Miłość, zdrada i samotność w polskim biurze: Jak zakochałem się w żonie przyjaciela, towarzysząc jej…

polregion.pl 13 godzin temu

Z Agnieszką pracowaliśmy w tej samej firmie, ale w różnych oddziałach w Warszawie. Często zostawałem długo po godzinach, podobnie jak ona. Jej mąż mój serdeczny przyjaciel czasem dzwonił do mnie, prosząc, żebym odprowadził Agnieszkę na przystanek tramwajowy przy alei Jana Pawła II. Zdarzało się wtedy, iż spotykaliśmy się w holu, szliśmy przez ulice oświetlone latarniami i prowadziliśmy pełne emocji rozmowy o życiu, pracy, marzeniach. Mieliśmy ze sobą wiele wspólnego, a jej mąż nie rozumiał, dlaczego Agnieszka tak bardzo lubi stare polskie kino czy długie spacery nad Wisłą. Dla mnie każda rozmowa z nią była jak święto czułem lekkość i szczęście, które powoli między nami rozkwitały. Z czasem pożegnania stawały się coraz bardziej czułe najpierw przytulenie, potem delikatny pocałunek w policzek, aż pewnego wieczoru, spóźniając się na tramwaj, pocałowała mnie naprawdę.
W głębi serca wiedziałem, iż robię strasznie źle wobec mojego przyjaciela i jego rodziny, ale zakochałem się w Agnieszce bez pamięci.
Zaczęła opowiadać, iż musi zostać dłużej w pracy, żeby wyskoczyć do mnie do mieszkania na Mokotowie; zmyślała historie o delegacjach do Krakowa albo o wyjazdach do matki na wieś pod Łodzią, a w rzeczywistości snuliśmy się razem po mieście, chodząc na kolacje do małych restauracji, gdy jej mąż pracował na nocną zmianę i nie miał najmniejszej szansy nas nakryć.
Kochałem Agnieszkę szczerze i choć nigdy nie rozmawialiśmy o jej odejściu od męża, byłem pewien, iż gdybym ją poprosił, natychmiast złożyłaby pozew o rozwód. Trwałem w jakimś irracjonalnym zauroczeniu, kradnąc szczęście nie postaciom z książek, ale własnemu, bliskiemu przyjacielowi. Piliśmy razem piwo w pubie przy Nowym Świecie, słuchałem jak skarży się, iż Agnieszka bardzo się zmieniła zawsze dba o wygląd, zbyt długo przegląda się w lustrze, wychodzi z domu częściej niż zwykle. Twierdził, iż musi mieć kochanka. A ja udawałem wsparcie, po czym pędziłem na spotkanie z moją ukochaną.
Nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego wszystko niszczę, aż pewnego wieczoru Agnieszka wpadła do mnie w fatalnym humorze. Pokłóciła się z mężem i postanowiła rozładować złość na mnie.
Ile razy mam powtarzać, żebyś sprzątał? Wszędzie pełno kurzu! Nie umiesz wziąć ścierki i ogarnąć podłogi? Lodówka tradycyjnie pusta! Serio, myślisz, iż będę gotować i sprzątać dla dwóch domów? Jesteś moim kochankiem, nie adoptowanym synem. Zacznij dbać o siebie, proszę.
To mną wstrząsnęło. Agnieszka mnie nie kochała, byłem dla niej tylko przelotną przygodą. Nasze wspólne chwile zamieniły się w szarą codzienność, taką samą jak w jej małżeństwie. Byłem jej obojętny, znudziła się mną.
Jedynym, czego żałuję, jest to, iż to właśnie ja pierwszy poprosiłem o zerwanie. Tego wieczoru wysłała mi SMS: Wyjeżdżam. Nie waż się mówić nic mojemu mężowi. Nie miałem takiego zamiaru. Wstydziłem się spojrzeć mu w oczy, nie mówiąc już o wyznaniu prawdy. Od tamtej pory powiedziałem, iż nie mogę już odprowadzać Agnieszki, kończę wcześniej.
Mówi się u nas, iż szczęścia nie buduje się na cudzym nieszczęściu. Żyję teraz z ciągłym lękiem, czy moja nowa dziewczyna nie okaże się kolejną Agnieszką…

Idź do oryginalnego materiału