7 marca
Siedziałam dziś w kuchni, przygotowując kolację ku pamięci naszego zmarłego taty, kiedy zachowanie mojego brata Roberta wytrąciło wszystkich z równowagi. Od ponad piętnastu lat pracował za granicą, w Irlandii, a w Polsce był zaledwie dwa razy przez cały ten czas. Teraz, dziewiątego dnia po śmierci taty, nagle wrócił do rodzinnego domu w Poznaniu.
Robert od początku sprawiał wrażenie spiętego. Wypytywał nerwowo o rozmaite rzeczy i buszował po całym mieszkaniu, przeglądając szafy, szuflady, choćby stare walizki. Kucharz, który pomagał przygotować potrawy, patrzył na niego z niedowierzaniem. Wszyscy wiedzieli, iż przez lata nie interesował się domem, a w tym czasie to ja, Melania, dbałam o tatę i mamę.
Nie przyjechał tu pożegnać się z ojcem szczerze mówiąc, przyjechał, żeby czegoś szukać. Jego zachowanie było dla mnie bardzo niezrozumiałe. Naprawdę nie sądziłam, iż w tej trudnej chwili będę musiała stawiać mu czoło. Zamiast mnie wesprzeć, Robert zaczął podważać, czy wszystko w domu naprawdę należy do rodziny. Wyciągał jakieś papiery, twierdząc, iż już dwadzieścia lat temu rodzice wszystko mu zapisali. Insynuował, iż próbuję przejąć dom, sprawiając, iż poczułam się winna. Ostatecznie nie zniosłam jego słów, wybuchłam płaczem i wybiegłam z domu. Za mną wyszło jeszcze paru gości, którzy równie jak ja byli rozczarowani zachowaniem Roberta.
Stres wisiał w powietrzu jeszcze przez cały następny tydzień. Robert został w domu rodzinnym, wymienił zamki na drzwiach, kazał zainstalować kraty w oknach i drzwiach. Potem spakował się i wrócił do Hamburga, do swojej żony.
Los bywa jednak przewrotny. Parę miesięcy później sąsiadka Roberta z zagranicy zadzwoniła z wiadomością, która sprawiła, iż zrobiło mi się go po ludzku żal Robert ciężko zachorował. Lekarze nie dawali mu szans na powrót do zdrowia, a jego stan miał się tylko pogarszać. Żona nie miała sił się nim zajmować i dała mu do zrozumienia, iż staje się dla niej ciężarem. Sugerowała, by wrócił do Polski.
Wiem, iż powinnam być twarda, po tym jak mnie potraktował. Moja córka, Jagoda, mówi mi wręcz, żebym przestała poświęcać całe życie komuś, kto nie okazuje wdzięczności. Podkreśla, iż powinnam spędzać czas z nią i moimi ukochanymi wnuczkami, które tak bardzo mnie potrzebują.
Czuję się rozdarta. Robert to przecież mój brat. Choć czuję do niego żal, nie umiem przejść obojętnie obok jego cierpienia. Jednocześnie wiem, iż Jagoda ma rację dla mojej rodziny też jestem ważna i powinnam dbać o własne szczęście. Boję się tej decyzji i tego, czy potrafię wybrać dobrze.
Wieczorem długo siedziałam w fotelu, spoglądając na zdjęcia z tatą. W sercu mam mnóstwo współczucia i smutku. Muszę podjąć decyzję tylko jak zdecydować, kiedy każda z dróg rani kogoś bliskiego?












