Michał długo nosił w sobie żal, iż tak pochopnie podjął decyzję o rozwodzie. Mądrzy mężczyźni czynią z kochanek święto, a on z ukochanej żonę…
Kiedyś, pamiętam, wracał do mieszkania na warszawskim Żoliborzu, gdzie wszystko było przewidywalne: kapcie już czekały przy wejściu, smakowity zapach kolacji, czystość, kwiaty w wazonie.
Ale to już go nie wzruszało żona w domu, a co ma robić przez całe dni starsza kobieta? Piec ciasta i dziergać skarpetki. Ze skarpetkami przesadziłem, jest to tylko figura retoryczna.
Małgorzata, jak zawsze, wyszła mu naprzeciw z uprzejmym uśmiechem:
Zmęczony? Upiekłam ci pierogi z kapustą i jabłkami, jak lubisz
Zamilkła pod ciężkim spojrzeniem Michała. Stała w swoim domowym, lnianym stroju, włosy schowane pod chustką zawsze zakładała ją do gotowania, odkąd przez lata była kucharką w szkolnej stołówce. Oczy starannie podkreślone, usta z błyszczykiem taki nawyk, który teraz wydał się mu zbyt młodzieńczy. Po co się tak stroi na starość?
Nie powinien być tak surowy, ale rzucił:
Makijaż w twoim wieku to nonsens! Nie pasuje ci.
Usta Małgorzaty drgnęły, nie odpowiedziała, i do stołu go tym razem nie zaprosiła. Może i dobrze. Pierogi pod ściereczką, herbata zaparzona poradzi sobie sam.
Po szybkim prysznicu i kolacji, nastrój Michała łagodniał, wracały myśli o mijającym dniu. Siedząc w ulubionym fotelu, narzucił na siebie gruby szlafrok, udając, iż czyta gazetę. Przypomniała mu się nowa pracownica.
Jest pan bardzo interesującym mężczyzną, i atrakcyjnym.
Michał miał 56 lat i kierował działem prawnym dużej spółki w Warszawie. Podlegał mu niedawny absolwent prawa i trzy kobiety po czterdziestce. Niedawno kolejna odeszła na urlop macierzyński, na jej miejsce zatrudniono nową Zofię.
Przyjął ją dzisiaj pierwszy raz do gabinetu od razu wyczuł aromat delikatnych perfum i powiew młodości. Twarz w jasnych lokach, błękitne oczy patrzące śmiało. Soczyste usta, pieprzyk na policzku. Trudno uwierzyć, iż ma 30 lat dałby jej co najwyżej 25.
Rozwiedziona, matka ośmioletniego syna. Michał nie wiedział czemu, ale pomyślał: „Dobrze.”
Podczas rozmowy nieco z nią kokietował, żartując, iż trafiła na starego szefa. Zofia zarzuciła długimi rzęsami i odpowiedziała słowami, które długo go później prześladowały.
Żona już nieobrażona, wieczorem pojawiła się z naparem z rumianku. Michał się skrzywił wiecznie nie w porę jednak wypił z przyjemnością. Przyszło mu na myśl, co teraz robi młoda, piękna Zofia? Serca ukłuła od dawna zapomniana zazdrość…
****
Zofia po pracy wstąpiła do Biedronki. Ser biały, chleb, dla siebie kefir na kolację. Do domu wróciła bez uśmiechu, neutralna. Mechanicznie objęła syna, Krzysia, który wybiegł na jej powitanie.
Ojciec majsterkował na balkonie miał tam swoją małą pracownię, matka krzątała się przy wieczornej zupie. Zofia gwałtownie rozpakowała zakupy, wspomniała, iż boli ją głowa i prosiła, by jej nie przeszkadzać. W rzeczywistości czuła tylko pustkę.
Od rozwodu z ojcem Krzysia, kilka lat temu, próbowała udowodnić sobie i innym, iż zasługuje być czyjąś główną kobietą.
Ale wszyscy, którzy byli warci zachodu, już byli żonaci i szukali jedynie przygód.
Nawet ostatni pracowali razem, wydawał się zakochany, dwa płomienne lata, wynajął jej mieszkanie dla wygody, ale gdy zrobiło się poważnie, nakazał się rozstać i… zmienić pracę.
