Mężczyzna, który emocjonalnie znika, zanim jeszcze odejdzie

kobietytomy.pl 3 godzin temu

Jedni mężczyźni odchodzą z krzykiem. Robią aferę, trzaskają drzwiami i niczym karabin wyrzucają ostatnie słowa na pożegnanie. Są też tacy, którzy odchodzą cicho. Niemal bez słowa, w taki sposób, iż można nie zauważyć, iż się zaczęło. Fizycznie przez cały czas są obok, ale emocjonalnie się dystansują. Ich już dawno nie ma…choć może Ci się wydawać, iż wszystko jest w porządku. choćby jeżeli coś dostrzeżesz, iż to jedynie drobny kryzys. Jednak prawda jest dużo boleśniejsza i znacznie poważniejsza niż się wydaje.

Mężczyzna, który emocjonalnie znika, zanim jeszcze odejdzie

Gdy mężczyzna odchodzi po cichu i nie robi scen

Niektórzy mężczyźni nie krzyczą, nie mówią choćby z rezygnacją “mam dość”. Oni po prostu znikają. Nie dzieje się to z dania nadzień, ani w jednej rozmowie, czy geście. To proces powolny. Odbywa się krok po kroku, choćby jeżeli są to minikroki. Tego, co się dzieje niestety możesz choćby nie zauważyć. O czasie, gdy teoretycznie jeszcze jest szansa będziesz nieświadoma tego, co się dzieje. Bo choćby jeżeli mężczyzna odchodzi w ciszy, rzadko robi to nagle, podobnie jak kobieta (więcej na ten temat pisałam tutaj, w jednym z najchętniej czytanych artykułów na stronie).

Problem w tym, iż my z różnych powodów nie widzimy lub nie chcemy widzieć tego, co się dzieje. Jednak jeżeli wiemy na co zwrócić uwagę, dostrzeżemy wszystko jak na dłoni.

Mężczyzna znika warstwami

Mężczyzna odchodzi jak obierana cebula. Znika warstwami, krok po kroku. Możesz tego nie zauważyć, bo dzieje się to tak wolno, iż choćby nie uronisz łez, jak to się dzieje przy intensywnym siekaniu. Tu warstwa opada po warstwie, łupinka po łupinie…

Najpierw znika z rozmów, ale nie z domu

Teoretycznie przez cały czas tu jest, siedzi obok Ciebie, je obiad, potem ogląda serial i kładzie się do tego samego łóżka. Ale wszystko to jest jakby mechaniczne. Od razu widać to po rozmowach, które są szybkie, techniczne, nie mają głębi. Tak, jakby ktoś kazał mu płacić za wypowiadane słowa. jest oszczędny w mówieniu, waży wszystko co mówi. Robi to niechętnie. Nie ma już spontaniczności, głębi, zaangażowania w rozmowie…Brakuje pytań, ciekawości, jakiegoś zahaczenia. Jest „Jak było?” „Ok.” „Co u Ciebie?” „Spoko”. I niby nic się nie dzieje, ale jednak jest inaczej. Coraz częściej jest cisza między Wami.

Coraz mniej inicjatywy

Nie ma wspólnych wyjść, ani planów co do nich. Ani kino, ani teatr, czy zwykły spacer. Możesz mieć wrażenie, iż on nagle ma więcej nadgodzin w pracy, chodzi szybciej spać. To nic takiego, przecież żyjemy w zwariowanych czasach, wszyscy jesteśmy tacy zmęczeni. Usprawiedliwiasz go w myślach, rozumiesz, iż bywa po prostu trudno. Pod kolejną warstwą jednak coraz mniej jest jego w tej relacji, a zaangażowanie coraz mocniej się rozmywa.

Znika z emocji, choć przez cały czas jest obok

Kolejna warstwa to emocje. Nie te wielkie, dramatyczne, ale te codzienne, drobne, które budują bliskość.

Kiedyś reagował. Śmiał się, komentował, denerwował, dotykał Cię mimochodem, rzucał krótkie „chodź tu”, „opowiedz mi”, “przytul się”, „co myślisz?”. Był w relacji obecny, choćby jeżeli nieidealny. A teraz?

Jest jakby… obok siebie. Tak, jakby jego emocje były w innym pokoju, a on tylko odgrywał rolę człowieka, który „jest w domu”.

To nie jest obojętność, która jest przeciwieństwem miłości, to niestety jest wycofanie, które mężczyźni często mylą z „radzeniem sobie”.

Oni nie potrafią powiedzieć: „Nie wiem, co czuję.” „Nie umiem być blisko.” „Boję się, iż Cię zawiodę.” Więc zamiast mówić po prostu milkną i żują swoje zmartwienia w głowie, kęs po kęsie, jeszcze bardziej wydłużają męczarnię, którą sami sobie fundują. Zamiast czuć po prostu je zamrażają, blokują się. Nie ma rozmów, jak kiedyś, jest zamyślenie się w sobie…

I Ty to czujesz, jeżeli nie wprost, to intuicyjnie, między wierszami… Czujesz, iż coś jest nie tak, ale nie potrafisz tego nazwać. Bo on przecież nie krzyczy, nie odpycha, nie robi awantur, on po prostu… gaśnie. Staje się kimś, kogo nie znasz i kogo nie rozumiesz.

