Mieszkam razem z moją mamą, Jadwigą. Jadwiga ma już 86 lat, ale energii starczyłoby jej na całą drużynę harcerską.
Tak się złożyło, iż nie doczekałam się ani ślubu, ani dzieci. Ja wiem, całkiem niepolski przebieg życia sąsiadki zza ściany pewnie się dziwią. Ale cóż, mogę się pochwalić już 57 latami na karku, a niedawno świętowałam urodziny w najlepszym możliwym towarzystwie z własną mamą. Zaproszenia nie rozsyłałam, bo nie miałam komu. W przyjaciółki jakoś nigdy nie zainwestowałam, a rodzina? U nas kończy się na nas dwóch.
Pod jednym dachem wspieramy się, jak tylko się da. Mama, mimo wieku, jest bardziej żywotna niż niejedna dwudziestolatka. Jasne, stan zdrowia tu i ówdzie szwankuje, ale nie ma w niej ani grama poddania się. Już to potrafi wyjść sama do parku, pogadać z paniami na ławce, a potem wrócić pełna świeżutkich plotek.
Ja oficjalnie jestem emerytką, ale wiadomo jak w Polsce emerytury skromne, więc dorabiam tu i tam. W końcu za coś trzeba kupić ten sernik na weekend! Nie narzekam jednak, bo mam obok siebie moją Jadwigę. Patrzę na innych niektórzy nie mają choćby własnych czterech ścian, rodziny czy grosza przy duszy. Wtedy od razu zaczynam doceniać swoje szczęście.
A u nas życie płynie jak Wisła. Wieczorami parzymy herbatę w wielkim garnku, dziergamy nowe szaliki, oglądamy stare polskie filmy i śmiejemy się z tych samych żartów co dwadzieścia lat temu. W weekend piekę ciasta drożdżówka czy sernik i zapraszamy sąsiadów. Opowiadają nam, co tam u ich wnuków i synów, a my słuchamy z takim zaangażowaniem, jakby to była najnowsza telenowela TVP.
Cieszę się szczęściem ludzi, którym się wiedzie, i codziennie modlę się, żeby naszej dwójki omijały wszelkie większe dramaty. Tak sobie żyjemy skromnie, ale wesoło. Oby tak jeszcze długo, dla mnie i mojej kochanej JadwigiMoże ktoś powie, iż to życie bez wzruszeń i bez kolorowych fajerwerków. Ale my z mamą dzielimy się wszystkim: resztkami ciasta, śmiechem, czasem ciszą. Kiedy wychodzimy razem na balkon, patrzymy na wschód słońca nad kamienicami i wiem, iż mimo niepozorności, mamy wszystko, co najważniejsze. Mama zawsze powtarza: „Człowiek to nie ilość gości na urodzinach, ale ilość chwil, które razem przetrwał.” Więc trzymamy się mocno za ręce i liczymy te chwile, jedna po drugiej, aż do ostatniego okruszka sernika. I chyba właśnie w tym jest nasza największa siła w codzienności utkanej z miłości, śmiechu i zwyczajnych dni, które dla nas są najcenniejsze pod słońcem.