Sam znalazł jej miejsce. Zofia znów z synem i rodzicami pod jednym dachem. Matka współczuła, ojciec twierdził, iż Krzyś musi wychowywać się z matką, a nie tylko z babcią i dziadkiem.
Małgorzata przeczuwała od dawna, iż mąż przeżywa kryzys wieku. Niby wszystko mieli, ale czegoś zasadniczego brakowało. Bała się myśleć, co mąż uzna za to zasadnicze. Próbowała łagodzić sytuację. Gotowała jego ulubione potrawy, zawsze była zadbana, nie zaprzątała mu uwagi rozmowami o uczuciach, choć sama bardzo tego potrzebowała.
Zajmowała się wnukiem, działką. Ale Michał się nudził, chodził po domu markotny.
Może dlatego, oboje szukali zmian i od razu narodził się romans Michała z Zofią. Po dwóch tygodniach od jej zatrudnienia, zaprosił ją na obiad i podwiózł do domu.
Dotknął delikatnie jej dłoni, ona spojrzała zarumieniona.
Nie chcę się rozstawać. Przyjedziemy do mnie na działkę? szepnął chrapliwie. Zofia kiwnęła głową, zaraz ruszyli z miejsca.
W piątek Michał skończył pracę godzinę wcześniej niż zwykle, ale żona otrzymała sms dopiero po dziewiątej: Jutro porozmawiamy.
Michał nie przeczuwał, iż te słowa oddadzą w pełni pustkę nadchodzącej rozmowy. Małgorzata wiedziała, iż nie sposób płonąć uczuciem po 32 latach małżeństwa.
Ale mąż był jej tak bliski, iż utrata go równała się utracie cząstki siebie. Niech już narzeka, złości się, szuka nowych przeżyć, ale niech wraca do swojego fotela, kolacji, oddycha obok niej.
Małgorzata całą noc nie spała, szukając słów, które mogłyby uratować ich wspólne życie jej życie.
Z rozpaczy wyjęła album ślubny, patrzyła na młode siebie i jego szczęśliwych, przed którymi było całe życie. Wiele osób ją wtedy pragnęło. Przecież mąż powinien to pamiętać! Miała nadzieję, iż wróci, zobaczy ich szczęście i zrozumie, iż nie wszystko jest na straty.
Wrócił jednak dopiero w niedzielę. Wiedziała wtedy, iż wszystko się skończyło. Przed nią stał zupełnie inny Michał. Zanim mówił, już czuła w nim innego człowieka bez wstydu, pełnego energii.
W przeciwieństwie do niej, która bała się zmian, Michał ich pragnął i akceptował z entuzjazmem. Mówił tonem nieznoszącym sprzeciwu.
Od tej chwili Małgorzata mogła uznać się za wolną. O rozwód wystąpi on sam, jutro. Syn z rodziną przeprowadzi się do niej. Wszystko zgodnie z prawem dwupokojowe mieszkanie, w którym mieszkała rodzina syna, było formalnie własnością Michała, odziedziczone po ojcu.
Przeprowadzka do trzypokojowego do matki nie pogorszy warunków młodych, a sama Małgorzata będzie miała kogo doglądać. Samochód, oczywiście, zostaje Michałowi. Działkę zatrzyma dla siebie do odpoczynku.
Małgorzata czuła się żałośnie, nie mogła powstrzymać łez, które odbierały jej mowę. Błagała, by się zatrzymał, sięgnął pamięcią, pomyślał choćby o jej zdrowiu… To tylko go rozwścieczyło.
Zbliżył się do niej, wycedził przez zęby:
Nie ciągnij mnie w swoją starość!
…Nie można powiedzieć, iż Zofia zakochała się w Michale, gdy zgodziła się przyjąć jego oświadczyny w ich pierwszą noc, na działce pod Legionowem.
Status żony bardzo jej się podobał, a gorący rewanż wobec kochanka, który ją odtrącił, cieszył jeszcze bardziej.
Męczyło ją życie w mieszkaniu rodziców, pod kontrolą surowego ojca. Pragnęła stabilności. Michał jej to dawał nie najgorszy wybór.
