Mamo, uśmiechnij się Arina nigdy nie lubiła, gdy sąsiadki przychodziły do nich i prosiły mamę, żeby zaśpiewała. – Aniu, zaśpiewaj, masz taki piękny głos, a jak pięknie tańczysz – zaczynała śpiewać mama, a sąsiadki dołączały, czasem wszyscy razem tańczyli na podwórku. Wtedy Arina mieszkała z rodzicami na wsi, w swoim domu. Był też młodszy brat Antoś. Mama była wesoła i serdeczna – gdy sąsiadki wychodziły, powtarzała: – Przyjdźcie jeszcze kiedyś, miło nam się siedziało, czas gwałtownie zleciał – a sąsiadki obiecywały, iż wrócą. Arinie nie podobało się jednak, gdy mama śpiewała i tańczyła – było jej wstyd. Chodziła wtedy do piątej klasy i w końcu powiedziała: – Mamo, proszę, nie śpiewaj i nie tańcz… Wstydzę się – chociaż sama nie rozumiała do końca, dlaczego. choćby dzisiaj, kiedy sama jest już dorosła i ma dzieci, nie potrafi tego wytłumaczyć. Mama odpowiedziała wtedy: – Ariśka, nie wstydź się, kiedy śpiewam – ciesz się. Przecież nie będę już wiecznie śpiewać i tańczyć, teraz póki jestem jeszcze młoda… Arina wtedy o tym nie myślała. Nie zawsze w życiu jest wesoło. Kiedy Arina była w szóstej klasie, a brat chodził do drugiej, tata od nich odszedł. Spakował rzeczy i wyszedł na zawsze. Arina nie wiedziała, co się stało między rodzicami. Dopiero kiedy była nastolatką, zapytała: – Mamo, czemu tata od nas odszedł? – Dowiesz się, jak dorośniesz – odpowiedziała mama. Ania nie mogła jeszcze powiedzieć córce, iż nakryła męża z inną kobietą, Weroniką, która mieszkała niedaleko. Arina z Antosiem byli wtedy w szkole, a ona wróciła niespodziewanie, bo zapomniała portfela. Drzwi nie były zamknięte, zdziwiła się, bo mąż powinien być w pracy – była dopiero jedenasta. Wchodząc, zobaczyła nieprzyjemną scenę w sypialni. Zaniemówiła – a Iwan i Weronika spojrzeli tylko z uśmiechem: „O, co ty tu robisz…” Wieczorem, gdy mąż wrócił, doszło do kłótni. Dzieci bawiły się na dworze i niczego nie słyszały. – Spakowałam ci rzeczy w torbę w sypialni, zabieraj i idź. Nigdy ci nie wybaczę zdrady. Iwan wiedział to, ale próbował jeszcze z nią rozmawiać. – Aniu, to był głupi błąd, może o tym zapomnimy? Przecież mamy dzieci. – Powiedziałam ci: idź – odpowiedziała żona i wyszła na podwórko. Iwan zabrał rzeczy i już nie wrócił. Ania stała za domem, patrzyła ukradkiem, ale nie chciała go już więcej widzieć – zdrada na dobre wryła się w jej duszę. – Jakoś damy radę, – myślała i płakała. – Nigdy mu nie wybaczę. Słowa dotrzymała. Została sama z dwójką dzieci. Wiedziała, iż będzie ciężko – ale jak ciężko, przekonała się później. Musiała pracować na dwa etaty: w dzień myła podłogi, w nocy pracowała w piekarni. Nie dosypiała, a uśmiech znikł z jej twarzy na zawsze. Choć tata odszedł, Arina z Antosiem utrzymywali z nim kontakty – mieszkali tylko cztery domy dalej, z Weroniką. U niej był syn w wieku Antosia, chodzili choćby do tej samej klasy. Mama nie zabraniała spotkań z ojcem, dzieci chodziły do niego w odwiedziny. W trójkę bawili się w domu albo na podwórku, ale obiady zawsze jedli w domu u siebie – Weronika ich nie częstowała. Tylko się bawić – proszę bardzo. Czasem syn Weroniki przychodził z Antosiem i Ariną do ich domu – sąsiedzi patrzyli