Znika z Waszej wspólnej przyszłości

Kolejna warstwa to przyszłość. Nie ta wielka, odległa, ale ta codzienna, czyli wspólny weekend, kino, spacer, wspólna kawa po pracy.

Kiedyś były propozycje, pomysły, spontaniczne „chodź, wyjdźmy”, „zróbmy coś razem”. Może nie zawsze spektakularne, ale były. Było my, a nie brak wizji…

Bo teraz jest inaczej.

Wszystko jest „kiedyś”. „Zobaczymy”, „może”, „nie teraz”, „później”, “pomyślimy”.

I Ty, pewnie jak większość kobiet, tłumaczysz to zmęczeniem, stresem, obowiązkami. Umiemy to doskonale robić, usprawiedliwiać świat i mężczyzn. Bo przecież wszyscy jesteśmy tak bardzo zmęczeni, życie jest trudne, a on ma dużo na głowie.

Tylko iż brak planów to nie jest zmęczenie. To jest brak widzenia przyszłości razem, często nieuświadomione, ale jednak wyraźnie widoczne.

Mężczyzna, który przestaje planować, nie robi tego przypadkiem. On po prostu nie widzi już siebie w tej relacji tak, jak kiedyś. Nie dlatego, iż przestał kochać, ale często dlatego, iż nie wie, jak dalej kochać. I to jest ten moment przełomowy, swoiste sprawdzam dla związku.

Znika z odpowiedzialności za „nas”

To najcieńsza, ale najbardziej bolesna warstwa.

Kiedyś rozmawiał. Może nie zawsze idealnie, ale próbował. Był w tym jakiś wysiłek, jakaś chęć i jakaś obecność.

A teraz?

„Nie wiem.” „Nie mam siły.” „Nie chcę o tym gadać.” „Po co to drążyć.”

To nie jest zła wola, ale zwykle emocjonalne przeciążenie, którego on nie umie nazwać. Mężczyźni często odchodzą nie dlatego, iż nie kochają. Odchodzą dlatego, iż nie wiedzą, jak być blisko, kiedy czują się słabi, zagubieni, niewystarczający.

I zamiast powiedzieć: „Potrzebuję pomocy.” „Nie radzę sobie.” „Boję się, iż Cię zawiodę.” oni się tak bardzo wstydzą i tak mocno nie rozumieją tego, co się dzieje, iż znikają.

Dzieje się to warstwa po warstwie. Cisza po ciszy. Dystans po dystansie.

A Ty zostajesz z poczuciem, iż coś się dzieje… ale nie wiesz co. Bo on przecież przez cały czas jest. przez cały czas wraca do domu, funkcjonuje i robi to, co trzeba…

Tylko iż nie ma go tam, gdzie kiedyś był najbardziej, w bliskości.

Jak odchodzi mężczyzna? Znika z bliskości

Bliskość w gestach i słowach, które są ciepłe znikają jako pierwsze. Bliskość w seksie, ta całkowita, rozpada się jako jedna z ostatnich. Nie ma już pożądania, nie ma przebłysków potrzeby bycia razem. To nie dlatego, iż on nie chce być razem, on na tym etapie, już niemal ostatniej warstwie, nie potrafi tego zrobić…

To moment, w którym ciało przestaje kłamać. Niestety ono zawsze mówi prawdę o tym, co dzieje się w środku.

Na tym etapie nie ma spontanicznego dotyku ani przyciągania. Brakuje miękkości w sercu, która czyniła go twardym w innym miejscu i kiedyś była oczywista. Jest dystans, który czuć choćby wtedy, gdy leży obok.

To nie jest brak seksu, ale deficyt emocjonalnego dostępu.

Mężczyzna, który się wycofuje przestaje dotykać, bo nie ma już w sobie miejsca, z którego ten dotyk mógłby płynąć.

I to boli najbardziej. Bo bliskość fizyczna była ostatnią rzeczą, która jeszcze trzymała Was przy sobie. Ostatnią nitką, która mówiła: „może jednak…”.

Co możesz zrobić, kiedy widzisz, iż on się oddala?

To jest ten moment, w którym większość kobiet popełnia błąd i robią rzeczy, które diametralnie pogarszają ich sytuację. Zaczynają gonić mężczyznę i żebrać o jego uwagę. To niestety odbiera im godność i niesie ogromne ryzyko wystąpienia uczucia, które oddala na zawsze – pogardy.

Nie rób tego:

  • nie goń rozmową,
  • nie narzucaj się czułością,
  • przestań wymagać wyjaśnień.

To moment, w którym Twój mężczyzna nie potrafi, a nie iż nie umie…

Zatrzymaj się i oddychaj

Choć to trudne, ale nie tłumacz, nie analizuj nadmiernie, nie inicjuj ciągłych rozmów pod tytułem “musimy pogadać”. Nie masz możliwości, żeby ratować i działać za dwoje.

