Matka to taka sobie
Zosia, znowu zostawiłaś mokry ręcznik na haczyku w łazience?
Głos teściowej rozległ się w korytarzu ledwie Zofia zdążyła przekroczyć próg po pracy. Jadwiga stała, skrzyżowawszy ręce na piersi, i mierzyła synową przenikliwym spojrzeniem.
Przecież tam schnie Zofia zrzuciła buty. Po to jest haczyk.
W porządnych domach ręczniki wiesza się na suszarce. Chociaż skąd ty możesz to wiedzieć.
Zofia przeszła obok, nie odpowiadając. Dwadzieścia osiem lat, dwa dyplomy magisterskie, kierownicze stanowisko a codziennie słuchała uwag o ręcznikach. Co za los.
Jadwiga patrzyła za nią niezadowolona. Ta jej maniera milczeć, ignorować, zachowywać się jak królowa. Pięćdziesiąt pięć lat życia nauczyło Jadwigę wyczuwać ludzi, i ta dziewczyna od początku jej się nie podobała. Zimna. Wyniosła. Szymonowi potrzebna była ciepła, domowa kobieta, nie taka lodowa figura.
Następne dni Jadwiga obserwowała, notowała, zapamiętywała…
Filip, posprzątaj zabawki przed kolacją.
Nie chcę.
Nie pytam, czy chcesz, tylko posprzątaj.
Sześcioletni Filip nadąsał się, ale powlókł się zbierać rozrzucone żołnierzyki. Zofia ani razu na niego nie spojrzała, dalej krojąc warzywa.
Jadwiga obserwowała z salonu. O, właśnie ta chłodna obojętność, którą u niej widziała. Bez uśmiechu, bez czułego słowa. Tylko polecenia. Biedne dziecko.
Babciu Filip wdrapał się obok niej na kanapę, gdy Zofia zajęła się praniem w sypialni. Czemu mama zawsze taka zła?
Jadwiga pogładziła go po głowie. Okazja była wyśmienita.
Widzisz, kochanie… Niektórzy ludzie tacy już są. Nie potrafią okazywać miłości. To smutne, niestety.
A ty potrafisz?
Oczywiście, mój maluszku. Babcia bardzo cię kocha. Babcia nie jest zła.
Filip wtulił się mocniej. Jadwiga uśmiechnęła się triumfująco.
Za każdym razem, gdy zostawali sami, dokładała kolejne cegiełki do obrazu. Delikatnie, powoli.
Mamo, nie pozwoliłaś mi dziś oglądać bajek skarżył się Filip po tygodniu.
Biedaczek. Mama jest surowa, co? Czasem babci też się wydaje, iż aż za bardzo. Ale nie martw się, przychodź do mnie, babcia cię zawsze rozumie.
Chłopiec kiwał głową, chłonąc każde jej słowo. Babcia jest dobra. Babcia rozumie. A mama…
Wiesz Jadwiga ściszała głos do szeptu niektóre mamy po prostu nie umieją być czułe. To nie twoja wina, Filipku. Jesteś cudowny. To mama jest taka sobie.
Filip tulił się do babci. W serduszku kiełkowała zimna, niewytłumaczalna nieufność wobec mamy.
Po miesiącu Zofia zauważyła zmianę.
Filipku, synku, chodź, przytulę cię.
Chłopczyk się odsunął.
Nie chcę.
Dlaczego?
Po prostu nie chcę.
Pobiegł do babci. Zofia została sama pośród dziecięcego pokoju, z wyciągniętymi ramionami. Coś pękło w codziennym porządku, ale nie umiała zrozumieć, kiedy to się stało.
Jadwiga patrzyła na tę scenę z korytarza. Na twarzy zagościł jej cień satysfakcji.
Filipku wieczorem Zofia kucnęła obok syna czy jesteś na mnie zły?
Nie.
To czemu nie chcesz ze mną się bawić?
Filip wzruszył ramionami. Jego spojrzenie było obce i nieprzystępne.
Chcę do babci.
Zofia puściła go. W piersi rozlał jej się tępy ból niezrozumienia.
Szymon, nie rozpoznaję Filipa zwierzała się mężowi późnym wieczorem, gdy dom już spał. Unika mnie. Nigdy wcześniej tak nie było.
Daj spokój. Dzieci tak mają. Dziś jedno, jutro coś innego.
To nie grymas. Patrzy na mnie, jakbym… jakbym zrobiła coś złego.
Zosiu, przesadzasz. Mama z nim siedzi, jak jesteśmy w pracy. Może się po prostu przywiązał.
Zofia chciała jeszcze coś dodać, ale Szymon już się odwrócił i zanurzył się w telefon.
Twoja mama cię kocha Jadwiga mawiała Filipowi na dobranoc, gdy rodzice wracali późno. Po swojemu. Chłodno. Surowo. Nie wszystkie mamy umieją być czułe, rozumiesz?
A czemu?
Tak już bywa, skarbie. Babcia cię nigdy nie skrzywdzi. Zawsze stanie w twojej obronie. Nie tak jak mama.
Filip zasypiał z tymi słowami. Każdego ranka patrzył na Zofię coraz bardziej podejrzliwie.
Już się z tym nie krył miał swojego faworyta.
Filipek, pójdziemy na spacer? Zofia wyciągnęła rękę.
Z babcią chcę!
Filip…
Z babcią!
Jadwiga natychmiast pochwyciła wnuka za dłoń.
No, daj spokój, widzisz, iż nie chce. Chodź, Filipku, babcia kupi ci loda.