zdziwieni. Mama wszystkich karmiła, nie miała nic przeciwko pasierbowi męża. Ale Arina już nigdy nie widziała, jak jej mama się uśmiecha. Była dobra i troskliwa, ale zamknięta w sobie. Często po powrocie ze szkoły Arina bardzo chciała, by mama z nią porozmawiała – opowiadała więc różne historie ze szkoły. – Mamo, wyobraź sobie, Genek przyniósł na lekcje kotka, a ten miauczał podczas lekcji. Nasza wychowawczyni nie rozumiała, kto miauczy, i trochę go zrugała. My powiedzieliśmy, iż kotek jest w jego torbie. Wtedy wyrzuciła Gienka z klasy i kazała przyjść jego mamie. – Tak, rozumiem… – tylko powiedziała mama. Arina widziała, iż mamę już nic nie cieszyło. Nieraz słyszała w nocy jej szloch. Mama potrafiła godzinami patrzeć przez okno, zamyślona. Gdy Arina dorosła, zrozumiała: – Musiała być bardzo zmęczona, przecież pracowała na dwa etaty, w nocy nie spała. Brakowało jej pewnie witamin. Dla nas z Antosiem starała się jak mogła. Zawsze byliśmy ubrani czysto i schludnie, rzeczy odprasowane. A wtedy błagała: – Mamusiu, uśmiechnij się, tak dawno nie widziałam twojego uśmiechu… Ania bardzo kochała dzieci – na swój sposób. Rzadko tuliła, czasem chwaliła za wyniki w nauce i za to, iż nie sprawiają kłopotów. Dobrze gotowała i dbała o dom. Arina czuła miłość mamy najbardziej wtedy, gdy ta zaplatała jej warkocze. Głaskała wtedy córkę po głowie smutna, z opuszczonymi ramionami. Ania straciła wcześnie zęby, ale nigdy nie wstawiła sztucznych. Po skończeniu szkoły Arina choćby nie myślała, by iść do miasta na studia – nie chciała zostawiać mamy samej, wiedziała, iż to wymaga pieniędzy. Poszła do pracy w sklepie niedaleko domu. Pomagała mamie – Antoś gwałtownie rósł, potrzebował ubrań i butów. Pewnego dnia do sklepu przyszedł Michał. Nie był z ich wsi, tylko z sąsiedniej, oddalonej osiem kilometrów. Arina mu się od razu spodobała, choć był od niej dziewięć lat starszy. – Jak masz na imię, piękna? – zapytał z uśmiechem. – Nowa jesteś? Wcześniej cię tu nie widziałem, a nieraz przejeżdżałem. – Arina. Ja też pana nie widziałam. – Ja pochodzę z innej wsi, Michał jestem. Tak się poznali. Michał zaczął często przyjeżdżać samochodem do Ariny, wieczorami podwoził ją po pracy. Chodzili na spacery, a potem zabrał ją do siebie do domu. Mieszkał z mamą, która była bardzo chora, z żoną się rozszedł – wyjechała z ich córką do miasta, nie chciała opiekować się teściową. Michał miał duże gospodarstwo i ładny dom. Ugościł ją suto – śmietana, mięso, cukierki na stole. Arinie się spodobało. Mama Michała leżała w swoim pokoju. – Arina, wyjdź za mnie, – pewnego razu zaproponował Michał. – Bardzo mi się podobasz. Tylko od razu mówię, iż trzeba opiekować się chorą mamą, ale będę ci pomagał. Arina milczała, cieszyła się w duchu, choć nie dała tego po sobie poznać – nie było jej trudno dbać o chorą mamę. Michał czekał w napięciu. – Trzeba się zgodzić, w końcu najem się do syta mięsa i śmietany, – pomyślała, a głośno powiedziała: – Dobrze, zgadzam się! – Michał bardzo się ucieszył. – Arinka, bardzo się cieszę, kocham cię… Bałem się, iż taka młoda, a zgodzisz się za mnie, dorosłego, rozwiedzionego… Obiecuję – nigdy cię nie skrzywdzę, będziemy