6 maja
Nie mam już siły na te wizyty w każdy weekend!
Ciekaw jestem, czy inni też spotkali się z takim typem ludzi przekonanych, iż świat powinien kręcić się wyłącznie wokół nich, zupełnie nieprzejmujących się tym, iż ktoś może mieć własne życie i plany. W moim przypadku to rodzina mojego szwagra Andrzej, jego żona Grażyna, ich dwie córki: Jagoda i Bożenka, oraz brat Grażyny Eryk. Cała piątka co weekend zjeżdżało się do naszego mieszkania w Gdańsku i zostawało na noc, jakby to była oczywista rzecz. Nikt choćby przez chwilę nie zapytał, czy nam to pasuje, czy w ogóle możemy ich wtedy przyjąć.
Ta szopka trwała już niemal rok i czułem się, jakby ktoś na stałe zaanektował mój dom. Lubię towarzystwo, rozmowy przy kawie, śmiechy ale we wszystkim trzeba znać umiar! Zamiast odpocząć po tygodniu pracy musiałem co weekend stać przy garach, urządzać pogadanki, szykować im posłania, a potem prać całe góry pościeli. Czasami zadawałem sobie pytanie: czy oni naprawdę nie widzą, jak bardzo przekraczają granice? Czy nie rozumieją, iż choćby dla rodziny powinny istnieć jakieś zasady? To nie byłby może taki problem, gdyby wizyty zdarzały się raz na jakiś czas. Oni przyjeżdżali trzy razy w miesiącu!
Ani ja, ani moja żona Zofia nie narzucamy się w taki sposób żadnym bliskim. Może powinniśmy byli kiedyś tak pojechać do nich, żeby sami przekonali się, jakie to “przyjemne”. Prosiłem Zofię, żeby powiedziała coś swojej siostrze, ale ona nie potrafiła bała się urazić rodzinę. W końcu zrozumiałem, iż jeżeli chcę to zakończyć, muszę wziąć sprawy w swoje ręce.
Najpierw przestałem gotować w weekendy wszystko, co zostało z tygodnia, trafiało na stół i nie dokładałem do tego choćby pieroga. jeżeli zabrakło jedzenia, uprzejmie stwierdzałem: “jeśli jesteście głodni, to kuchnia do waszej dyspozycji; poradzę sobie bez obiadu”. Czułem na sobie ich zdziwione spojrzenia, ale tego dnia nikt się na nic nie zdobył wypili tylko herbatę i poszli spać głodni.
Wkrótce przestałem też pucować mieszkanie przed ich przyjazdem. Pewnego razu Grażyna żaliła się, iż skarpetki Jagody zrobiły się szare od naszej podłogi. Wzruszyłem ramionami i powiedziałem: “Nie miałem czasu umyć. Wiadro i mop są w łazience, jak bardzo ci zależy na czystości, możesz sama spróbować”. Więcej już nigdy mi nic nie wypomniała.
Najważniejsze jednak było to, iż przestałem robić z siebie ofiarę. Nie zmieniałem już planów, bo przyszli niezapowiedziani goście. Wieczorami przesiadywałem z nimi godzinę, potem przepraszałem: “Mam pilne rzeczy do zrobienia, jeżeli chcesz baw ich sam, Zosiu”. o ile akurat nie miałem planów, głównie zajmowałem się porządkami ku ich konsternacji, bo nikt nie lubi czuć się intruzem w środku wielkiego sprzątania.
Po którymś weekendzie Andrzej spojrzał na mnie i mruknął do Zofii: “Chyba czas się zwijać, mamy mało czasu?” Sam nie wiem, jak to do niego w końcu dotarło. Od tamtej chwili wizyty zdarzają się tylko wtedy, gdy wcześniej do nas zadzwonią i nigdy już nie zostają na noc. Pojawiają się znacznie rzadziej i chwała za to Bogu.
Z tej lekcji wyniosłem coś ważnego jeżeli nie zadbam o własny spokój i granice, nikt nie zrobi tego za mnie. Trzeba umieć powiedzieć “stop” choćby tym najbliższym. Inaczej będą traktować nas jak wygodny hotel.













