Mama, uśmiechnij się
Oliwia nie znosiła, gdy do ich domu przychodziły sąsiadki i prosiły jej mamę, by coś zaśpiewała.
Aniu, zaśpiewaj, masz taki piękny głos, a jak wspaniale tańczysz namawiały. Mama podchwytywała melodię, sąsiadki wtórowały, czasem wszystkie razem tańczyły na podwórku.
Wtedy Oliwia razem z rodzicami mieszkała na wsi, w swoim domu, była jeszcze młodsza siostra, Zosia. Mama była pogodna i serdeczna, po wyjściu sąsiadek mówiła:
Przyjdźcie następnym razem, dobrze spędziłyśmy czas obiecywały, iż wrócą.
Oliwia nie lubiła, gdy mama śpiewała i tańczyła, choćby czuła się tym zakłopotana. Była wtedy w piątej klasie i pewnego dnia powiedziała:
Mamo, nie śpiewaj i nie tańcz Proszę cię, wstydzę się nie potrafiła sama zrozumieć, skąd w niej to uczucie.
Nawet teraz, już dorosła i sama matka, nie umie tego wyjaśnić. Ale Ania odpowiedziała jej wtedy łagodnie:
Oliwko, nie wstydź się, kiedy śpiewam, raczej się ciesz. Przecież nie będę całe życie śpiewać i tańczyć, póki młoda, póki zdrowa
Oliwia wtedy o tym nie myślała, nie rozumiała, iż nie zawsze w życiu bywa wesoło.
W szóstej klasie, kiedy młodsza siostra była w drugiej, tata od nich odszedł. Spakował rzeczy i zniknął na zawsze. Oliwia nie wiedziała, co się stało pomiędzy rodzicami. Dopiero będąc nastolatką, zapytała ostrożnie:
Mamo, czemu tata nas zostawił?
Dowiesz się, jak dorośniesz usłyszała w odpowiedzi.
Ania nie mogła jeszcze opowiedzieć córce, jak przyłapała męża w ich własnym domu z sąsiadką Weroniką. Oliwia z siostrą były wtedy w szkole, mama niespodziewanie wróciła do domu po portfel. Drzwi były otwarte, a w sypialni zobaczyła obraz, który zostawił w niej rysę na zawsze. Ivan i Weronika spojrzeli tylko z pogardliwą pewnością siebie.
Wieczorem rozpętała się awantura, dziewczynki biegały na dworze i nic nie słyszały.
Spakowałam ci rzeczy, są w torbie w sypialni. Idź już, zdrady ci nie wybaczę mówiła zimno.
Ivan wiedział, iż żona już nigdy mu nie zaufa, ale próbował jeszcze rozmawiać.
Aniu, diabeł mnie podkusił, może zapomnijmy? Dzieci mamy
Odejdziesz i wyszła na podwórko.
Ivan wyszedł z resztą rzeczy, Ania stała za domem, obserwując ukradkiem, bo czuła, iż nie potrafi mu tego darować.
Damy radę z dziewczynkami myślała i płakała. Nie wybaczę zdrady.
Nie wybaczyła. Została sama z dwoma córkami. Wiedziała, iż będzie ciężko, ale nie spodziewała się, jak bardzo. Pracowała na dwóch etatach: w dzień sprzątała w szkole, nocami w piekarni w sąsiedniej wsi. Przestała się uśmiechać, zmęczenie wyżłobiło nowe rysy na jej twarzy.
Mimo iż ojciec odszedł, Oliwia i Zosia spotykały się z nim, bo mieszkał kilka domów dalej, u Weroniki. U Weroniki był też syn w wieku Zosi, choćby chodzili razem do klasy. Ania nie zabraniała im odwiedzać ojca. Bawiły się we trojkę, ale zawsze wracały na obiad do siebie. Weronika nie częstowała obiadem, jedynie pozwalała się pobawić.
Czasem jednak syn Weroniki przychodził razem z Oliwią i Zosią do ich domu sąsiedzi tylko patrzyli wymownie. Ania dbała o wszystkich, nigdy nie była przeciwna pasierbowi. Oliwia już nigdy nie zobaczyła uśmiechu na twarzy mamy. Była dla nich dobra i troskliwa, ale zamknięta w sobie.
Często, wracając ze szkoły, Oliwia bardzo chciała, żeby mama z nią porozmawiała, więc snuła opowieści o lekcjach i czymś śmiesznym.
Mamo, wyobraź sobie, Radek przyniósł kotka na lekcje i ten miauczał podczas zajęć, nauczycielka nie mogła zrozumieć skąd to miauczenie, aż w końcu kazała mu wyjść i sprowadzić rodziców do szkoły.
Aha odpowiadała cicho mama.
Oliwia widziała, iż mama już nic nie cieszy. Słyszała także, jak nocą płacze długo patrząc przez okno w ciemność. Dopiero po latach zrozumiała.
Widocznie była bardzo zmęczona, pracowała na dwa etaty i w nocy nie spała. Ale dla nas się starała wspominała Oliwia. Zawsze byłyśmy zadbane, rzeczy czyste i uprasowane.
A wtedy Oliwia tylko błagała w myślach:
Mamo, uśmiechnij się, tak dawno nie widziałam twojego uśmiechu.
Ania kochała dzieci, każdą na swój sposób, rzadko tuliła, jeszcze rzadziej chwaliła, ale była dumna z ich dobrych ocen i tego, iż nie sprawiały kłopotów. Gotowała pysznie, dom lśnił czystością.
Oliwia czuła matczyną miłość, kiedy mama zaplatała jej włosy, cichutko kładła dłoń na głowie córki. Była wtedy taka smutna i zgarbiona. Zęby Ani gwałtownie wypadały, wyrywała je i nie zakładała nowych.
