– Ludka, zwariowałaś na starość! Masz już wnuki w szkole, a ty o ślubie myślisz? – usłyszałam od sio…

newsempire24.com 11 godzin temu

Ludka, ty oszalałaś na stare lata! Wnuki już ci do szkoły chodzą, a ty za mąż wychodzisz? Takie słowa usłyszałam od siostry, gdy powiedziałam jej o ślubie.
No ale na co tu czekać? Za tydzień podpisujemy z Tolkiem papiery, czas było siostrze przekazać wieści. Oczywiście, na uroczystość się nie wybierze, bo mieszkamy na dwóch krańcach Polski. Poza tym nie zamierzamy w wieku sześćdziesięciu lat urządzać hucznej imprezy z okrzykami Gorzko, gorzko!. Cicho się pobierzemy i posiedzimy w dwójkę.

Możnaby w ogóle nie brać ślubu, ale Tolek się uparł. Dżentelmen z krwi i kości: drzwi do klatki przed panią otworzy, pod rękę poda, gdy wysiadam z auta, płaszcz nałoży. Bez pieczątki w dowodzie nie zgadza się żyć, mówi: Co ja, jakiś gówniarz? Ja chcę poważnych relacji. Dla mnie Tolek i tak ma w sobie coś z łobuziaka, chociaż włosy już szpakowate. W pracy wszyscy go szanują, tytułują tylko per pan Anatol. Tam rozwaga, powaga ale na mój widok, jakby czterdzieści lat z barków zrzucał. Chwyci mnie w objęcia i kręci w środku ulicy. Mi wprawdzie radośnie, ale też i głupio: Ludzie patrzą, zaraz będą gadać! A on: Jakich ludzi? Ja widzę tylko ciebie! I rzeczywiście gdy jesteśmy razem, czuję, jakby istniał jedynie świat Tolkowy i mój.

Ale pozostało moja rodzona siostra, której wszystko muszę się wygadać. Bałam się, iż Kasia jak większość zgani, a mi potrzeba była jej akceptacja. W końcu zebrałam się na odwagę i dzwonię.

Ludka! wykrztusiła z niedowierzaniem, gdy usłyszała o ślubie. Ledwo rok po pogrzebie Władka, a ty już sobie nowego znalazłaś!

Wiedziałam, iż ją tym zszokuję, tylko nie przewidziałam, iż aż o Władka się potknie.
Kaśka, pamiętam przerwałam. Ale powiedz, kto kręci tym zegarem? Jaki jest termin przyzwoitości? Po ilu latach mogę znów być szczęśliwa bez wyroku społeczeństwa?

Zamyśliła się:
No, wypadałoby z pięć lat odczekać.

Czyli powinnam Tolkowi powiedzieć: sorry, wpadnij za pięć lat, a na razie będę sobie w żałobie siedziała?

Cisza w słuchawce.
A po co to komu, no powiedz? ciągnęłam. Myślisz, po pięciu latach nikt nie będzie gadał? I tak znajdą się ci, co muszą sobie języczka pogimnastykować, a ja szczerze mam to w nosie. Twoje zdanie naprawdę się dla mnie liczy, więc jak się uprzesz, ten cały ślub odpuszczę.

Wiesz co, nie chcę być tą złą, bierzcie ślub choćby dziś! Ale wiedz, iż cię nie rozumiem i nie popieram. Zawsze miałaś swój światopogląd, ale iż na starość ci się już kompletnie poprzestawia Miej litość, poczekaj jeszcze ze rok.

Ale ja nie dawałam za wygraną.
A jak z Tolkiem mamy tylko jeszcze rok życia? No i co wtedy?
Usłyszałam pociągany nos:

Dajże spokój, rób, jak uważasz. Rozumiem, iż każdy szczęścia chce, ale tyle lat byłaś szczęśliwa
Zaśmiałam się.
Serio, Kaśka? Ty też uważałaś, iż byłam szczęśliwa? Ja tak twierdziłam. Dopiero teraz widzę, kim byłam zwykłym koniem pociągowym na rodzinny użytek. choćby nie przyszło mi do głowy, iż można żyć inaczej dla przyjemności!

Władek był porządnym człowiekiem. Wychowaliśmy dwie córki, mam pięcioro wnuków. Mąż powtarzał, iż w życiu rodzina najważniejsza. Spierać się nie miałam choćby kiedy. Najpierw harówka na rodzinę, potem na rodziny dzieci, potem na wnuki. Gdy starsza córka wyszła za mąż, już mieliśmy działkę, ale Władek postanowił rozbudować gospodarstwo, żeby wnukom swojskie mięso hodować.

Wzięliśmy hektar w dzierżawę i założyliśmy sobie klamrę na szyję, którą ciągnęliśmy rok po roku. Zaganialiśmy się ze zwierzyną pasza, sprzątanie, doglądanie. Przed północą się nie kładłam spać, a o piątej już na nogach! Cały rok na działce, do miasta tylko po zakupy albo sprawy urzędowe. Dzwonię czasem do koleżanek, a te: jedna właśnie wróciła z wnuczką z Mazur, druga z mężem w teatrze była. A ja? Do sklepu się wybrać nie miałam jak!

