Mgła się rozwiała

polregion.pl 2 tygodni temu

Hej kochana, muszę Ci opowiedzieć, co u mnie ostatnio się działo. Mgła się rozproszyła i od razu wpadłam w myśli o własnym życiu. Codzienność zdaje się być w kółko taka sama wstaję, robię to samo, choć mam rodzinę: męża Jerzego i dwóch synów, Mateusza i Patryka, którzy chodzą do szkoły i zawsze są najlepsi w klasie.

Obudziłam się bardzo wcześnie, a w sypialni rozlegał się rytmiczny stuk zegara stojącego przy łóżku. Za oknem ledwo co wstawało słońce. Nie mogłam zasnąć, leżałam i już w głowie krążyły plany na kolejny dzień.

No to wstawaj, zaczyna się kolejny dzień pełen obowiązków pomyślałam. Najpierw wydoję krowę Zosię, nakarmię ją i wypłoszę do zagrody, potem ogarnę resztę bydła. Potem trzeba przygotować śniadanie dla Jerzego i chłopców, obudzić ich, zawieźć Mateusza do szkoły, a Jerzy już sam ruszy do pracy. Och, a dziś muszę jeszcze podkopać ziemniaki, bo inaczej przerosną. gwałtownie sięgnę po motykę i w drogę.

Zaczęłam od domowych obowiązków, a w głowie krążyły kolejne myśli:

Dzisiaj trzeba wyprać, po podwórzu podwlec kwiaty i zamiatać, dawno tam nie sprzątałam Życie takie monotonne, same roboty Dzień już zaczął się.

Jerzy, wstawaj, już czas lekko szturchnęłam go w ramię, ale on jeszcze spał.

Tak, już wstawiam się odparł, przewracając się na plecy.

Chłopaki, wstawajcie, pora jeść śniadanie i iść do szkoły. Mateuszku, nie przymykaj oczu, i tak musisz wstać. Kto cię po szkole przywita, nie ja! wymamrotałam, trochę nieprzyjemnie, ale z serca.

Patryk już wyrwał się z łóżka, lekki jak piórko, a Mateusz wyciągnął się leniwie. W końcu każdy ruszył w swoją stronę, a ja zabrałam się za pranie i powiesiłam czyste pranie na sznurze pod domem. Niezwykle przygnębiające było to dzisiaj, nie wiedziałam czemu, ale ostatnio czułam, iż nie jestem zadowolona ze swojego życia.

Zaczęłam przycinać kwiaty, kiedy podeszła do mnie sąsiadka Jadwiga, zawsze pełna energii i gadki. Ciągle goniła i narzekała na swoje dzieci, a jej krzyki słychać było choćby u mnie w podwórzu.

Jadwigo, co wczoraj wieczorem znowu się wkurzyłaś? zapytałam.

No wiesz mój syn Feliks przyszedł, a adekwatnie to raczej wpełzł do domu. Cały wieczór czekałam, bo musiałam przesunąć szafę, a on był taki ciężki choćby rano go ostrzegałam, a on westchnęła. Nie mogę patrzeć na niego, bo znowu wpadł do domu Ignacego, a tam ciągle jakaś domowa wytwórnia i niekończąca się impreza Twojego Jerzego nie znam, nie widziałam go pijącego.

Jadwiga zazdrościła mi spokojnego życia, bez krzyku i hałasu, ale widząc, iż jest smutna, zapytała:

Bronisławo, czemu jesteś taka zamknięta, nie uśmiechasz się, coś cię trapi?

Westchnęłam i usiadłam na ławce w podwórzu przy Jadwiga.

Nie wiem, Jadwigo, coś mnie przytłoczyło. Czuję, iż wszystkie interesujące przygody mijają mnie obok, iż inni żyją lepiej, szczęśliwiej, pełniej. Chciałabym coś zmienić, choćby nie w kinie, ale przynajmniej jak ktoś z naszej wsi.

Ojej, Bronisławo, nie masz powodu do narzekań. U ciebie wszystko płynie jak po maśle odpowiedziała zdziwiona sąsiadka. Czego ci jeszcze brak?