szczęśliwi. Michał pracował i pomagał Arinie w gospodarstwie. Po ślubie Arina przeprowadziła się do Michała na wieś. Szczerze, już nie chciała mieszkać w domu – Antoś dorósł, uczył się w technikum samochodowym w mieście. W domu był tylko na weekendy i wakacje. Minął czas. Arina naprawdę była szczęśliwa z mężem. Mieli już dwóch synów – jeden po drugim. Nie pracowała, w domu była masa roboty, dzieci, a teściowa zmarła po dwóch wspólnych latach. Jednak duże gospodarstwo wymagało dużo troski. Michał czasem mówił z troską: – Nie noś ciężkich wiader, sam to zrobię, twoje zadanie – wydoić krowę i nakarmić kury oraz kaczki, świniami sam się zajmę. Arina wiedziała, iż mąż ją kocha, jest dobry dla dzieci. Nigdy nie mieli z mamą dużego gospodarstwa, ale wszystko umiała zrobić – Michał był hojny. – Arina, zawieźmy coś teściowej – trochę mięsa, śmietany i mleka. Przecież ona musi wszystko kupować, a my mamy swoje, domowe. Ania przyjmowała wszystko z wdzięcznością, choć nigdy się nie uśmiechała. Nawet, gdy bawiła się z wnukami, była poważna. Często ją odwiedzali – Arina nie wiedziała już, co zrobić, by przywrócić mamie euforia życia. – Arina, może pójdziesz do księdza do kościoła? Może coś doradzi, – podsunął Michał, a ona się tego pomysłu chwyciła. Ksiądz obiecał modlić się za Annę, powiedział: – Proś Boga, aby twoja mama spotkała na swojej drodze dobrego człowieka, – więc Arina modliła się. Pewnego dnia mama poprosiła córkę: – Córciu, pożyczysz mi trochę pieniędzy? Chcę zrobić sobie zęby. – O rety, mamusiu, wszystko ci opłacę z radością! – ucieszyła się Arina, ale wiedziała, iż mama nie zgodzi się na prezent. Dała jej brakującą kwotę – mama od razu obiecała oddać dług. Przez jakiś czas Arina nie odwiedzała mamy, rozmawiały tylko przez telefon – mąż był zajęty, pomagał wujkowi Kaziowi, który przeprowadzał się z miasta na wieś. W mieście się nie ułożyło – żona wyrzuciła go z domu, dzieci dorosły, on został sam. Michał pomagał Kaziowi załatwić formalności przy zakupie domu w ich wiosce – dom był solidny. Michał czasem wpadał do wuja, Arina też parę razy tam była. Pewnego dnia mąż wrócił i mówi: – Wydaje mi się, iż wuj Kazik chce się ożenić. Przypadkiem słyszałem, jak przez telefon rozmawiał z kimś serdecznie… – I bardzo dobrze – powiedziała Arina – młody jeszcze, nie będzie sam siedzieć, dom dobry, gospodyni się przyda. niedługo Kazimierz zaprosił ich w gości. – Chciałbym was zaprosić. Spotkałem moją pierwszą miłość, razem chodziliśmy do szkoły. Jutro się przeprowadzi, przyjdźcie potem do nas. Po dwóch dniach Michał z Ariną wybrali się w odwiedziny. Gdy Arina weszła do domu, oniemiała z wrażenia. Przed nią stała jej mama – była zawstydzona, ale uśmiechała się. Wyglądała pięknie, Arina widziała, jak bardzo się zmieniła. – Mamo! Tak się cieszę… Czemu nic nie mówiłaś? – Nie chciałam nic mówić, a nuż by się nie udało. – Wujku Kazi, ty czemu nie powiedziałeś? – Bałem się, iż Ania się rozmyśli… Ale teraz jesteśmy szczęśliwi. Michał i Arina bardzo się cieszyli, iż Anna i Kazimierz się spotkali – teraz Anna znów promieniała i wciąż się uśmiechała. Dziękujemy za lekturę, subskrypcję i wasze wsparcie. Powodzenia w życiu!

