Uważa się, iż działają pobudzająco, a spożywane regularnie mogą wpływać na hormony. Afrodyzjaki, których w walentynki nie unikamy w kuchni, mogą dodać nie tylko magii, ale przede wszystkim smaku romantycznej kolacji.
Paweł Ksel, szef kuchni jednej z kieleckich restauracji przypomina starą prawdę. A ta głosi, iż do serca najłatwiej trafić przez żołądek.
– Możemy to zrobić poprzez różnego rodzaju afrodyzjaki, a więc produkty spożywcze, które poprawiają nasz nastrój. Z afrodyzjakami w pierwszej kolejności kojarzą się owoce morza, takie np. jak ostrygi czy krewetki, ale nie tylko one zaliczają się do tej grupy. Afrodyzjakami są też czekolada, ale i owoce, jak banan, arbuz czy granat – wymienia.
Paweł Ksel dodaje, iż powszechnie uznawane za afrodyzjaki są też różnego rodzaju przyprawy, takie jak imbir, chilli, wanilia czy lubczyk.
Szef kuchni zaznacza, iż afrodyzjaki warto wykorzystać, przyrządzając walentynkową kolację.
– Proponuję np. makaron z krewetkami z dodatkiem chilli i imbiru. Koniecznie postawmy na różnego rodzaju desery. Wykwintnym pomysłem będzie fondant z białej czekolady z dodatkiem chilli – podpowiada.
Afrodyzjakiem znanym od wieków był lubczyk. Zawiera on substancje, w tym także olejki eteryczne, wpływające na rozszerzanie naczyń krwionośnych, przez co wykazuje działanie pobudzające. adekwatności lubczyku dobrze znano w przeszłości. Przypisywano mu wręcz zdolność przyciągania sympatii – dziewczęta zasiewały lubczyk przy płotach, a liśćmi napełniały amulety. W kuchni stosowano go do wypieku chleba, ciast i oczywiście – co pozostało do dziś – do przygotowania rosołu.











