Młody kierowca autobusu miejskiego z Warszawy udzielił wszystkim pasażerom ważnej lekcji życia. To, jak się zachował, jest naprawdę godne podziwu

newskey24.com 7 godzin temu

Dziś wydarzyło się coś, co dało mi porządnie do myślenia. Jako zwykły pasażer, byłem świadkiem niezwyklej sytuacji z udziałem młodego kierowcy autobusów PKS, 25-letniego Bartosza Kowalskiego. Jechałem miejskim autobusem z Lublina do Nałęczowa, gdy na przystanku wsiadła starsza pani, na oko osiemdziesięcioletnia. Uważnie ją obserwowałem powoli wyjęła z woreczka z haftem, pełniącego funkcję portmonetki, drobne pieniądze parę złotych, pieczołowicie odliczyła należną kwotę za bilet i poprosiła, by kierowca zatrzymał się przy następnym sklepie spożywczym.
Bartosz jak najbardziej zatrzymał autobus na żądanie. Staruszka wyciągnęła podała mu odliczone złotówki i podziękowała, mówiąc cicho:
Dziękuję, synku.
Bartosz spojrzał na nią i nie przyjął banknotu. Zamknął kasę, schował portfel. Po chwili powiedział, by pasażerowie poczekali, bo zaraz wróci. Wysiadł i pobiegł do pobliskiego sklepu. Z zaskoczeniem widziałem przez szybę, jak wrócił po paru minutach z siatką zakupów: cztery litry mleka, śmietana, świeży chleb, paczka makaronu i kawałek mięsa na rosół. Wszystko wręczył starszej pani.
Staruszka, która nazywała się pani Alina Nowak, chciała odmówić, mówiąc:
Daj spokój, synku, mam skromną emeryturę, ale na chleb jeszcze mam.
Ale Bartosz był nieugięty:
jeżeli pani nie przyjmie, oddam to potrzebującym innym, ale szkoda by się zmarnowało.
Pani Alina rozpłakała się ze wzruszenia. Uściskała go, dziękując serdecznie i życząc mu zdrowia oraz wszystkiego dobrego. Bartosz wrócił na swoje miejsce za kierownicą. I wtedy odezwała się jakaś kobieta, mniej więcej w moim wieku, może czterdziestoletnia, która syknęła pod nosem:
I po co było robić przedstawienie, tracić czas i pieniądze za jakieś dziękuję?.
Bartosz powoli odwrócił się do niej, otworzył drzwi i spokojnie, ale stanowczo powiedział:
To właśnie przez takie osoby jak pani, starsi ludzie sądzą, iż współczesna młodzież to tylko samoluby bez serca. A pani swoim dzieciom nie przekazuje nic poza pieniędzmi i obłudą.
Pani, cała czerwona ze wstydu, wysiadła bez słowa na najbliższym przystanku, unikając spojrzeń innych pasażerów.
Długo myślałem o tym, co zobaczyłem. Być może codzienność nieczęsto daje okazję do takich gestów, ale Bartosz pokazał, iż szacunek dla starszych i zwykła ludzka dobroć to coś, co buduje prawdziwą wspólnotę. I nauczyłem się dziś, iż jeden dobry uczynek potrafi rozświetlić dzień wielu osobom Warto po prostu być człowiekiem.

Idź do oryginalnego materiału