polregion.pl 1 miesiąc temu

Mama, uśmiechnij się

Oliwia nie znosiła, gdy do ich domu przychodziły sąsiadki i prosiły jej mamę, by coś zaśpiewała.

Aniu, zaśpiewaj, masz taki piękny głos, a jak wspaniale tańczysz namawiały. Mama podchwytywała melodię, sąsiadki wtórowały, czasem wszystkie razem tańczyły na podwórku.

Wtedy Oliwia razem z rodzicami mieszkała na wsi, w swoim domu, była jeszcze młodsza siostra, Zosia. Mama była pogodna i serdeczna, po wyjściu sąsiadek mówiła:

Przyjdźcie następnym razem, dobrze spędziłyśmy czas obiecywały, iż wrócą.

Oliwia nie lubiła, gdy mama śpiewała i tańczyła, choćby czuła się tym zakłopotana. Była wtedy w piątej klasie i pewnego dnia powiedziała:

Mamo, nie śpiewaj i nie tańcz Proszę cię, wstydzę się nie potrafiła sama zrozumieć, skąd w niej to uczucie.

Nawet teraz, już dorosła i sama matka, nie umie tego wyjaśnić. Ale Ania odpowiedziała jej wtedy łagodnie:

Oliwko, nie wstydź się, kiedy śpiewam, raczej się ciesz. Przecież nie będę całe życie śpiewać i tańczyć, póki młoda, póki zdrowa

Oliwia wtedy o tym nie myślała, nie rozumiała, iż nie zawsze w życiu bywa wesoło.

W szóstej klasie, kiedy młodsza siostra była w drugiej, tata od nich odszedł. Spakował rzeczy i zniknął na zawsze. Oliwia nie wiedziała, co się stało pomiędzy rodzicami. Dopiero będąc nastolatką, zapytała ostrożnie:

Mamo, czemu tata nas zostawił?

Dowiesz się, jak dorośniesz usłyszała w odpowiedzi.

Ania nie mogła jeszcze opowiedzieć córce, jak przyłapała męża w ich własnym domu z sąsiadką Weroniką. Oliwia z siostrą były wtedy w szkole, mama niespodziewanie wróciła do domu po portfel. Drzwi były otwarte, a w sypialni zobaczyła obraz, który zostawił w niej rysę na zawsze. Ivan i Weronika spojrzeli tylko z pogardliwą pewnością siebie.

Wieczorem rozpętała się awantura, dziewczynki biegały na dworze i nic nie słyszały.

Spakowałam ci rzeczy, są w torbie w sypialni. Idź już, zdrady ci nie wybaczę mówiła zimno.

Ivan wiedział, iż żona już nigdy mu nie zaufa, ale próbował jeszcze rozmawiać.

Aniu, diabeł mnie podkusił, może zapomnijmy? Dzieci mamy

Odejdziesz i wyszła na podwórko.

Ivan wyszedł z resztą rzeczy, Ania stała za domem, obserwując ukradkiem, bo czuła, iż nie potrafi mu tego darować.

Damy radę z dziewczynkami myślała i płakała. Nie wybaczę zdrady.

Nie wybaczyła. Została sama z dwoma córkami. Wiedziała, iż będzie ciężko, ale nie spodziewała się, jak bardzo. Pracowała na dwóch etatach: w dzień sprzątała w szkole, nocami w piekarni w sąsiedniej wsi. Przestała się uśmiechać, zmęczenie wyżłobiło nowe rysy na jej twarzy.

