„Kochamy cię, synu, ale nie przyjeżdżaj do nas więcej.”

newsempire24.com 4 godzin temu

Kochamy cię, synu, ale nie przychodź już do nas.

Starość przytuliła małżonków w małym domku pod lasem w Krasnogórzu, tak starym, jak ich własne zmarszczki. Przeprowadzka nie wchodziła w ich wyobraźnię mieli już wszystko, co potrzebne: skrzypiące podłogi i wspomnienia, które dźwięczą jak dzwony w oddali. Wieczorami zasiadali przy kominku i przeglądali wspomnienia, niczym albumy pełne szczęśliwych chwil. Dzieci dorosły, założyły własne rodziny. Córka, Helena, mieszkała w sąsiedniej wiosce i często wracała z ciastem, a wnuki ciągle wpadały w drzwi, by dom nie stał się pusty. Syn, Kacper, wyjechał pięć lat temu i nie wrócił, pogrążony w pracy i podróżach po świecie. Niedawno zadzwonił, obiecując przyjazd.

Wieść rozgrzała serca Jana i Zofii. Jan wskoczył na swój stary rower i ruszył po warzywa, a Zofia rozmyślała, co ugotować, by sprawić synowi radość. Odliczali dni do przyjazdu Kacpra. Ten po raz drugi zawarł małżeństwo jego pierwsza żona kochała wędrówki po górach, więc rozstali się w milczeniu. Nie mieli dzieci, a teraz budował nowe życie.

Kacper przyjechał samochodem pod zmierzch, zjadł kolację i od razu położył się do snu. Rodzice usiedli cicho przy jego łóżku, by choć go zobaczyć; słowa nie przychodziły im łatwo, bo podróż go wyczerpała.

Jan radośnie rzekł:

Nasz syn będzie spał jak niedźwiedź, a jutro pomoże ściąć drewno, wyczyścimy obornik ze stodoły, przyniesiemy choinkę i przyozdobimy dom, bo od kilku lat nie mieliśmy szopki.

Zofia dodała:

W spiżarni trzeba naprawić podłogę, bo zaraz wpadniemy w otchłań.

Jan poszedł spać, ale Zofia nie mogła zostawić chłopca w spokoju kładła poduszkę, układała kołdrę.

Rano Jan wstał wcześnie, rozgrzał piec, by dom był ciepły, gdy Kacper się obudzi. Zofia zaczęła wyrabiać ciasto. Kacper wstał w południe, położył ręce na poduszce i stwierdził, iż nie spał tak głęboko od lat. Po śniadaniu włączył telewizor i usiadł wygodnie, by obejrzeć film.

Zofia zapytała:

Synu, pomożesz tacie w rąbaniu drewna?

Mamusiu, jestem tylko na kilka dni, daj tacie odpocząć w saunie, a ja sam się rozgrzeję.

Starsi razem dźwignęli wiadro wody ze studni, by napełnić łaźnię parową, milcząc przy tym.

Po obiedzie Jan powiedział:

Trzeba usunąć obornik ze stodoły. Masz siłę, idź i zrób to!

Co ty, tato? Myślisz, iż nie jestem zmęczony po pracy w mieście? Przyszedłem się wyluzować, a od razu robisz mi robotę.

Po łaźni Kacper otworzył butelkę wódki i zaczął narzekać na życie. Cały dzień Zofia i Jan wyczerpali się, a Kacper wciąż nic nie mówił: raz wspominał o luksusowym mieszkaniu z drogimi meblami, innym razem o rasowym jamniku, iż wszystkie kobiety są nieporadne, a praca nie sprawia już radości.

Rodzice nie wytrzymali i poszli spać. Kacper poczuł się urażony, więc rzekł, iż pójdzie do siostry, bo z nimi jest nudno. Zofia jęczała, zabrała kluczyki od auta i błagała go, by nie wsiadał. Kacper prawie wdarł się do drzwi, wpadł do pokoju, podkręcił telewizor do granic możliwości.

Starsi leżeli, chcąc zasnąć, ale sen wymykał się im. Jan podszedł do syna, zobaczył, iż już chrapie, wyłączył telewizor i położył się w ciszy.

Rankiem Kacper wybrał się na spacer po lesie. Zmarzł, wrócił do domu, rozgrzał się przy gorącej herbacie na kanapie. Nie pamiętał wczorajszego dnia, a Zofia cierpiała na ból głowy.

Rodzice spakowali synowi torbę pełną wiejskich smakołyków, a Kacper nie odmówił:

Tyle włożyliście! Moja żona będzie zachwycona, bo nigdy nie próbowała takiej kompoty. Mamy wszystko, a ja nie chcę wam przeszkadzać, więc wezmę to ze sobą. Zapomniałem przynieść prezenty na Nowy Rok, ale nie szkodzi, następnym razem przyniosę.

Zofia otrzepała łzę i rzekła:

Nie przyjeżdżaj więcej, synu! Kochamy cię, martwimy się, ale możesz siedzieć na kanapie w domu i oglądać telewizor, który jest droższy i lepszy niż nasz.

Kacper pojął, iż zranił rodziców, nie wiedząc, co powiedzieć. Skinął ręką, wsiadł do auta i odjechał do miasta, gdzie czekał na niego zwyczajny chaos.

Idź do oryginalnego materiału