Mała dziewczynka weszła do restauracji. Zobaczyła talerz z resztkami jedzenia na stole i zaczęła jeś…

newskey24.com 4 godzin temu

Mała dziewczynka weszła do restauracji w centrum Łodzi. Jej wzrok natychmiast padł na talerz z resztkami obiadu pozostawionymi na jednym ze stolików i bez namysłu zaczęła jeść. Kelner, który akurat polerował szklanki, zauważył ją kątem oka. Podszedł do niej bezzwłocznie i, nie mówiąc ani słowa, zabrał jej talerz sprzed nosa. To historia, której nie można przegapić i którą warto przeczytać do samego końca!

Zosia, bo tak miała na imię ta dziewczynka, miała osiem lat i pochodziła z rodziny, gdzie dzieci była cała piątka. Ojciec odszedł dawno temu, a mama ledwo wiązała koniec z końcem, żeby cokolwiek włożyć najmłodszym do garnka. Każdy dzień w rodzinie Zosi to była prawdziwa batalia o przetrwanie z szarpaną marchewką w tle. Dziewczynka, choć sama malutka, w każdą sobotę, niedzielę i wakacje szła pomagać pani Krysi na stoisku z warzywami na targu. Zarobiła wtedy parę złotych, którymi szczęśliwie dzieliła się z mamą.

Któregoś sobotniego popołudnia Zosia wracała z Rynku Bałuckiego. Przechodząc obok restauracji Smak Łodzi, jak co tydzień nabierała śliny na sam zapach bigosu, schabowych i placków ziemniaczanych. Często zaglądała przez szybę, śniąc na jawie o jednej, choćby małej łyżce tych wspaniałości… A już ciasto czekoladowe, fikające nogami w jej fantazji, to był szczyt rozkoszy!

Tym razem jednak Zosia uległa pokusie. Otworzyła drzwi i weszła do środka, prawie na paluszkach, bo jej stare trampki trzeszczały niemiłosiernie, a cienka kurteczka nijak nie osłaniała jej przed chłodem. Chciała się gwałtownie wycofać, ale wtedy na stoliku zobaczyła samotną porcję mielonego z ziemniakami. Wyglądało to i pachniało obłędnie, a ona nie pamiętała, kiedy ostatni raz miała w ustach odrobinę mięsa. Usiadła więc ze spuszczoną głową i chwyciła za widelec.

Nie miała pojęcia, iż kelner, pan Janusz, obserwuje ją od wejścia. Prędko podszedł do Zosi i zanim zdążyła spróbować choćby kawałeczka, zabrał jej talerz spod nosa! Dziewczynka, z oczami pełnymi łez, spojrzała w górę, spodziewając się reprymendy albo po prostu wyproszenia na bruk. Pan Janusz jednak, zamiast burknąć coś pod nosem, odwrócił się miękko i poszedł do kuchni, zostawiając Zosię kompletnie skołowaną.

Po chwili pan Janusz wraca ale już nie z pustymi rękami. Kładzie przed Zosią parującą porcję obiadu, kompot i kawałek wspomnianego wcześniej ciasta czekoladowego akurat tego z jej marzeń, jeszcze pokrytego polewą. Oczy Zosi zrobiły się wielkie jak pięciozłotówki, a usta wykrzywiły się w nieśmiały uśmiech.

Widzę, iż byłaś głodna powiedział kelner, mrugając do niej ciepło. Każdemu się należy porządny obiad, a tym bardziej dziecku.

Zosi zabrakło słów, bo łzy wdzięczności i ulgi wygrały z jej zakłopotaniem. Ten nieznajomy mężczyzna pan od szklanek i pierogów okazał serce wtedy, gdy dziewczynka najmniej się tego spodziewała.

Zosia spałaszowała z apetytem kilka widelców obiadu. Potem wstała, otarła policzki rękawem i podeszła do kelnera, żeby mu podziękować. Ścisnęła jego dłoń i nieśmiało spytała:

Bardzo dziękuję, nigdy nie zapomnę tej dobroci. Czy mogę prosić, żeby pan zapakował mi resztę? Chciałabym zanieść braciom i siostrom do domu. Mama wczoraj nie miała pieniędzy na chleb…

Panu Januszowi aż łzy stanęły w oczach i ściskało go coś w gardle. Oczywiście, kochana wyjąkał. Zniknął w kuchni, by po chwili wrócić z całą torbą pełną jedzenia.

Weź, to dla twojego rodzeństwa powiedział, podając jej wypchaną torbę.

Och, dziękuję Panu z całego serca! Jak mogę się odwdzięczyć? spytała Zosia, jeszcze bardziej poruszona.

Ty już sprawiłaś mi najpiękniejszy prezent. Dałaś mi życiową lekcję, jakiej nie zapomnę odpowiedział. Pomagaj innym i dziel się tym, co masz. Tylko w ten sposób świat będzie lepszy dodał z uśmiechem.

Zosia wyszła z restauracji nie tylko najedzona, ale bogatsza o coś cenniejszego od schabowego i ciasta czekoladowego. Tamta sobota przewróciła jej świat do góry nogami i zaszczepiła w niej ziarno dobra. Od tego czasu, gdy tylko miała okazję, Zosia przypominała sobie o wielkodusznym kelnerze i starała się uśmiechać oraz pomagać innym. Tak przekazywała dalej lekcję otrzymaną pewnej zwyczajnej soboty w niezbyt luksusowej, ale zdecydowanie wyjątkowej restauracji, leżącej tuż przy drodze do domu.

Idź do oryginalnego materiału