Patrzę na Marzennę, jej mąż Wiktor jest przystojny, chodzą razem wszędzie, przytulają się i całują na widokach. Marzena jest główną księgową, zawsze elegancko ubrana. To nie życie, to bajka Wiktor jeździ autem, na urodziny przynosi czerwone róże z Krakowa. Często wjeżdża tam. Życie Marzenny nie jest nudne.

No właśnie, zazdrościsz przerwała Jadwiga. Siedząc w domu, nie pracujesz, więc nie widzisz tego. A Wiktor to prawdziwy cwaniak, kochanek, nie przepuści żadnej pięknej dziewczyny. Marzena o tym wie, kupuje nowe ciuchy, stroi się dla męża. A on, jak kot marcowy kocha ją na pokaz, a w domu może i rękę położyć. Jego życie to imprezy i wyjazdy do miasta, gdzie ma znajome i choćby młode dziewczyny.

Skąd wiesz o tym wszystkim? Może jeździ tam w sprawach służbowych? zapytałam.

No właśnie, w sprawach! A po co jeszcze? O dziewiątej wieczorem wyjeżdża, a rano wraca. Moja siostra w sąsiedztwie przyjaźni się z Marzenną, wszystko widzi i słyszy. Marzena potrafi przykryć siniaki pod kremem. Żyje w ciągłym strachu, iż Wiktor ją zostawi lub uderzy. A ty mówisz, iż to bajka. Kto potrzebuje takiej bajki? podkreśliła Jadwiga, a ja patrzyłam na nią z pewnym niedowierzaniem, choć w rzeczywistości niektóre rzeczy były prawdziwe.

Po chwili ciszy kontynuowałam:

Dobra, jeżeli tak jest, nie będę zazdrościć Marzennie. Ale weźmy pod uwagę Tamarę. Nie powiesz, iż jej mąż Andrzej go nie kocha. On nie ma w niej serca, a ich syn jest chory. Zakazał jej choćby pracować, sam wszystko robi. Czasem wozi Tamarę na kurort, to dopiero miłość. Szczęśliwa Tamara a ja mam nudne, szare życie.

Nie, Bronisławo, nie tak wtrąciła Jadwiga.

Dlaczego? Andrzej nie pije, jest pracowity.

A wiesz, iż ich starszy syn, Wojtek, jest chory? Chociaż młodszy Antoś jest w szkole, dobry chłopak.

Wiem odparłam. Nie znam szczegółów choroby, ale mieszkają na dolnej ulicy, na końcu wsi. Andrzeja i Jerzego znam, mój mąż o nim dobrze mówi. Tamara i ja chodzimy do tej samej szkoły, po szkole od razu wyszła za Andrzeja. Mieli wtedy szkolną miłość.

Ich starszy syn, Wojtek, jest bardzo chudy, jego rówieśnicy już w ósmej klasie, a on zachowuje się jak siedmiolatek. Nie wiem, co to za choroba, ale w sanatorium go wozi Tamara z Andrzejem, dostają bezpłatny wyjazd. Ty mówisz, iż jeżdżą na kurort Niech Bóg nie dopuszcza takiego kurortu.

No właśnie, skąd to wszystko wiesz? dopytałam.

Pracuję na farmie, a tam plotki i wiadomości leżą na podłodze od rana. Gdzie dużo babek, tam i plotki Oksana, nasza farmowa pracownica, siostra Andrzeja, wie wszystko, a ma długie języki.

Tak, nie warto zazdrościć. Jak mówią: W każdej chałupie swoje grzechotki, a ja nie znam ich szczegółów odparłam.

Nie znasz, bo cały czas w domu, w sklepie chodzisz i tak dalej. Nie stoisz przy studni, nie rozmawiasz z babkami przy studni. A po co ci studnia, kiedy Jerzy przyniósł wodę, wykopał studnię, a on jest gospodarzem, dobrym mężem. Ojej, Bronisławo, pewnie wkurza cię to, iż nie widzisz innego życia, myślisz, iż wszyscy żyją beztrosko zakończyła Jadwiga.

