
Chloe Bow twierdzi, iż więcej osób pozostałoby singlami, gdyby wiedziały, o ile szczęśliwsze mogą być.
Dla 33-letniej twórczyni internetowej Chloe Bow bycie singielką nie jest przejściowym etapem, ale świadomym wyborem. — Czuję się lepiej i jestem szczęśliwsza niż kiedykolwiek wcześniej – mówi. Jej treści w mediach społecznościowych koncentrują się na wolności i niezależności, jakie daje życie w pojedynkę. Jak podkreśla, wiele kobiet identyfikuje się z tym przekazem.
Trend ten ma jednak znacznie szerszy wymiar. Według danych przywoływanych przez „The Economist” na świecie żyje dziś co najmniej o 100 milionów więcej singli niż dekadę temu – gdyby wcześniejsze wskaźniki utrzymały się na stałym poziomie. W Kanadzie liczba jednoosobowych gospodarstw domowych wzrosła ponad dwukrotnie między 1981 a 2021 rokiem, osiągając 4,4 miliona. To około 15 proc. populacji w wieku 15 lat i starszych.
Zmiana kulturowa
Geoff MacDonald, profesor psychologii z Uniwersytetu w Toronto, zauważa, iż bycie singlem nie jest już społecznie piętnowane. Rośnie też jego widoczność i akceptacja. Zdaniem ekspertów wpływ mają spadające wskaźniki małżeństw oraz zmieniające się normy kulturowe.
Coraz więcej kobiet stawia na edukację, karierę i niezależność finansową. Ekonomistka Sue-Lin Wong wskazuje, iż atrakcyjność małżeństwa maleje, zwłaszcza jeżeli oznaczałoby ono rezygnację z zawodowej satysfakcji i przejęcie nierównej części obowiązków domowych.
MacDonald podkreśla, iż badania w Ameryce Północnej potwierdzają świadomość nierównego podziału pracy w związkach heteroseksualnych. Z kolei część mężczyzn – jak 34-letni Justin Frost – uważa, iż oczekiwania wobec partnerów stają się zbyt wygórowane, a media społecznościowe wzmacniają nierealistyczne standardy sukcesu i zamożności.

Justin Frost twierdzi, iż wysokie oczekiwania kobiet i nierealistyczne standardy narzucane przez media społecznościowe rzuciły „ciemną chmurę” na randkowanie.
Konsekwencje demograficzne i gospodarcze
Kanada została sklasyfikowana jako kraj o „bardzo niskim” wskaźniku dzietności – 1,5 dziecka na kobietę, znacznie poniżej poziomu zastępowalności pokoleń (2,1). Ekonomiści ostrzegają, iż mniej dzieci oznacza w przyszłości mniejszą siłę roboczą, presję na system emerytalny i rosnące zapotrzebowanie na opiekę długoterminową.
Armine Yalnizyan zwraca uwagę, iż zmiana struktury gospodarstw domowych wpływa na rynek mieszkaniowy i konsumpcję. Osoby żyjące samotnie potrzebują mniejszych mieszkań i mają inne wzorce wydatków, co przekłada się na dynamikę PKB. Starzejące się społeczeństwo i kurcząca się liczba pracujących mogą oznaczać większe obciążenia dla budżetu państwa.
Jednocześnie rośnie liczba osób domagających się zmian podatkowych korzystniejszych dla singli. Jak zauważa MacDonald, wraz ze wzrostem ich liczby pojawia się potrzeba silniejszej reprezentacji interesów tej grupy.
Nowa normalność?
Dla Chloe Bow zmiana jest jednoznacznie pozytywna.
— Świat związków i tego, co uznaje się za normę, zdecydowanie się zmienia — mówi. — I to zmiana na lepsze.

Ukute na potrzeby singielek hasło – „zamiast dziecka możesz mieć psiecko”.
Pytanie, czy jest to jedynie ewolucja samolubnego stylu życia, czy też początek głębokiej transformacji społecznej, której bolesne skutki będą odczuwalne przez kolejne dekady.