Choć dobijał do sześćdziesiątki, nie wyglądał na dziadka: wysportowany, dość młodzieńczy, szef działu. Kompetentny, sympatyczny, a w łóżku czuły. Ceniła, iż koniec z wynajmowanym mieszkaniem, brakiem pieniędzy, niejasnością. Same plusy? No, były obawy co do wieku.
Po roku w Zofii narastało rozczarowanie. Czuła się jeszcze młoda, miała ochotę na wrażenia z życia: koncerty, aquapark, plaża w śmiałym stroju, spotkania z przyjaciółkami. Z łatwością godziła to z domem i synem ten nie przeszkadzał jej w aktywności.
Ale Michał wyraźnie siadał. W pracy był dynamiczny i skuteczny, ale w domu… stawał się zmęczonym człowiekiem, który pragnął ciszy i respektowania nawyków. Goście, teatr, choćby plaża wszystko w limitowanych dawkach.
Intymne życie? Bez sprzeciwów, ale zaraz po wszystkim spał choćby o dziewiątej wieczorem.
Jego delikatny żołądek nie znosił smażonego, kiełbasy, gotowych dań. Była rozpuszczona przez byłe żonę.
Latem wracał myślami do jej gotowanych potraw. Zofia gotowała pod kątem syna nie rozumiała, jak można mieć bóle od kotletów wieprzowych.
Nie trzymała w głowie listy wymaganych leków, uznając, iż dorosły mężczyzna sam sobie wszystko załatwi. Stopniowo coraz więcej czasu spędzała bez niego.
Wychodziła z synem, dołączała do paczki koleżanek. Było w tym coś dziwnego, jakby jego wiek motywował ją do przyspieszania życia.
Nie pracowali już razem dyrekcja uznała to za nieetyczne, więc Zofia przeszła do kancelarii notarialnej. Szczerze, odetchnęła nie musiała już być codziennie pod okiem męża, który coraz bardziej przypominał jej ojca.
Szacunek to było to uczucie, które Zofia miała do Michała. Czy to wystarcza do szczęścia pary?
Zbliżały się sześćdziesiąte urodziny Michała, ona marzyła o wielkiej imprezie. On zarezerwował skromny stolik w restauracji Pod Złotym Orłem, gdzie bywał wielokrotnie w życiu. Wyglądał na znudzonego, co w jego wieku wydawało się naturalne. Zofia się tym nie przejmowała.
Jubileusz świętowali koledzy z pracy. Stare, rodzinne pary i znajomi, z którymi bywał u boku Małgorzaty, już nie zaprosił. Rodzina daleko, a nie znalazł zrozumienia, żeniąc się z młodszą.
Syn się od niego odsunął. Ale czy ojciec nie ma prawa decydować o własnym losie?! Wierzył, iż to decydowanie będzie wyglądać inaczej.
Pierwszy rok z Zofią był jak miodowy miesiąc. Uwielbiał z nią bywać, pozwalał wydawać pieniądze (nie lekkomyślnie), wspierał w pasji do fitnessu, godził się na koncerty i szaleństwa kina. Pod wpływem tej fali, zapisał Zofię i jej syna jako właścicieli mieszkania. A później podarował jej swoją część działki.
Zofia, poza jego wiedzą, poprosiła Małgorzatę o oddanie jej połowy. I groziła, iż sprzeda dom całkiem obcym. Za pieniądze Michała wykupiła całość i przepisała na siebie. Tłumaczyła, iż to przez bliskość lasu i rzeki dobry dla dziecka. Teraz jej rodzice z Krzysiem mieszkali tam całe lato. Dla Michała choćby było lepiej nie znosił nadmiernego ruchu syna Zofii. Związał się z Zofią z miłości, nie z chęci wychowywania cudzych, hałaśliwych dzieci.
Stara rodzina się obraziła. Gdy dostali pieniądze, sprzedali swoją trzypokojową i rozjechali się. Syn z żoną kupił dwupokojowe, Małgorzata zamieszkała w kawalerce. Michała nie interesowało, jak sobie radzą.
I oto nadeszła sześćdziesiątka. Tyle osób życzyło mu serdecznie zdrowia, szczęścia, miłości. A on już dawno nie czuł ekscytacji. Z roku na rok narastała znana pustka.
