Matka wychowała córkę samotnie, i od chwili, gdy Jadwiga potrafiła pamiętać, była ona dzieckiem niekochanym. Brak miłości własnej otaczał ją od najwcześniejszych lat. Nikt nie karał jej bez powodu zawsze była najedzona, dobrze ubrana, a zabawki, które prosiła, zdawały się pojawiać pod choinką. ale obojętność matki bila w nią jak zimny wiatr, przenikając aż po skórę, przygniatając serce ciężarem niewidzialnych kamieni.
Jadwiga rosła czułą i niezwykle towarzyską. W dzieciństwie nieustannie szukała matczynej uwagi chciała ją pocałować, przytulić, wcisnąć się w ramiona. Matka jednak odsuwała dziewczynkę z chłodnym spokojem, pogrążając się w własnych sprawach. Nie było ani przytulenia, ani pocałunku jedynie milcząca obecność.
Wśród sąsiadów i w szkole rodzina cieszyła się dobrą opinią. Maria regularnie uczestniczyła w zebraniach, dbała o zdrowie Jadwigi, zabierała ją nad Bałtyk i choćby do cyrku w Gdańsku. Wszystko to jednak Jadwiga odczuwała jako obowiązek bez duszy, bez ciepła, bez uśmiechu. Starała się zdobywać pochwały, uczyła się najpilniej, zachowywała się wzorowo. Ale pochwały docierały od wszystkich oprócz własnej matki.
W dzieciństwie dziewczynka naiwnością uważała, iż tak właśnie powinno być, iż tak wszyscy żyją. Dorastając, dostrzegała, iż inne dzieci są kochane, karane, ich rodzice reagują. Zaczęła szukać przyczyny i, jak wydawało się, znalazła ją.
Ojca pamiętała ledwie wysokiego mężczyznę z dużymi rękoma i serdecznym uśmiechem. Rzucał Jadwigę wysoko w niebo, łapał, kręcił i oboje śmiali się tak samo, tak podobni zewnętrznie, iż dziewczyna czuła się skopiowana od ojca. Pod materacem w jej pokoju od lat leżało poplamione zdjęcie Piotra, trzymającego rocznie jednoroczną Jadwigę na kolanach. Z każdym rokiem Jadwiga stawała się coraz bardziej jego podobna. Najpewniej matka wciąż żywi uraz wobec ojca patrzy na mnie i gniewa się rozważała dziewczyna.
Matka rzeczywiście często patrzyła na Jadwigę długim, milczącym spojrzeniem, nic nie mówiąc. Piotr odszedł, gdy Jadwie było trzy lata; od tamtej chwili jedynie alimenty przypominały o jego istnieniu, pracującym gdzieś w Krakowie. Nie wspominał o córce. Jadwiga wybaczyła mu dawno temu. Nie wiadomo, czemu uraz wciąż trzymała się w sercu matki. Na zewnątrz przyzwyczaiła się do takiego traktowania, ale w duszy narastała lodowata masa, która przyciskała serce zimnym ciężarem.
***
Nadszedł dzień ostatnich dzwonków. Jadwiga w koronkowej białej fartuszku przeszukiwała wzrokiem salę, szukając matki, która pojawiła się jedynie na początku, otrzymała podziękowanie od dyrektora za wychowaną córkę i zniknęła w tłumie. Zazdrością patrzyła, jak inni przytulają rodzice, jak powstają rodzinne zdjęcia, a łzy złości ledwo co powstrzymywały się przed wylaniem.
Potem przyszło przyjęcie na studia. Jadwiga była dumna w takiej rywalizacji dostać się na bezpłatny kierunek było prawie niemożliwe, a ona tego dokonała! Matka przyjęła wiadomość spokojnie, bez uśmiechu, bez żadnej iskierki dumy. Zapytała jedynie, czy jest akademik i gdzie Jadwiga będzie mieszkać.
Po gniewnym rozstaniu dziewczyna spakowała rzeczy, najpierw zamieszkała u przyjaciółki, a potem wywalczyła miejsce w akademiku.
***
Lata mijały, a matka i córka praktycznie przestały rozmawiać, co zadziwiało męża Jadwigi i teściową, która stała się jej prawdziwą rodziną. Biologiczna matka nie zjawiła się na ślubie, jedynie przelała godziwą sumę złotych i wysłała kartkę z suchym gratulacją. Teściowa uczyła Jadwigę domowych sztuczek, a także miłości wieczorami siadali przy herbacie w kuchni, rozmawiali o wszystkim. Mogła po prostu podejść, objąć, wzruszyć się szczerze. Jadwiga nazwała ją mama już po miesiącu od ślubu.
Biologiczna matka zdawała się wyparować, ciesząc się wreszcie pożądaną ciszą i samotnością. Nigdy nie dzwoniła pierwsza, nie przyjechała na wypis z szpitala, a zdjęcia jej wnuczka, które regularnie wysyłała młoda matka, zostawały nieotwarte. Jadwiga milczała, ale często płakała cicho pod prysznicem. Teściowa widziała to, widziała spocone oczy zięby, jej opuchniętą od łez twarz i ciężko wzdychała.
Kiedy Jadwiga z mężem i małym wnukiem pojechali złożyć życzenia matce z okazji urodzin, a ona przyjęła prezent, podziękowała suchym tonem i nie wpuściła młodej pary na próg, zamykając drzwi przed noszącym się już wnukiem, teściowa kobieta o wielkim sercu i troskliwości postanowiła przywrócić sprawiedliwość. Wyruszyła sama do teściowej, z zamiarem porozmawiania, czymkolwiek trzeba.
Tam właśnie wyjaśniła się cała prawda.
***
Ojciec Jadwigi, Piotr, od razu po ślubie zaczął prowadzić nocny tryb życia, ale żona nie zamierzała go niszczyć. Gdy po kilku miesiącach wrócił do domu z dzieckiem w ramionach jedną z kochanek, która nie przetrwała porodu, a on przyniósł dziecko do domu żony kobieta musiała pogodzić się z sytuacją. Wychowywać dziecko cudzej kobiety i kochanego mężczyzny było niełatwe. Spróbowała pokochać malucha szczerze, z serca i prawie udało się, ale mąż w końcu odszedł w nieznane. Zostawił po sobie jedynie niepotrzebną córkę, zdradę i pustkę.
Co zrobić z dzieckiem porzuconym? Oddać do domu dziecka, czy próbować zbudować własne życie? Czy rodzić własne dzieci, a co powiedzą ludzie? Przerażona osądem, Jadwiga poświęciła się Alinie, zaniedbując własne pragnienia. Próbowała kochać dziewczynkę, ale patrząc na jej twarz, tak podobną do twarzy zdradzieckiego męża, rozumiała, iż kocha go wciąż, a dziewczynka jest jedynie słabym odbiciem.
***
Kiedy teściowa wróciła do domu, Jadwiga i jej syn już spali, wtuleni w szerokim, rodzinnym łóżku. Mąż był w innym mieście w związku z pracą, a mały z euforią przeniósł się do łóżka rodziców. Teściowa usiadła cicho na krawędzi, patrząc na tych bliskich ludzi. Przykryła wnuka kocem, delikatnie poprawiła rozczochrane włosy synowej
Jak przekazać prawdę? Czy w ogóle ma to sens?
Jadwiga, czując dotyk obcych dłoni, otworzyła przespane oczy i spojrzała na kobietę.
Śpij, kochanie, śpij, córeczko szepnęła teściowa, całując dziewczynę w czoło i cicho zamykając drzwi za sobą.