Mimo iż ojciec odszedł, Oliwia i Zosia spotykały się z nim, bo mieszkał kilka domów dalej, u Weroniki. U Weroniki był też syn w wieku Zosi, choćby chodzili razem do klasy. Ania nie zabraniała im odwiedzać ojca. Bawiły się we trojkę, ale zawsze wracały na obiad do siebie. Weronika nie częstowała obiadem, jedynie pozwalała się pobawić.

Czasem jednak syn Weroniki przychodził razem z Oliwią i Zosią do ich domu sąsiedzi tylko patrzyli wymownie. Ania dbała o wszystkich, nigdy nie była przeciwna pasierbowi. Oliwia już nigdy nie zobaczyła uśmiechu na twarzy mamy. Była dla nich dobra i troskliwa, ale zamknięta w sobie.

Często, wracając ze szkoły, Oliwia bardzo chciała, żeby mama z nią porozmawiała, więc snuła opowieści o lekcjach i czymś śmiesznym.

Mamo, wyobraź sobie, Radek przyniósł kotka na lekcje i ten miauczał podczas zajęć, nauczycielka nie mogła zrozumieć skąd to miauczenie, aż w końcu kazała mu wyjść i sprowadzić rodziców do szkoły.

Aha odpowiadała cicho mama.

Oliwia widziała, iż mama już nic nie cieszy. Słyszała także, jak nocą płacze długo patrząc przez okno w ciemność. Dopiero po latach zrozumiała.

Widocznie była bardzo zmęczona, pracowała na dwa etaty i w nocy nie spała. Ale dla nas się starała wspominała Oliwia. Zawsze byłyśmy zadbane, rzeczy czyste i uprasowane.

A wtedy Oliwia tylko błagała w myślach:

Mamo, uśmiechnij się, tak dawno nie widziałam twojego uśmiechu.

Ania kochała dzieci, każdą na swój sposób, rzadko tuliła, jeszcze rzadziej chwaliła, ale była dumna z ich dobrych ocen i tego, iż nie sprawiały kłopotów. Gotowała pysznie, dom lśnił czystością.

Oliwia czuła matczyną miłość, kiedy mama zaplatała jej włosy, cichutko kładła dłoń na głowie córki. Była wtedy taka smutna i zgarbiona. Zęby Ani gwałtownie wypadały, wyrywała je i nie zakładała nowych.

Po podstawówce Oliwia choćby nie myślała, by iść dalej do szkoły. Nie chciała zostawiać mamy samej, wiedziała: dalsza nauka, to koszty. Znalazła pracę w sklepie spożywczym niedaleko domu. Pomagała mamie, a Zosia gwałtownie rosła i potrzebowała nowych ubrań.

Pewnego dnia do sklepu wszedł Michał nie był z ich wsi, ale z sąsiedniej. Oliwia od razu mu się spodobała, chociaż był od niej starszy o dziewięć lat.

Jak masz na imię, piękna? zagadnął z uśmiechem. Nowa jesteś? Nie widziałem cię tu wcześniej.

Oliwia. Ja też pana nie kojarzę.

Jestem z Grabowa, to osiem kilometrów stąd. Michał uścisnął jej dłoń.

Tak zaczęli się spotykać. Michał często przyjeżdżał autem, odbierał ją po pracy. Spacery, wieczorne rozmowy, wycieczka do jego domu. Mieszkał z chorą matką, żona zostawiła go i wyjechała z córką do miasta, nie chciała opiekować się teściową.

Michał miał duże gospodarstwo, porządny dom, ugaszczał ją suto: śmietana, domowe mięso, słodycze. Miejsce bardzo jej się spodobało. Matka Michała była przykuta do łóżka.

Oliwia, zostań moją żoną powiedział pewnego wieczoru Spodobałaś mi się od razu. Musisz tylko wiedzieć: trzeba opiekować się mamą, ale ja będę pomagał.

Oliwia milczała, ucieszyła się, ale nie pokazała tego po sobie. Opieka nad chorą matką nie była dla niej problemem. Michał czekał spięty,

Lepiej się zgodzić pomyślała. Wreszcie będę miała naprawdę dom.

Przytaknęła:

Zgadzam się, Michał.

