Mąż Teresy przeszedł na emeryturę. "Nie mogę na niego patrzeć"

kobietaxl.pl 2 godzin temu

Długo i raczej w normie


Teresa i Tadeusz są 40 lat po ślubie, poznali się jeszcze w szkole średniej. Długo ze sobą się spotykali, zanim zdecydowali się na małżeństwo. Teresa mówi, iż kilka razy się rozstawali, ale to było jeszcze przed ślubem. Zdecydowali się jednak być razem, bo chyba to było dla niech najprostsze.

- To już nie była jakaś szaleńcza miłość, a bardziej fakt, iż znaliśmy się, wiedzieliśmy dużo na swój temat – mówi Teresa. - Jakoś tak to w końcu nam wyszło, iż skończyliśmy studia i uznaliśmy, iż jest nam ze sobą dobrze i może czas założyć rodzinę.

Dorabiali się od początku, jak wtedy większość. Udało się zdobyć niezłe mieszkanie, wychowali w nim dwoje dzieci, córkę i syna. Pracowali obydwoje, Tadeusz jest inżynierem, ona była księgową w dużej firmie. Dzieci już dawno się wyprowadziły, oni zostali w swoim mieszkaniu. Dziś zresztą to stara, znana dzielnica w mieście, pełna kameralnych bloków wśród zieleni.

- Jedyny feler, to brak windy – mówi Teresa. - No my mieszkamy na drugim piętrze. Ale dzielnica jest bardzo pożądana. Choć teraz tu mieszka raczej wielu starszych ludzi.

Oni już też nie młodzi, bo zbliżają się do siedemdziesiątki. Ale są przez cały czas w niezłej formie.

- Żyliśmy razem długo i w normie, nie było wzlotów, ani wielkich upadków – mówi Teresa. - Po latach przyszło chyba „zmęczenie materiałem”. Znamy się od podszewki, jak łyse konie. I myślę, iż często działamy sobie na nerwy.

Kiedy Teresa skończyła 60 lat, przeszła na emeryturę. Miała dosyć zmieniających się ciągle przepisów, odpowiedzialności za cudze pieniądze. Tadeuszowi brakowało jeszcze pięciu lat, poza tym on bardzo chciał długo pracować, bo praca to zawsze była jego pasja.


Najpiękniejszy okres w życiu


Te pięć lat w samotności Teresa wspomina z rozrzewnieniem. Rano Tadeusz wychodził do pracy, ona sprzątała po śniadaniu, wychodziła na zakupy, na spacer. Wracała do czystego domu, oglądała ulubione seriale, siadała w ciepłe dni z książką na balkonie. Kiedy Tadeusz wracał, jedli wspólnie obiad.

- Kolacji raczej unikamy, bo nie jest dobrze przejadać się w naszym wieku – mówi Teresa. - Posprzątałam po obiedzie, oddawałam mu telewizor. Ja sama wtedy prałam, prasowałam, przygotowywałam obiad na kolejny dzień. Nie wchodziliśmy sobie w drogę. Ja chodzę wcześniej spać, Tadeusz często przesiaduje w nocy. W sumie widywaliśmy się może przez dwie, trzy godziny.

I to Teresie bardzo odpowiadało. Czuła się wreszcie zadowolona, ba może choćby szczęśliwa? Trochę pogadali, wymienili uwagi, co kupić, co trzeba zrobić i każde szło do swoich zajęć.

- Ale nic nie trwa wiecznie – mówi Teresa. - I choć Tadeusz wcale nie chciał, wypchnięto go na emeryturę. To też trudno mu było przeżyć.

Coś mi się robi na ten widok


Zostali już w domu we dwoje i uporządkowany świat Teresy runął. Już nie ma czystego domu, nie ma seriali, bo mąż od rana okupuje telewizor. Ma swoje nieznośne nawyki, które Teresę doprowadzają do szału. Jak choćby jedzenie pączka bez talerzyka, a potem wkoło okruchy i lukier, który przykleja się do dywanu.

- Ileż razy prosiłam, by tego nie robił – wzdycha Teresa. - Podobnie jest z kładzeniem ogryzków na moje serwety po babci. On mówi, iż przecież są „na stojąco”, to nie mogą niczego pobrudzić. A to nieprawda, bo sok z nich kapie.

Tadeusz nie bardzo wie, co ze sobą zrobić. Kręci się po mieszkaniu, zagląda jej do garnków, ma jakieś dziwne pomysły kulinarne. Siada w kuchni i doradza Teresie, choć sam nigdy nie ugotował choćby kilku kartofli czy jajka.

- Ale mówi mi, jak mam smażyć, albo co dodać na końcu, a co na początku – mówi Teresa. - Pyta, czemu kupiłam taką, a nie inną śmietanę, dlaczego nie zrobię czegoś inaczej, bo on widział w internecie, iż można.

Teresa jest stale poirytowana, ma kołatania serca, czasami drżą jej ręce, miewa dziwne nastroje, bywa, iż płacze bez powodu. Mówiła o tym choćby swojej rodzinnej lekarce, ta poleciła zioła na uspokojenie. Ale nie pomagają.

- Bo we mnie jest coś takiego, iż je nie mogę na niego patrzeć – mówi Teresa. - Wszystko, co mówi czy robi, doprowadza mnie do pasji. A przecież niby źle nie mamy, dwie emerytury, nie jesteśmy chorzy. Moglibyśmy żyć w miarę spokojnie.


