„Mam całą masę zeszytów!” – Jak odprowadzaliśmy nauczycielkę naszego syna do polskiej szkoły.

newsempire24.com 3 dni temu

Kilka lat temu przeprowadziliśmy się do nowej dzielnicy w Warszawie. Wcześniej mój syn chodził do szkoły na drugim końcu miasta, co stawało się coraz bardziej uciążliwe, więc podjęliśmy decyzję, iż lepiej będzie znaleźć placówkę bliżej domu.

Znaleźliśmy szkołę oddaloną o półtora kilometra. Pracując zdalnie, mogłam sobie pozwolić na to, żeby odwozić syna autem na lekcje i odbierać go po zajęciach. Nowa szkoła była bardzo nowoczesna, ciągle organizowano interesujące zajęcia, a nauczyciele okazywali wiele troski poznałam ich podczas spotkań. Najbardziej polubiłam panią Jadwigę, która uczyła języka polskiego i prowadziła klasę mojego dziecka.

Okazało się, iż mieszka tuż obok nas. Gdy syn zmienił szkołę, zaczęłyśmy się spotykać w parku, na placu zabaw lub w sklepie spożywczym. Pewnego dnia, gdy wychodziłam z domu, zobaczyłam, iż pani Jadwiga idzie w moim kierunku. Był ranek, wiedziałam, iż zmierza do szkoły. Nie było wyjścia zaproponowałam, iż ją podwiozę.

Ponieważ Robert już szykował się do wyjścia, rzekłam: “Pani Jadwigo, proszę, niech Pani wsiada jedziemy razem do szkoły.”

Zgodziła się bez wahania. Nie sprawiło mi to żadnego kłopotu, zawiozłam ją, podziękowała i poszła do pracy. Robert czuł się niezręcznie z tym, iż wozi swoją nauczycielkę. Czy to źle, gdy zna się nauczycieli na co dzień?

Powtórzyło się to kilka razy za każdym razem odwoziłam ją zupełnie przypadkowo. Z czasem zauważyłam, iż zaczyna się z tego tworzyć stały schemat.

Jeszcze dwa czy trzy razy zdarzyło mi się ją podwieźć. W kwietniu dostałam sms.

“Dzień dobry. Jedziecie dziś do szkoły?”

To wiadomość od pani Jadwigi. Odpisałam, iż tak. Spojrzałam przez okno już stała przy samochodzie. Mój syn był kompletnie zaskoczony tą sytuacją. Szczerze mówiąc, ja sama też poczułam się skrępowana. Wyszłam z domu i podeszłam na parking.

“Pani Jadwigo, cieszę się, iż dziś mogłam Panią zabrać autem. Wzięłam trzy paczki zeszytów, one są naprawdę ciężkie i trudno by mi je było donieść samodzielnie.”

Nie mogłam odmówić. Ale zrozumiałam, iż tak dalej być nie może trzeba podjąć jakąś decyzję. Nauczycielka była dość natarczywa. Postanowiłam rzucić przynętę:

“Pani Jadwigo, może jutro spotkamy się o tej samej godzinie i nikt nie będzie na nikogo czekał? Po prostu zabierzemy Panią autem.”

Miałam nadzieję, iż odmówi z grzeczności.

“To cudownie! Będę mogła codziennie pospać dwadzieścia minut dłużej! W takim razie będę u Was o 8:00 każdego dnia!”

No i mamy interes… Mój syn spojrzał na mnie z niezadowoleniem wiedziałam, iż nie jest z tego zadowolony. Teraz zastanawiam się, jak wybrnąć z tej sytuacji. Myślę, iż wrócę do pracy w biurze, bo nie mam innych sensownych powodów, żeby odmówić nauczycielce…

Czasem pomagając innym, warto zachować własne granice, aby nie stracić równowagi w codziennym życiu. Dobroć jest ważna, ale rozsądek to jej najlepszy przyjaciel.

Idź do oryginalnego materiału