W końcu zrozumiałam, iż życie Marzenny i Tamary nie jest cukrem, ale Katarzyna naprawdę kąpie się w miłości i czułości. Piękna Katarzyna, nie da się tego ukryć wszyscy faceci odwracają szyję, gdy ona przechodzi. Mężczyźni marzą o niej, przyjeżdżają z sąsiedniej wsi na motorach, przynosząc prezenty. W niedzielę wróciłam z sklepu i zobaczyłam ją w pełnej sukni, z bukietem kwiatów i dużą paczką czekoladek, uśmiechniętą, mówiącą, iż podarował jej Iwo z sąsiedniej wsi.

Tak, Katarzyna to piękność, nie ma co przytakiwała Jadwiga. Plotkują, iż choćby nasz wójt podrywa ją potajemnie, a żona mu się nie spodoba, to Katarzyna zostanie bez włosów, bo jego żona jest wściekła zaśmiała się.

No właśnie, Katarzyna żyje wesoło odpowiedziałam.

Wesoło, ale ma lat trzydzieści pięć Mężczyźni przyjeżdżają na motorach i w samochodach, jedni z jednym, inni z drugim, obdarowują ją prezentami. Czas płynie, a ona wciąż nie ma męża. Młodość przemija, a ona zostaje sama.

Myślę, iż i Katarzyna czasem rozmyśla o tym, płacze pod poduszką, choć nikt tego nie widzi.

No, Jadwigo, prawda przyznałam. Kiedy się przyjrzy się, te kobiety nie są tak szczęśliwe, a ja im wszystkim zazdroszczę. Chyba mgła ukrywała mi oczy

Rozmawiałyśmy jeszcze chwilę, a potem Jadwiga pobiegła do domu. Ja wzięłam motykę i poszłam do ogródka przykopać ziemniaki. Przyszli dzieci ze szkoły, nakarmiłam je, a krowę Zosię przywiodłam z pastwiska i wydoję. Jerzy wrócił z pracy, nakarmiłam go, i tak minął kolejny dzień spokojny, jak zawsze.

Tej nocy nie mogłam spać, zasnęłam z trudem, ale we śnie zobaczyłam zmarłą babcię Eufemię. Wyszła z mgły i powiedziała:

Bronisławu, nie gniewaj Boga, nie narzekaj na los. Próby przychodzą nam na miarę sił, a w twoim życiu ich nie było naprawdę. Żyj swoim życiem

Obraz babci rozwiał się w gęstej mgle, a ja się obudziłam. Zabrzmiał we mnie wstyd, iż tyle czasu żaliłam się, narzekałam, współczułałam sobie, zazdrościłam innym, myśląc, iż ich szczęście jest prawdziwe.

Świt już wstawał. Leżałam w łóżku, obok mruczał Jerzy, tykały zegarki. Wstałam, rzuciłam na ramiona chustę i wyszłam na werandę. Mgła się rozpraszała, rosą migotało na trawie, dzień zapowiadał się pięknie.

Jak dobrze żyje się, pomyślałam radośnie. Wszystko w porządku Aż do niedawna żyłam w mgle, patrząc zazdrośnie na innych i wyobrażając sobie ich życie. Nie miałam pojęcia, jak naprawdę żyją ludzie. Marząc o szczęściu sąsiadów, nie zauważałam, iż u mnie też jest szczęście od dawna kochający mąż Jerzy, który nigdy mnie nie zrani, kochani synowie, którzy w szkole radzą sobie świetnie i nie sprawiają kłopotów. Te drobne zmartwienia są niczym w porównaniu z tym, co naprawdę ważne. Cudowne, iż mgła się rozproszyła.

Wróciłam do domu, zdjąłam chustę, zajrzałam do pokoju dzieci, dorzuciłam Misiowi koc. Powoli wróciłam do siebie, a wszystko znów znalazło swoje miejsce. Życie trwa dalej.

Idź do oryginalnego materiału