RHS, czyli syndrom męża na emeryturze


Syndrom męża na emeryturze, a dosłownie „syndrom stresu z powodu przebywania męża w domu” RHS – retired husband syndrome, to psychosomatyczna choroba związana ze stresem, rozpoznawana w kulturze japońskiej, która według szacunków występuje u 60% starszych kobiet. Uważa się, iż jest to stan, w którym kobieta zaczyna wykazywać objawy choroby fizycznej i depresji, gdy jej mąż osiąga lub zbliża się do emerytury.
„ Syndrom ten został zidentyfikowany Nobuo Kurokawę i po raz pierwszy pojawił się w jego prezentacji dla Japońskiego Towarzystwa Medycyny Psychosomatycznej w 1991 roku.
Kurokawa wysunął teorię, iż RHS wynika z faktu, iż wielu obywateli Japonii, którzy osiągają wiek emerytalny, 60 lat, to przedstawiciele pokolenia wyżu demograficznego. Od członków tego pokolenia oczekiwano spełnienia pewnych wymagań społecznych: mężczyzna miał być żywicielem rodziny i pracować na utrzymanie rodziny, a kobieta miała być nie tylko gospodynią domową, ale także okazywać mężowi, który zarabiał, wdzięczność za pieniądze, które ona przeznaczała na opiekę nad dziećmi i spotkania towarzyskie z przyjaciółmi.

Ponieważ kariera męża jako pracownika może wymagać długich godzin poza domem, zarówno pracy, jak i spotkań towarzyskich z innymi pracownikami i ich szefami, co jest powszechne, mąż może wychodzić z domu wczesnym rankiem i wracać późno w nocy. Może to oznaczać, iż mąż i żona nie będą ze sobą zbyt intensywnie rozmawiać, a gdy mąż przejdzie na emeryturę, oboje partnerzy mogą mieć wrażenie, iż mieszkają z kimś, kto jest dla nich praktycznie obcy. (...)
Może to być szczególnie stresujące doświadczenie dla kobiety, która – zgodnie z narzuconymi jej w młodości normami społecznymi – musi zaspokajać wszystkie potrzeby męża i może uznać to za bardzo duże wymaganie. Stres, jaki ta zmiana stylu życia niesie, może prowadzić nie tylko do wymienionych powyżej objawów, ale także do poziomu urazy odczuwanej wobec męża.„ - czytamy w Wikipedii.


Ale RHS przestał być wyłącznie japońską specjalnością. Psychologowie coraz częściej zwracają uwagę na to, iż podobnie na przejście męża na emeryturę reagują również kobiety w uprzemysłowionych krajach zachodnich.

„Badania przeprowadzone wśród par niemieckich potwierdziły, iż przejście na emeryturę pogarsza w znacznym stopniu zdrowie obojga małżonków. Zgodnie z wynikami, rok po podjęciu takiego kroku kondycja fizyczna i psychiczna uległa pogorszeniu o około 27% (podczas gdy u samotnych osób wskaźnik ten osiągnął poziom 18%). Co więcej, odkryto, iż przejście męża na emeryturę wpływa znacznie gorzej na stan zdrowia współmałżonków, niż ma to miejsce w przypadku żony. Nie przedstawiono jednak dowodów świadczących o znacznym pogorszeniu stanu zdrowia samej kobiety” – pisze Rafał Orzechowski w artykule o analizie dysfunkcji występujących w rodzinie japońskiej.

W USA problem już dawno temu dostrzegł dr Clifford Johnson, psycholog prowadzący prywatną praktykę w Boise w stanie Idaho.

„ Już w 1984 roku, zwrócił uwagę, iż podobny wzorzec objawów, jak te w Japonii, dotyczył kobiet w jego gabinecie, których mężowie przeszli na emeryturę. Napisał, iż kilka żon pracowało poza domem, a większość szukała własnych możliwości rekreacji i towarzystwa, gdy ich mężowie pracowali. Podobnie jak japońskie żony, amerykańskie gospodynie domowe rezygnowały z zajęć poza domem, aby opiekować się dziećmi, ale kiedy dzieci dorastały i się wyprowadzały, kobiety znów miały czas na aktywności i towarzystwo poza domem. Jednak kiedy mężowie przechodzili na emeryturę, jakość życia ich żon gwałtownie się pogarszała. Johnson relacjonuje, iż żony mówiły z desperacją: „Wariuję”, „Chcę krzyczeć”, „On doprowadza mnie do szału”, „Jestem zdenerwowana” lub „Nie mogę spać”. Podobnie jak japońscy emeryci, amerykańscy mężowie zmuszali się do zajmowania miejsc, w których ich żony przyzwyczajone były do ​​posiadania własnego autorytetu: domu, a zwłaszcza kuchni, i wykonywania obowiązków domowych. Kiedy mężowie rozładowywali poczucie straty, popadając w depresję, nieczułość lub przemoc, relacje między małżonkami pogarszały się do tego stopnia, iż ​​żona czuła się źle fizycznie, emocjonalnie i psychicznie, rozwijając u niej zespół nadpobudliwości psychoruchowej.” - czytamy w artykule „Leaves Falling in Japan - Retired Husband Syndrome”, autorstwa Barbary Lawrence.

Wielu badaczy jest więc zdania, iż należałoby się przyjrzeć temu, na ile RHS coraz częściej występuje też poza Japonią.


Czy was też dotknął podobny problem? Czekamy na listy – [email protected]


Źródła:

https://www.retirementjobs.com/career-advice/Leaves-Falling-in-Japan-Retired-Husband-Syndrome

https://repozytorium.uni.wroc.pl/Content/94030/PDF/Orzechowski%20R_Analiza%20dysfunkcji%20wyst%C4%99puj%C4%85cych%20w%20rodzinie%20japo%C5%84skiej.pdf

https://en.wikipedia.org/wiki/Retired_husband_syndrome

Idź do oryginalnego materiału