Mężczyzna, który się wycofuje, nie jest w stanie przyjąć Twojej bliskości. On jest w trybie przetrwania, nie w trybie relacji.

Niestety z tego powodu Twoje gonienie tylko zwiększa jego dystans. Zatrzymanie, które jest tak trudne w tym momencie, paradoksalnie, daje mu przestrzeń, żeby zobaczyć, co się dzieje.

Zobaczyć fakty, nie nadzieje

To jest najtrudniejsza część. Bo musisz skonfrontować się z tym, co naprawdę się dzieje, a nie z wizjami z głowy i marzeniami.

Patrz na to, co jest tu i teraz. Czy on:

  • rozmawia?
  • reaguje?
  • planuje?
  • jest obecny?
  • czy on cokolwiek wnosi do relacji?

Nie chodzi o interpretacje, ani o usprawiedliwianie, chodzi o fakty, tylko one. Ciężkie, trudne, często bolesne, ale prawdziwe, dalekie od nadziei, która najczęściej nas okłamuje…

Zadać jedno pytanie: sobie, nie jemu

Nie: „Dlaczego on się oddala?” „Co ja zrobiłam?” „Jak to naprawić?”

Tylko: „Czy ja w tej relacji jeszcze jestem widziana?”

Chodzi o to, żeby zmienić perspektywę, przestać koncentrować się na nim, skupić się na sobie. Bo jeżeli on Ciebie nie widzi, to zamiast myśleć o tym, iż odejdzie, skup się na innej myśli. On najprawdopodobniej straci kobietę, która tak bardzo go kochała.

Przestać robić za dwoje

Jeśli on nie inicjuje rozmów, nie rób tego za niego. Nie planuj też ani nie dbaj o bliskość za dwoje.

Relacja to nie jest projekt, który można „pociągnąć” samodzielnie. To jest taniec, a taniec, w którym jedna osoba stoi, a druga tańczy za obie, nie jest tańcem. Jest wysiłkiem, bólem i upokorzeniem.

Zobaczyć, czy on wraca, kiedy przestajesz go gonić

To jest moment prawdy. On Ci powie wszystko o Waszej przyszłości, czy będzie ona razem, czy jednak osobno.

Mężczyzna, który jeszcze jest emocjonalnie w relacji, zauważy Twoje zatrzymanie. Zacznie się odzywać, pytać i wracać. Może nie od razu, może nie idealnie, ale zacznie coś robić, żeby Cię odzyskać.

Mężczyzna, który już odszedł w środku, nie zauważy niczego. I to jest odpowiedź, której nie da Ci żadna rozmowa. To jest fakt, którego nie zmienisz, choćby jeżeli byś nie wiadomo jak zabiegała o niego.

Przygotować się na dwie możliwości

Nie dramatyzować, ani nie zakładać najgorszego. Ale też nie udawać, iż nic się nie dzieje.

Są tylko dwie drogi:

  • On wróci, bo zobaczy, iż coś traci.
  • On nie wróci, bo już dawno odszedł, tylko nie miał odwagi tego powiedzieć.

Obie drogi są bolesne. Ale tylko jedna jest prawdziwa, a prawda zawsze jest lepsza niż życie w zawieszeniu.

I najważniejsze: nie tracić siebie

Bo największym błędem kobiet jest to, iż kiedy mężczyzna znika, one znikają razem z nim.

Znikają z własnych potrzeb, z własnych granic i z życia. Poddają się…jakby straciły same siebie.

A przecież to właśnie Twoja obecność: Twoja siła, wrażliwość i mądrość, jest dokładnie tym, co kiedyś go przyciągnęło.

Nie pozwól, żeby jego wycofanie zgasiło Ciebie.

Kilka słów na koniec

Gdy mężczyzna odchodzi, zwłaszcza cicho, nie spektakularnie, wiele kobiet zaczyna rozpaczliwie zabiegać, starać się, biegać za nim, żebrać o miłość. Niestety te działania nie zmieniają biegu wydarzeń, ale sprawiają, iż one tracą siebie.

Kobiety robią to, czego w normalnej sytuacji nigdy by nie uczyniły. Przekraczają własne granice, tłumaczą to, czego nie da się wytłumaczyć, i walczą o coś, co już dawno przestało istnieć.

Tymczasem jedyne rozwiązanie to zrobić coś odmiennego niż podpowiada lęk. Spróbować rozmowy, ale raz czy dwa, a nie kilkadziesiąt razy. Nie inicjować ciągle bliskości, być obok, ale z godnością. Dać mu przestrzeń, zrobić dwa kroki w tył, zająć się sobą…ten moment pokaże wszystko. choćby jeżeli będzie oznaczał w praktyce koniec danego związku.

Nie uratujesz relacji, w której tylko Ty jesteś obecna.

Jeśli on jeszcze jest w tej relacji, wróci. jeżeli już odszedł w środku, to odejście stanie się tylko formalnością.

I choć to boli, to jest to ból, który zwraca Ci Ciebie. A to zawsze jest początek czegoś lepszego, choćby jeżeli dziś jeszcze tego nie widać.

Idź do oryginalnego materiału