Młodą żonę bez wątpienia kochał, ale nie nadążał za nią. Chciałby ją przytulić, zdominować, ale nie szło. Uśmiechała się, żyła po swojemu. Nigdy nie przekraczała granic co tylko go irytowało.
Ach, gdyby tak połączyć w niej duszę byłej żony! By przynosiła rumianek, zarzucała koc, gdy drzemał. Z chęcią chodziłby z nią wolno po parku. Gadali by wieczorami w kuchni, ale Zofia nie znosiła tych długich tematów. I chyba zaczynała się nudzić w łóżku. On tężał, przez co wszystko stawało się jeszcze trudniejsze.
Michał żałował w sercu, iż zbyt pochopnie się rozwiódł. Rozważni mężczyźni z kochanek czynią święto, a on uczynił z nich żonę!
Zofia ze swoim temperamentem pociągnie jeszcze przynajmniej dziesięć lat. choćby w czterdziestce będzie znacznie młodsza ode mnie. Ta przepaść tylko się pogłębia. jeżeli będę miał szczęście, odejdę we śnie. A jeżeli nie?
Te nie jubileuszowe myśli uderzały mu w skronie, przyspieszały puls. Wypatrywał Zofii była wśród tańczących. Piękna, z błyszczącymi oczami. Szczęście, oczywiście, budzić się z nią u boku.
Wyszedł z restauracji chciał zaczerpnąć powietrza, przewietrzyć smutek. Ale zaraz otoczyli go współpracownicy. Nie mogąc znieść narastającej niewygody, rzucił się do taksówki pod krawężnikiem. Poprosił, by ruszyć szybko. Później zdecyduje, gdzie jechać.
Pragnął znaleźć się tam, gdzie istotny był tylko on. Gdzie czekają, gdy tylko wejdzie. Gdzie cenią wspólnie spędzone chwile i można się odprężyć, nie bojąc się wyjść na słabego czy broń Boże starego.
Zadzwonił do syna, nieomal błagając, by podał nowy adres matki. Usłyszał należne przytyki, nie ustępował powtarzał, iż to sprawa życia i śmierci…
Przyznał, iż dziś miał jubileusz. Syn trochę zmiękł powiedział, iż matka może być z kimś. Nie z mężczyzną, tylko przyjacielem.
Mama mówiła, iż razem studiowali. Śmieszne nazwisko… Chyba Bułkowski?
Bułkiewicz poprawił Michał, czując ukłucie zazdrości. Wtedy bardzo ją kochał. Wielu ją pragnęło. Piękna, z charakterem.
Planując ślub z tym Bułkiewiczem, a on ją odbijał. Tyle lat minęło, a to wciąż wydaje się prawdziwsze niż nowe życie z Zofią.
Syn spytał:
Dlaczego ci to potrzebne, tato?
Michał poczuł uderzenie starej tęsknoty, zrozumiał, jak bardzo za nimi wszystkimi tęskni. Odpowiedział szczerze:
Nie wiem, synku.
Syn podyktował adres. Kierowca zatrzymał się pod wskazanym blokiem. Michał wysiadł, nie chciał, by świadkowie słyszeli, gdy będzie rozmawiać z Małgorzatą. Spojrzał na zegarek prawie dziewiąta, ale ona zawsze była nocną sówką.
Wybrał numer domofonu.
Odpowiedział jednak nie była żona, tylko męski, przytłumiony głos. Powiedział, iż Małgorzata jest zajęta.
Co się stało?! Czy wszystko o.k.? zapytał zaniepokojony Michał. Głos zażądał, by się przedstawił.
Jestem jej mężem! A pan pewnie Bułkiewicz! krzyczał Michał.
Głos spokojnie stwierdził, iż jest byłym mężem, więc nie ma prawa dręczyć Małgorzaty. Nie uznał za stosowne tłumaczyć, iż przyjaciółka bierze kąpiel.
Co, stara miłość nie rdzewieje? rzucił Michał z zazdrością.
Ale Bułkiewicz krótko odpowiedział:
Nie, ona staje się srebrna.
Drzwi nie zostały mu otwarte…












