**Dziennik, 15 czerwca**
Mamo, zabawiłaś się już na naszej działce i teraz wynoś się z powrotem synowa wypędziła teściową ze swojego kawałka ziemi.
Kinga wciąż nie mogła uwierzyć w to, co się działo. Czyżby naprawdę mieli w końcu swoją wymarzoną działkę? Marzyli o tym przez długie dziesięć lat, ale życie ciągle stawiało im kłody pod nogi: najpierw kredyt, potem dzieci i ich szkoła, w końcu kolejny kryzys A teraz spojrzeli na swoje oszczędności i postanowili czas działać, teraz albo nigdy.
Jej mąż, Piotr, pracował w firmie ubezpieczeniowej nic nadzwyczajnego, a Kinga była masażystką dziecięcą. Zarabiała całkiem nieźle, ale do kupna domu za miastem było jeszcze daleko. Los jednak zrządził, iż niemal w tym samym czasie odeszły jej babcia i babcia Piotra. Każda zostawiła w spadku po mieszkaniu w mniejszych miastach.
Po długich rozmowach para zdecydowała się sprzedać oba mieszkania, dodać pieniądze i spełnić marzenie kupić kawałek ziemi.
Oferta znalazła się szybko. Zimą mało kto chce pozbywać się nieruchomości, wszyscy wolą czekać na sezon letni. Ale Piotr był nieugięty.
Później znajdziemy milion wymówek i zostaniemy bez działki mruczał.
Kinga była całkowicie zgodna. Wszystko układało się idealnie!
Działka okazała się wręcz wymarzona. Prąd, gaz, media wszystko już było podłączone. Pozostało tylko postawić mały dom, choćby tylko na letnie mieszkanie.
Postanowili, iż gdy tylko zrobi się cieplej, Piotr weźmie urlop i wraz z przyjacielem, Krzysztofem, zabierze się za budowę.
Pracowali sprawnie, bez zbędnych przerw i wolnych dni. Już po miesiącu młoda rodzina świętowała wprowadzenie.
Prawda, spać było adekwatnie gdzie na podłodze rozłożyli dmuchane materace i przywieźli z miasta ciepłe koce. Najważniejsze, iż w domu była kuchenka i woda. Resztę można dokończyć później.
No to, Piotr, moje gratulacje! wzniósł toast Krzysztof.
Mężczyźni wychylili kieliszki, wzięli po kawałku kiełbasy z grilla, obficie posypanej cebulą i polanej ketchupem, i zakąsili.
Kto by pomyślał, iż wszystko ułoży się tak szybko! zachwycona powiedziała Kinga. Jeszcze przy wigilijnym stole choćby nie śniłam o własnej działce, a teraz proszę! wskazała na dom.
Choć zapadał już zmrok, całe towarzystwo nie spieszyło się do środka, kontynuując swój improwizowany piknik na świeżym powietrzu.
Halo, syno, jak tam u was? miękkim głos zapytała Wanda Zdzisławówna.
Jeśli była tak słodka w rozmowie, to na pewno coś knuła.
Mamo, wszystko wspaniale! radośnie zaczął Piotr.
Wiem, wiem. Wnuki mi powiedziały, iż kupiliście działkę?
Tak jest! Nie byle jaką, tylko prawdziwą letnią rezydencję! dumnie oznajmił.
Oj, ty też zawsze coś wymyślisz zaśmiała się teściowa, ale w głosie pojawił się nagły smutek. No cóż, brawo
Mamo, a jak u ciebie? ocknął się Piotr.
Oj, jakie tam może być życie w moim wieku Lekarze mówią, iż potrzebuję spokoju, ciszy, nie stresować się. Może wtedy organizm się zregeneruje Ale gdzie tak znaleźć to miejsce? Sanatoria drogie, mnie nie stać dodała znacząco.
Mamo, przyjedź do nas! z entuzjazmem zaproponował syn.
Daj spokój, synku! Jakbyście nie mieli tam nic lepszego do roboty! A Kinga pewnie będzie przeciw zaczęła się wymigiwać Wanda.
Mamo, przestań. Przyjeżdżaj i już!
Dobrze, Piotrusiu, skoro tak nalegasz. Upiekę ci twojego ulubionego murzina, takiego od mamy.
Gdy Piotr powiedział żonie o rychłym przyjeździe matki, ta nie była zachwycona.
Czyli mamy działkę, a lekarze nagle zalecili jej wypoczynek na łonie natury? spytała sarkastycznie.
No tak odparł prosto Piotr.
Zupełnie nie dziwne, co?
Nie, przecież ma ciśnienie.
Piotr, nie zrozumiałeś. Ona nie przyjeżdża leczyć zdrowia, tylko obejrzeć nową działkę!
Daj spokój. No popatrzy, pobędzie tydzień i wróci.
Zapomniałeś, co się stało przy jej ostatniej wizycie?
Piotr rzeczywiście zapomniał, ale Kinga pamiętała doskonale. Wanda Zdzisławówna zrobiła wtedy wszystko, by zniszczyć ich związek: rozpuszczała plotki, próbowała ich poróżnić, sugerowała, iż starszy syn nie jest z ich krwi. Nie gardziła też małymi podłościami raz zupa była przesolona, raz w miejsce cukru pudru nasypała sody. Kinga wtedy nie wytrzymała i odesłała teściową pierwszym możliwym transportem.
Nie miała wątpliwości, iż i tym raz zafunduje im niezłe życie. Ale nie chciała nastawiać Piotra przeciw matce. W końcu może akurat tym razem się uda?
Oj, jak tu u was pięknie! Prawdziwy rajski zakątek! Powietrze, drzewa, ten uroczy domek wychwalała Wanda. To pewnie Kinga wymyśliła! Ona taka mądra! Trzymaj się jej, Piotr, taką żonę to ze świecą szukać!
Coś nowego, Wanda Zdzisławówno, skąd ta zmiana? zdziwiła się Kinga.
A ty zawsze byłaś moją ulubienicą. Syn, oczywiście, gapa, ale synowa złota. Były między nami trudności, ale przecież je pokonałyśmy. Kto przeszłości wspomina
Czyli ja jestem gapa? zaśmiał się Piotr.
Tak, ale kochany uśmiechnęła się Wanda. A co u was dziś na kolację?
Mamy tu kiełbaski z grilla codziennie! odparła Kinga. Mam nadzieję, iż nie masz nic przeciwko? Po prostu nie możemy się nacieszyć gotowaniem na powietrzu.
Z przyjemnością zjem. Ostatni raz jadłam kiełbasę z grilla w Kołobrzegu. Piotrek chodził wtedy jeszcze do szkoły. Wyobraź sobie, jak dawno to było!
No to, Piotr, zajmij się grillem. A ja tymczasem po mięso do lodówki.
Mogę z tobą? Chcę jeszcze raz spojrzeć na dom.
Oczywiście! skinęła Kinga.
Tym razem Wanda wyraźnie się zmieniła. Była wesoła, żartowała i szczególnie ciepło odnosiła się do Kingi. Ta pomyślała, iż czas zmienia ludzi. Może dawne












