Zawsze wpadam w tę Polske jak śliwka w kompot, za dużo spraw, za dużo ludzi, za dużo wszystkiego. Jak w sztuce family reunion, gdzie cala rodzina spotyka się na Boże Narodzenie albo Thanksgiving i nagle budzą się rzeczy uśpione przez ostatni rok, a wszystkie emocje z dzieciństwa zaczynają szalony taniec. Coś jak Festen, Reunion, albo Sierpień w Hrabstwie Osage.
*ups, opublikował sie post niedokończony, jak to się w ogóle stało? 😄
Ale zostawiam, nie zmieniam, raczę się kompotem😁