Bywało tak, iż bez chleba kilka dni siedzieliśmy, bo wyjazd do sklepu to święto, a inwentarz, jak domowy areszt. Jedyne, co dodawało mi siły dzieci najedzone, wnuki też, starsza córka samochód zmieniła dzięki naszym jajkom, młodsza zrobiła remont nie na darmo tyraliśmy. Koleżanka (ta z biura) przyjechała raz:
Ludka, nie poznałam cię mówi. Myślałam, iż tu na świeżym powietrzu wypoczywasz. Wyglądasz, jakbyś ledwo zipała! Po co ci to?

Dzieciom trzeba pomagać mówię.
Dzieci dorosłe, niech same sobie radzą, a ty pożyj trochę dla siebie.

Wtedy nie rozumiałam, co znaczy żyć dla siebie. Teraz już wiem: spać ile chcę, śmigać po sklepach, chodzić do kina, na basen, na biegówki. I co najpiękniejsze dzieci nie zubożały, wnuki nie głodują! Najważniejsze, iż nauczyłam się patrzeć na świat inaczej.

Dawniej, gdy zgarniałam liście na działce, denerwowałam się, iż taki bałagan, teraz cieszą mnie jak dzieciaka. Idę przez park, podrzucam je nogą i się śmieję. Polubiłam deszcz teraz nie muszę w nim uganiać się za kozami, tylko mogę przez okno kawiarni popatrzeć i rozmarzyć się. Dopiero teraz zobaczyłam, jakie zachwycające bywają chmury, zachody słońca i zwykłe skrzypienie śniegu pod butami. No i jak piękna jest nasza Warszawa! Oczy otworzył mi Tolek.

Kiedy zmarł mąż, byłam jak w malignie. Władek dostał zawału i odszedł zanim karetka dojechała. Dzieci sprzedały gospodarstwo, działkę i przywiozły mnie z powrotem do miasta. Pierwsze dni snułam się jak cień, nie wiedziałam, co począć. O świcie jak w zegarku budziłam się, chodziłam z kąta w kąt i nie miałam co ze sobą zrobić.

Aż pojawił się Tolek. Pamiętam, jak pierwszy raz wyciągnął mnie na spacer. Był sąsiadem i znajomym mojego zięcia, pomagał nam przy przeprowadzce z działki. Potem się przyznał, iż na początku nie miał co do mnie żadnych planów po prostu zobaczył zgaszoną kobietę i mu się zrobiło żal. Powiedział, iż od razu zauważył we mnie energię, tylko trzeba mnie z letargu wybudzić. Wziął na ławkę do parku, kupił lody, a potem zaproponował, żeby pójść do stawu nakarmić kaczki. Miałam kiedyś kaczki na działce, ale nigdy nie było czasu popatrzeć, jak rozkosznie pływają. Dopiero wtedy zobaczyłam, jakie są pocieszne, jak się nurkują po kawałek chleba!

Nigdy nie wierzyłam, iż można po prostu patrzeć na kaczki wyszeptałam. Na własne nie miałam ani chwili, a tu postój i patrz.

Tolek się uśmiechnął, wziął mnie za rękę i szepnął: Poczekaj, pokażę ci jeszcze tyle rzeczy! Odkryjesz świat na nowo.

I miał rację. Każdy dzień był dla mnie jak dla dziecka odkrywałam rzeczywistość na nowo i byłam tym zachwycona. Poprzednie życie zaczęło mi się wydawać ciężkim snem. choćby nie pamiętam, kiedy uświadomiłam sobie, iż bez Tolka, jego żartu, czułego dotyku nie potrafiłabym już być szczęśliwa. Aż któregoś ranka wstałam z myślą: To jest to, czego chcę jego, życia obok niego. Inaczej nie umiem.

Moje córki na początku były załamane! Krzyczały, iż pluję na pamięć ojca. Bolało mnie to, bo sama miałam wyrzuty sumienia. Dzieci Tolka przeciwnie ucieszyły się, mówiąc, iż teraz już mogą być spokojne o tatę. Została tylko rozmowa z siostrą, którą odkładałam jak najdłużej.

To kiedy ten ślub? zapytała Kasia po naszym długim dialogu.
W ten piątek.
No to co mam ci powiedzieć? Sto lat na stare lata rzuciła sucho i się rozłączyła.

Na piątek kupiliśmy z Tolkiem żarcie na dwie osoby, ubraliśmy się odświętnie, zamówiliśmy taksówkę i pojechaliśmy do urzędu. Wychodzimy z auta, a tam niemożliwe! przed Urzędem Stanu Cywilnego stoją nasze córki z zięciami i wnukami, dzieci Tolka z rodzinami, i najważniejsze moja siostra! Kasia z bukietem białych róż, cała rozpromieniona i zapłakana.

Kaśka, co ty tu robisz?! nie wierzyłam oczom.
A jakże, muszę wiedzieć, komu cię oddaję! zaśmiała się przez łzy.

Okazało się, iż wszyscy potajemnie się zmówili, zadzwonili do siebie i zaklepali stolik w kawiarni.

Kilka dni temu z Tolkiem świętowaliśmy rocznicę naszego ślubu. Stał się w rodzinie swoim człowiekiem. Ja do dziś nie wierzę, iż to się dzieje jestem tak bezwstydnie szczęśliwa, iż zaczynam się bać, żeby tego nie zauroczyć.

Idź do oryginalnego materiału