Dzisiaj byłem świadkiem sytuacji, która na długo zapadnie mi w pamięć i dała mi dużo do myślenia.
Jechałem autobusem PKS, który prowadził 25-letni kierowca, pan Marcin Nowak. Na przystanku w małym miasteczku wsiadła starsza pani, musiała mieć około osiemdziesięciu lat. Uważnie patrzyłem, jak wyciąga z kieszonki chusteczkę, a w niej jak to bywa u starszych pań starannie zawinięte banknoty. Odliczyła odpowiednią ilość złotych, chcąc zapłacić za przejazd, i poprosiła pana Marcina, by zatrzymał się na następnym przystanku, przy sklepie spożywczym.
Zatrzymał się, jak zawsze, przy adekwatnym miejscu. Babcia podała mu pieniądze i podziękowała:
Dziękuję, synku.
Ale nasz kierowca odmówił przyjęcia pieniędzy! Wziął portfel, powiedział, iż zaraz wróci i wybiegł gwałtownie do sklepu. Wrócił po kilku minutach z reklamówką zakupów: cztery litry mleka i śmietanki, bochenek chleba, makaron i kawałek mięsa. Wręczył torbę starszej pani. Babcia zaczęła płakać i stanowczo chciała oddać mu zakupy:
Kochany, nie trzeba, moja emerytura spokojnie wystarczy mi na chleb i tym podobne rzeczy.
Pan Marcin odpowiedział ze spokojem:
jeżeli pani nie przyjmie, zostawię to tu i wyrzucę przy następnym śmietniku.
Pani nie mogła powstrzymać łez, podziękowała raz jeszcze, życząc mu szczęścia i zdrowia w życiu… On wrócił na swoje miejsce za kierownicą.
I wtedy odezwała się pasażerka, taka około czterdziestki, zdenerwowana podniesionym tonem:
I po co wydawać tyle pieniędzy i wszystkim zatrzymywać przejazd tylko za jakieś dziękuję?
Marcin spojrzał na nią przez lusterko, zatrzymał autobus, otworzył drzwi i spokojnie poprosił ją o wyjście:
Przez takich ludzi jak pani, starsi myślą, iż cała młodzież jest źle wychowana! Bo nie nauczyliście własnych dzieci niczego poza chciwością i fałszem!
Wysiadła z autobusu cała czerwona ze wstydu!
Szczerze powiem, iż dzisiaj dzięki Marcinowi uwierzyłem, iż są jeszcze ludzie o wielkim sercu. Chciałbym, by w Polsce było więcej takich osób jak on życzliwych, uczciwych, gotowych bezinteresownie pomóc drugiemu człowiekowi. To była dla mnie ważna lekcja dobro naprawdę wraca i warto je szerzyć, choćby jeżeli inni tego nie rozumieją.












