Gorzeń Górny to niewielka miejscowość położona na skraju Beskidu Małego, niespełna 5 kilometrów od Wadowic oraz nieco ponad 50 km od Krakowa. Choć na pierwszy rzut oka wygląda jak zwykła polska wieś, skrywa pewien sekret. Znajdziesz w niej dwór, w którym niegdyś mieszkał wybitny poeta, prozaik i jeden z twórców polskiego ekspresjonizmu. Niektóre legendy głoszą, iż wewnątrz budynku wciąż można dostrzec jego ducha.
REKLAMA
Zobacz wideo Cud Podlasia wygląda jak wyspa na Pacyfiku
Co zobaczyć w Małopolsce? Ten dwór skrywa ciekawą historię
Dwór w Gorzeniu Górnym został zbudowany w XVIII wieku przez właściciela wsi Franciszka Skorupkę-Padlewskiego. Jak informuje portal zabytek.pl, początkowo była to parterowa budowla na planie trójkąta z przechodnią sienią. Na przełomie XVIII i XIX wieku rozpoczęła się rozbudowa posiadłości, ale dopiero w XIX wieku zyskała swój późnoklasycystyczny charakter. Wtedy też nadbudowano piętro. W 1876 roku (choć niektóre źródła mówią, iż w 1873), rezydencję zakupił Tytus Zegadłowicz, który pracował jako nauczyciel w wadowickim gimnazjum. Ponownie przeprowadzono w niej remont.
W 1908 roku dwór przeszedł w ręce jego syna, Emila Zegadłowicza, polskiego poety, prozaika, znawcy i kolekcjonera sztuki oraz tłumacza. Na przestrzeni lat w jego wnętrzach zgromadził pokaźną kolekcję obrazów i rzeźb twórców okresu międzywojennego. Nie brakowało także dzieł beskidzkiego rzeźbiarza ludowego Jędrzeja Wowry. Ponadto w rezydencji organizował liczne spotkania kulturalne, podczas których gościł znane osobistości.
Niegdyś okazały dwór, dzisiaj ruina. Z roku na rok niszczeje coraz bardziej
W 1939 roku w dworze zamieszkali niemieccy żołnierze, którzy splądrowali go i zniszczyli. Wiele dzieł sztuki zostało straconych. Kilka lat później to, co ocalało, uporządkowała żona twórcy oraz jego córka, tworząc w ten sposób prywatne muzeum nawiązujące do życia pisarza. Działało do 1980 roku, później zostało zamknięte na czas długoletniego remontu, ponownie otwarte i po raz kolejny zamknięte. Od 2017 roku, kiedy znaczną część zbiorów przekazano do Muzeum w Suchej Beskidzkiej, obiekt nie funkcjonuje i coraz bardziej niszczeje.
Po latach świetności zostały tylko wspomnienia. Co prawda pojawiały się głosy, iż rezydencja zostanie odnowiona, jednak pomimo faktu, iż jest wpisana do rejestru zabytków nieruchomych województwa małopolskiego, nic się w tym temacie nie dzieje. Zaczęły też krążyć wokół niej legendy, wedle których ma być nawiedzony. Niektórzy twierdzą, iż nocą wewnątrz można usłyszeć wycie oraz dostrzec ducha zmarłego poety, który wciąż nie może pogodzić się ze stratą skrupulatnie kolekcjonowanych dzieł sztuki. Lubisz zwiedzać miejsca "z dreszczykiem"? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.





