Lokalny Kraków „Towar macany należy do macanta”. Zaglądamy do warzywniaka pani Basi

krknews.pl 2 godzin temu

Na KRKNews.pl wielokrotnie pisaliśmy o kolejnych zamykanych sklepach i restauracjach. Rosnące czynsze, konkurencja ze strony internetowych platform sprzedażowych i zmieniające się zwyczaje klientów sprawiają, iż małym, lokalnym biznesom coraz trudniej utrzymać się na rynku. Nie chcemy jednak opowiadać wyłącznie o tych, którzy znikają z mapy Krakowa. W nowym cyklu „Lokalny Kraków” odwiedzimy więc miejsca, które wciąż działają i mają swoją historię. Zaczynamy od warzywniaka pani Basi w Bronowicach.

Tu w Bronowicach przychodzi się nie tylko po warzywa

Do warzywniaka na rogu ul. Bronowickiej i Bronisława Wallek-Walewskiego wchodzę o godz. 8.04, zaledwie cztery minuty po otwarciu. Pierwsi klienci już robią zakupy. Podczas półtoragodzinnej wizyty przez sklep przewija się kilkanaście osób. Dla lokalnej społeczności to miejsce szczególne – nie tylko ze względu na świeży asortyment, ale przede wszystkim na właścicielkę. Pani Basia swoją otwartością, serdecznością i poczuciem humoru skradła serca mieszkańców Bronowic.

Od pustego lokalu do osiedlowego punktu spotkań

Wszystko zaczęło się w 2014 roku. To wtedy pani Basia wraz z mężem postanowiła wynająć pusty lokal po dawnym warzywniaku i rozpocząć przygodę z handlem. Oboje wcześniej pracowali w zupełnie innych branżach, a własny biznes miał być zajęciem na emeryturę.

Początki nie były łatwe. Do interesu trzeba było dokładać, a rozruch trwał około roku. Zdarzało się, iż przez trzy, a choćby cztery godziny nie pojawiał się żaden klient. – Ludzie musieli się przyzwyczaić – tłumaczy dziś pani Basia, prawdopodobnie jedna z najbardziej rozpoznawalnych sprzedawczyń w okolicy.

„Dzień dobry” słyszy na każdym kroku i zawsze odpowiada. Przyznaje jednak szczerze, iż nie jest w stanie zapamiętać każdej osoby, która robi u niej zakupy.

Pobudka o 2.30 i dzień pełen obowiązków

Kiedy pytam panią Basię o największe wyzwanie związane z prowadzeniem warzywniaka, odpowiada bez wahania: wczesne wstawanie i chodzenie spać o godz. 20. Pobudka o 2.30 to dla niej codzienność. Po godz. 3 wychodzi z domu i jedzie po towar na Rybitwy, gdzie ma stałych, sprawdzonych sprzedawców.

Choć zawodowo była związana z Grodzkim Urzędem Pracy, wiedzę o warzywach i owocach ma w małym palcu. To zasługa rodziców, którzy najpierw mieli działki, a później także pole. – Wiem, z czym to się je, wiem, co jest dobre – zapewnia.

Po śmierci męża, który odszedł w zeszłym roku, pani Basia prowadzi warzywniak sama. Przy rozładowywaniu towaru pomaga jej pracownik, ale cała reszta obowiązków spoczywa na jej barkach. Mimo to nie narzeka. Kontakt z ludźmi daje jej ogromną satysfakcję, a relacje z niektórymi klientami wykraczają daleko poza zwykłe zakupy. Część z nich ma choćby jej numer telefonu.

Pani Basia wie o klientach niemal wszystko

No właśnie: klienci. Pytanie o to, czy pani Basia ma stałych klientów, mija się z celem – wszyscy są stali. Przychodzą młodsi i starsi. Na dwóch nogach i czterech łapach. Właścicielka warzywniaka zna ich historie rodzinne, problemy zdrowotne, a choćby poglądy polityczne.

– Każdy, kto sprzedaje, może napisać książkę o tym, który kupuje – podkreśla i śmieje się, iż czasem pełni rolę spowiednika.

Na tym jednak nie koniec. Pani Basia jest też punktem informacyjnym. – Pytają mnie, gdzie jest szewc, gdzie jest jakaś ulica czy Biedronka. Wszystko muszę wiedzieć – mówi.