Po podstawówce Oliwia choćby nie myślała, by iść dalej do szkoły. Nie chciała zostawiać mamy samej, wiedziała: dalsza nauka, to koszty. Znalazła pracę w sklepie spożywczym niedaleko domu. Pomagała mamie, a Zosia gwałtownie rosła i potrzebowała nowych ubrań.
Pewnego dnia do sklepu wszedł Michał nie był z ich wsi, ale z sąsiedniej. Oliwia od razu mu się spodobała, chociaż był od niej starszy o dziewięć lat.
Jak masz na imię, piękna? zagadnął z uśmiechem. Nowa jesteś? Nie widziałem cię tu wcześniej.
Oliwia. Ja też pana nie kojarzę.
Jestem z Grabowa, to osiem kilometrów stąd. Michał uścisnął jej dłoń.
Tak zaczęli się spotykać. Michał często przyjeżdżał autem, odbierał ją po pracy. Spacery, wieczorne rozmowy, wycieczka do jego domu. Mieszkał z chorą matką, żona zostawiła go i wyjechała z córką do miasta, nie chciała opiekować się teściową.
Michał miał duże gospodarstwo, porządny dom, ugaszczał ją suto: śmietana, domowe mięso, słodycze. Miejsce bardzo jej się spodobało. Matka Michała była przykuta do łóżka.
Oliwia, zostań moją żoną powiedział pewnego wieczoru Spodobałaś mi się od razu. Musisz tylko wiedzieć: trzeba opiekować się mamą, ale ja będę pomagał.
Oliwia milczała, ucieszyła się, ale nie pokazała tego po sobie. Opieka nad chorą matką nie była dla niej problemem. Michał czekał spięty,
Lepiej się zgodzić pomyślała. Wreszcie będę miała naprawdę dom.
Przytaknęła:
Zgadzam się, Michał.
Oliwko, jesteś moim szczęściem Sądziłem, iż taka młoda nie zechce wyjść za rozwodnika. Obiecuję, nigdy cię nie skrzywdzę. Będziemy szczęśliwi.
Po ślubie Oliwia zamieszkała u Michała. Szczerze już nie chciała mieszkać w domu rodzinnym. Zosia dorosła, uczyła się w technikum w powiatowym mieście. W weekendy i ferie wracała do mamy.
Czas płynął. Oliwia naprawdę była szczęśliwa z mężem. gwałtownie urodziła dwóch synów, nie pracowała dom i dzieci, dużo zajęć, teściowa zmarła po dwóch latach. Gospodarstwo wymagało pracy, Michał sam zajmował się większością rzeczy.
Oliwia, po co dźwigasz wiadra? Ja zajmę się wszystkim, twoje zadanie to nakarmić kury, wydoić krowę, a świniami zajmę się sam.
Wiedziała, iż mąż ją kocha, iż z dziećmi czuje się spełniony. Chociaż w rodzinnym domu nigdy nie miała dużego gospodarstwa, nauczyła się wszystkiego. Michał był hojny.
Zabierzmy twojej mamie mięso, śmietanę, mleko. Przecież wszystko musi kupować, a my mamy swoje.
Ania przyjmowała podarunki z wdzięcznością, ale dalej nigdy się nie uśmiechała. choćby z wnukami była poważna. Jeździli do niej często, Oliwia czuła wobec matki żal, chciała ją jakoś wyrwać z zamknięcia.
Oliwko, może poszukaj rady u księdza? podsunął Michał.
Proboszcz obiecał modlić się za Anię.
Proś Boga, by twoja mama spotkała dobrego człowieka powiedział. Oliwia codziennie się modliła.
Pewnego dnia Ania poprosiła córkę:
Oliwia, pożyczysz mi trochę pieniędzy? Chcę założyć implanty na zęby.
Ojej, mamusiu, ja ci to wszystko chętnie opłacę! ucieszyła się Oliwia, choć wiedziała, iż mama nie przyjmie od niej całej kwoty.
Dała jej brakującą sumę, mama obiecała gwałtownie oddać. Minęło trochę czasu, Oliwia rzadziej odwiedzała mamę, rozmawiały telefonicznie. Michał miał dużo pracy, pomagał wujkowi Januszowi, który przeniósł się z miasta do pobliskiej wioski, w nowy dom żona wyrzuciła go z mieszkania, dzieci były dorosłe.
Michał bywał u Janusza, czasem wpadał tam z Oliwią. I nagle jedno popołudnie mówi:
Słuchaj, Janusz coś się odmieniał. Ostatnio rozmawiał przez telefon, coś wyczułem
I dobrze, jeszcze młody chłop. Porządny dom, trzeba mu kobiety przytaknęła Oliwia.
Nie minęło sporo, Janusz przyszedł do nich osobiście.
Zapraszam was w gości jutro powiedział z uśmiechem. Spotkałem swoją dawno utraconą sympatię, byliśmy razem w szkole. Jutro ją tu sprowadzam, a pojutrze wpadnijcie do nas.
Pojechali z Michałem, z prezentami. Weszli do salonu Janusza i Oliwia znieruchomiała z wrażenia. Przed nią stała jej matka, zmieszana, ale z szerokim uśmiechem na twarzy. Ania wypiękniała, widać było od razu, iż odżyła.
Mamo Tak się cieszę Czemu nic nie mówiłaś?
Nie chciałam was uprzedzać, co, jeżeli by się nie udało?
Janusz, czemu i ty milczałeś?
Bałem się, iż Ania zmieni zdanie Ale teraz jesteśmy szczęśliwi.
Michał i Oliwia byli wzruszeni. Wreszcie mama promieniała i wciąż się uśmiechała.
Dziękuję za przeczytanie. Trzymajcie się ciepło i powodzenia w życiu!