Oliwko, jesteś moim szczęściem Sądziłem, iż taka młoda nie zechce wyjść za rozwodnika. Obiecuję, nigdy cię nie skrzywdzę. Będziemy szczęśliwi.

Po ślubie Oliwia zamieszkała u Michała. Szczerze już nie chciała mieszkać w domu rodzinnym. Zosia dorosła, uczyła się w technikum w powiatowym mieście. W weekendy i ferie wracała do mamy.

Czas płynął. Oliwia naprawdę była szczęśliwa z mężem. gwałtownie urodziła dwóch synów, nie pracowała dom i dzieci, dużo zajęć, teściowa zmarła po dwóch latach. Gospodarstwo wymagało pracy, Michał sam zajmował się większością rzeczy.

Oliwia, po co dźwigasz wiadra? Ja zajmę się wszystkim, twoje zadanie to nakarmić kury, wydoić krowę, a świniami zajmę się sam.

Wiedziała, iż mąż ją kocha, iż z dziećmi czuje się spełniony. Chociaż w rodzinnym domu nigdy nie miała dużego gospodarstwa, nauczyła się wszystkiego. Michał był hojny.

Zabierzmy twojej mamie mięso, śmietanę, mleko. Przecież wszystko musi kupować, a my mamy swoje.

Ania przyjmowała podarunki z wdzięcznością, ale dalej nigdy się nie uśmiechała. choćby z wnukami była poważna. Jeździli do niej często, Oliwia czuła wobec matki żal, chciała ją jakoś wyrwać z zamknięcia.

Oliwko, może poszukaj rady u księdza? podsunął Michał.

Proboszcz obiecał modlić się za Anię.

Proś Boga, by twoja mama spotkała dobrego człowieka powiedział. Oliwia codziennie się modliła.

Pewnego dnia Ania poprosiła córkę:

Oliwia, pożyczysz mi trochę pieniędzy? Chcę założyć implanty na zęby.

Ojej, mamusiu, ja ci to wszystko chętnie opłacę! ucieszyła się Oliwia, choć wiedziała, iż mama nie przyjmie od niej całej kwoty.

Dała jej brakującą sumę, mama obiecała gwałtownie oddać. Minęło trochę czasu, Oliwia rzadziej odwiedzała mamę, rozmawiały telefonicznie. Michał miał dużo pracy, pomagał wujkowi Januszowi, który przeniósł się z miasta do pobliskiej wioski, w nowy dom żona wyrzuciła go z mieszkania, dzieci były dorosłe.

Michał bywał u Janusza, czasem wpadał tam z Oliwią. I nagle jedno popołudnie mówi:

Słuchaj, Janusz coś się odmieniał. Ostatnio rozmawiał przez telefon, coś wyczułem

I dobrze, jeszcze młody chłop. Porządny dom, trzeba mu kobiety przytaknęła Oliwia.

Nie minęło sporo, Janusz przyszedł do nich osobiście.

Zapraszam was w gości jutro powiedział z uśmiechem. Spotkałem swoją dawno utraconą sympatię, byliśmy razem w szkole. Jutro ją tu sprowadzam, a pojutrze wpadnijcie do nas.

Pojechali z Michałem, z prezentami. Weszli do salonu Janusza i Oliwia znieruchomiała z wrażenia. Przed nią stała jej matka, zmieszana, ale z szerokim uśmiechem na twarzy. Ania wypiękniała, widać było od razu, iż odżyła.

Mamo Tak się cieszę Czemu nic nie mówiłaś?

Nie chciałam was uprzedzać, co, jeżeli by się nie udało?

Janusz, czemu i ty milczałeś?

Bałem się, iż Ania zmieni zdanie Ale teraz jesteśmy szczęśliwi.

Michał i Oliwia byli wzruszeni. Wreszcie mama promieniała i wciąż się uśmiechała.

Dziękuję za przeczytanie. Trzymajcie się ciepło i powodzenia w życiu!

Idź do oryginalnego materiału