Sama też zbiera lokalne newsy. Koniec końców dochodzimy do wniosku, iż jest naszym osiedlowym łącznikiem.

„Towar macany należy do macanta”

Przejdźmy jednak do clou, czyli samego warzywniaka. w okresie warzywa i owoce można kupić na zewnątrz, pod zadaszeniem. Wtedy to miejsce wręcz tętni życiem. Klienci wchodzą i wychodzą, a wielu z nich samodzielnie wybiera towar i ustawia się w kolejce z kolejnymi siateczkami pełnymi dobroci.

Pani Basia od lat nie zmienia układu sklepu. Wszystko ma swoje miejsce, dzięki czemu klienci mogą sprawnie zrobić zakupy, idąc – jak sama to określa – „jak koń z klapkami na oczach”. Trzeba tylko pamiętać, by nie dotykać nadmiernie produktów. Przypomina o tym tabliczka z napisem: „Towar macany należy do macanta”.

Od listopada do marca handel przenosi się do piwnicy. To spokojniejsze miesiące, kiedy klientów jest mniej. Dla niektórych starszych osób schody okazują się barierą nie do pokonania. – Widzimy się na wiosnę – słyszy wtedy pani Basia.

Zima oznacza więc mniejsze obroty, ale też chwilę wytchnienia. Właścicielka nie musi codziennie jeździć na giełdę i może wreszcie trochę dłużej pospać.

Co najlepiej się sprzedaje? To zależy od pory roku. Jesienią klienci chętnie kupują śliwki i dynie, latem królują nowalijki, truskawki, maliny, jeżyny i borówki. Przez cały rok niezmiennie można liczyć na klasykę: marchew, pietruszkę, cebulę i ziemniaki. Dużym powodzeniem cieszą się również wiejskie jajka (redakcja poleca!) i chrzan.

Świeżość zamiast szerokiego wyboru

Pytam panią Basię o konkurencję ze strony dyskontów, których w Krakowie nie brakuje. Okazuje się, iż na Rybitwach, gdzie zaopatruje się w towar, sprzedawcy czasem rozmawiają o tym problemie. Wszyscy mają podobne spostrzeżenia. Klienci opowiadają, iż po zakupach w dużych sklepach musieli wyrzucać część produktów. Wtedy przychodzą do pani Basi.

Ceny w jej warzywniaku są wyższe, ale właścicielka się tym nie przejmuje. Stawia na świeżość, a asortyment dostosowuje do potrzeb klientów i własnego doświadczenia. Kupuje to, o co proszą, ale też to, co wie, iż się sprzeda. Nie chce, by jedzenie się marnowało. Po egzotyczne owoce zawsze można pójść gdzie indziej.

„Trzeba mieć cierpliwość do ludzi i to lubić”

Pani Basia nie pracuje w niedziele. To dzień, w którym ma wreszcie czas dla siebie. Nie wszyscy rozumieją, iż sklep jest wtedy zamknięty. Pretensje zdarzają się również wtedy, gdy właścicielka gdzieś wyjedzie. – Dostaję wtedy opieprz – śmieje się.

Dla klientów mamy jednak dobrą wiadomość: warzywniak będzie działał, dopóki pani Basi starczy sił. Na razie nigdzie się nie wybiera.

Co trzeba mieć w sobie, żeby prowadzić własny biznes? – Cierpliwość do ludzi, chęci i trzeba to lubić – odpowiada. Na razie pani Basi niczego z tej listy nie brakuje.

Lokalny Kraków. Znasz biznes, który powinno poznać całe miasto?

Warzywniak pani Basi w Bronowicach otwiera nowy cykl KRKNews.pl. Chcemy opowiadać o ludziach, którzy od lat tworzą charakter krakowskich dzielnic.

Szukamy lokalnych przedsiębiorców działających od co najmniej 10 lat. Szewców, krawców, zegarmistrzów, właścicieli osiedlowych sklepów, kwiaciarni, piekarni czy zakładów fotograficznych. A może znasz inne miejsce, które od lat ma swoich wiernych klientów i ciekawą historię?

Zgłoś siebie lub kogoś, kogo warto odwiedzić. Napisz na [email protected] i opowiedz nam o swoim kandydacie.

Chcemy pokazywać Kraków z perspektywy ludzi, którzy od lat są częścią jego codzienności.

Idź do oryginalnego materiału