I wyszli. Zofia patrzyła za nimi i coś ciężkiego ściskało jej serce. Własny syn odwracał się od niej, rwał do teściowej, a ona nie wiedziała kiedy to się stało…
Wieczorem Szymon znalazł żonę przy kuchennym stole. Siedziała nad ostygłą herbatą, zapatrzona w ścianę.
Zosiu, porozmawiam z nim. Obiecuję.
Skinęła tylko głową. Na słowa brakło sił.
Szymon usiadł obok syna w jego pokoju.
Filipku, powiedz tacie. Czemu nie chcesz być z mamą?
Chłopiec spuścił wzrok.
Po prostu.
Po prostu to nie odpowiedź. Mama cię skrzywdziła?
Nie…
To o co chodzi?
Filip milczał. Sześciolatek nie potrafił nazwać tego, co czuł. Babcia mówiła, mama jest zła, chłodna. Więc to musi być prawda. Babcia nie kłamie.
Szymon wyszedł z pokoju bez odpowiedzi.
Jadwiga w tym czasie już knuła kolejny ruch. Synowa była zupełnie przygaszona, nie dało się nie zauważyć. Jeszcze trochę i ta przemądrzała dziewucha sama się wyniesie. Szymon zasługiwał na lepszą żonę. Taką prawdziwą, a nie lodową królową.
Filipku zagadnęła wnuka nazajutrz na korytarzu, gdy Zofia była pod prysznicem wiesz, iż babcia kocha cię najbardziej na świecie?
Wiem.
A mama… Mama to taka sobie, co? Nie przytuli, nie pocałuje, wiecznie zła. Biedny mój chłopczyk.
Nie usłyszała kroków za plecami.
Mamo.
Jadwiga odwróciła się. Szymon stał w progu, twarz miał jak kartka papieru.
Filip, idź do siebie powiedział cicho, ale tak stanowczo, iż chłopiec natychmiast zniknął.
Szymon, ja tylko…
Wszystko słyszałem.
Między nimi zapadła cisza.
Ty… Szymon przełknął ślinę. Ty specjalnie nastawiałaś go przeciwko Zosi? Przez cały ten czas?
Dbałam o wnuka! Przecież ona jest dla niego jak strażnik więzienny!
Oszalałaś?
Jadwiga cofnęła się. Syn nigdy nie patrzył na nią z takim obrzydzeniem.
Szymon, posłuchaj…
Nie. Ty posłuchaj. Zbliżył się o krok. Skłócałaś mojego syna z jego matką. Moją żoną. Rozumiesz co narobiłaś?
Chciałam dobrze!
Dobrze? Filip ucieka od własnej matki! Zosia nie ma już sił! To jest dobrze?
Jadwiga uniosła dumnie brodę.
Dobrze. Ona ci nie odpowiada. Zimna, zła, bez serca…
Dość!
Krzyk otrzeźwił ich oboje. Szymon ciężko oddychał.
Spakuj się. Dziś.
Wyrzucasz matkę z domu?
Chronię swoją rodzinę. Przed tobą.
Jadwiga otwarła usta i zaraz zamknęła. W oczach syna zobaczyła wyrok. Bez negocjacji. Bez drugiej szansy.
Godzinę później wyjechała. Bez pożegnania.
Szymon znalazł Zofię w sypialni.
Już wiem, czemu Filip się zmienił.
Spojrzała na niego zapłakanymi oczami.
Moja mama… przez cały ten czas mówiła mu, iż jesteś zła, iż naprawdę go nie kochasz. Nastawiała syna przeciwko tobie.
Zofia zesztywniała. Po chwili cicho wypuściła powietrze.
Myślałam, iż wariuję. Że jestem złą matką.
Szymon usiadł obok i objął żonę.
Jesteś wspaniałą matką. To mama… nie wiem, co w nią wstąpiło. Ale nie pozwolę, by znowu skrzywdziła Filipa.
Następne tygodnie były trudne. Filip wypytywał o babcię, nie pojmował, dlaczego zniknęła. Rodzice rozmawiali z nim łagodnie, cierpliwie.
Synku Zofia gładziła go po głowie to, co babcia mówiła o mnie… To nieprawda. Bardzo cię kocham.
Filip patrzył nieufnie.
Ale ty jesteś zła.
Nie jestem zła, tylko wymagająca. Bo chcę, żebyś wyrósł na porządnego człowieka. Surowość też jest formą miłości, rozumiesz?
Chłopiec myślał długo.
Przytulisz mnie?
Zofia przytuliła go tak mocno, iż Filip aż się roześmiał.
Powoli z dnia na dzień wracał prawdziwy Filip. Ten, który biegł pochwalić się rysunkiem. Ten, który zasypiał pod kołysanką mamy.
Szymon patrzył na żonę i syna bawiących się w salonie i myślał o matce. Kilka razy dzwoniła. Nie odbierał.
Jadwiga została sama w swoim mieszkaniu. Bez wnuka. Bez syna. Wszystko, czego pragnęła, to uchronić Szymona przed nieodpowiednią kobietą. Tymczasem straciła i syna, i wnuka.
Zofia położyła głowę na ramieniu męża.
Dziękuję, iż to naprawiłeś.
Przepraszam, iż tak długo nie widziałem tego, co oczywiste.
Filip przybiegł do nich, wdrapał się ojcu na kolana.
Tato, mamo, a pójdziemy jutro do zoo?
Życie powolutku wracało na swoje miejsce…


















