomek ma ochotę zapytać: Ciekawe, co Grażyna o tym sądzi?. Serio, ręce opadają.
Niech nikt nie pomyśli, iż jestem wyrodną żoną! Tomek to naprawdę złoty facet dzieli ze mną domowe obowiązki, gotuje lepszy barszcz ode mnie, zarabia niezłe pieniądze (nie w euro, spokojnie polskie złote, dziękuję bardzo), nie szczędzi mi czasu ani kin, ani restauracji. Słowem, teoretycznie nie powinnam narzekać, tylko cieszyć się i święcić wdzięczność na świętego Mikołaja.
A jednak coś mnie dręczy. Ja po prostu nie mogę pojąć, po co mu jeszcze ta Grażyna? Przecież od tylu lat jesteśmy razem, a on dalej potrzebuje tej wirtualnej samicy alfa na odległość.
Może rzeczywiście zachowuję się jak typowa zazdrosna żona z polskiej komedii romantycznej, ale fakt pozostaje faktem potrafię patrzeć na inne kobiety w pracy Tomka bez krzty zazdrości, a na samą myśl o Grażynie gul mi rośnie jak drożdża w cieście.
Czego mu brakuje? Czy ta jedna Grażyna jest w stanie dać coś więcej niż żona z krwi i kości, co gotuje mu pierogi i zna jego każde przyzwyczajenie od polskich seriali do ulubionego smaku kefiru? Po prostu tego nie ogarniam.












