Mój mąż Darek pracuje, ale to ja za wszystko płacę.
Pewnie zastanawiacie się, jak to się stało, iż znalazłem się w takim miejscu w życiu, i jak przyjąłem taki układ. Powiem wam jednak jedno miłość naprawdę potrafi oślepić. Przez lata błądziłem, uczyłem się na własnych błędach. Mama zawsze powtarzała mi, iż jeżeli chcę mieć dobre życie, muszę porządnie pracować. Powtarzała też, iż kobieta powinna być silna i niezależna, żeby w razie czego nie zostać na lodzie.
Wygląda na to, iż za bardzo wziąłem te rady do serca. Gdy spotykałem się z dziewczynami, byłem zbyt niezależny. kilka z nich chciało ze mną być w tamtych czasach większość kobiet marzyła o mężczyźnie, który się nimi zaopiekuje i pokaże, na co go stać. Ja jednak ceniłem sobie własną swobodę.
Potem skupiłem się adekwatnie tylko na pracy. Ożeniłem się dopiero po trzydziestce, bo przez lata byłem sam. A wtedy poznałem Darię. Jest z mojego rocznika. Byłem zdziwiony, iż zaakceptowała moją niezależność i nie naciskała, żebym robił coś dla niej, jeżeli uprzedzałem, iż sam sobie z tym poradzę. Nigdy nie wręczała mi kwiatów, nie szeptała ckliwych słówek, które mnie męczyły. Byliśmy jak równi partnerzy. Myślałem, iż właśnie tak należy postępować wyznawać zasadę równości. Niestety, ta „równość” okazała się bardzo kosztowna i raczej jednostronna.
Po ślubie Daria zamieszkała u mnie w Warszawie, bo nie miała własnego mieszkania dotąd mieszkała z matką. Ja nie miałem ochoty dzielić doma z teściową; ile już było historii o wiecznych konfliktach! Przez pierwszy miesiąc Daria nie dorzucała się do wydatków, tłumacząc się spłatą długu zaciągniętego na leczenie swojej mamy.
Nie komentowałem tego. Rodzina to rodzina niech najpierw odda to, co winna, potem będziemy razem planować, dzielić wszystko po połowie. Ale minęło siedem miesięcy, a ona ciągle nie wywiązała się z kredytu. Ciągle nowe wymówki a to podnieśli ratę, a to straciła parę godzin pracy… A ja przez cały czas pokrywałem rachunki, kupowałem jedzenie, opłacałem mieszkanie i wszystko, co związane z rozrywką.
Kiedy zaczęła mówić, iż odkłada na nasz dom na mazurach na przykład na wakacje czy w przyszłości znów uwierzyłem. Chciałem zobaczyć wyciąg z jej konta, ale przez pięć lat nie pokazała mi nic. Cały czas byłem tym, który finansowo wszystko utrzymuje.
W końcu doszło do kłótni. Zapytałem, dlaczego to ja przez pięć lat jestem głównym sponsorem tego związku. Przecież tak nie można żyć! Spakowała się i wróciła do matki. Po trzech dniach nie wytrzymałem sam ją sprowadziłem z powrotem. Ale wszystko zaczęło się od nowa. Ani złotówki do wspólnego budżetu. Jestem już wykończony. Marzę, żeby móc choć raz przeznaczyć pieniądze na własne zachcianki, ale nie mam ani grosza luzem wszystko idzie na dom.
Co robić? Rozwód? Czy ona się kiedyś zmieni?











