W chwili, gdy przeszłam na emeryturę, mieszkałam sama w dużym, dwupokojowym mieszkaniu. Wielu innych emerytów w naszym bloku również zajmowało lokum znacznie większe, niż rzeczywiście potrzebowali. Gdy dzieci rosną, a cała rodzina mieszka razem, duże mieszkanie jest niezbędne, ale kiedy wszyscy rozchodzą się swoimi drogami, puste pokoje tylko potęgują poczucie samotności i pustki. To nie jest najlepsze rozwiązanie, ani pod względem wygody, ani kosztów nadszedł czas na remonty, ale na emeryturze brak i sił, i pieniędzy na większe zmiany czy ulepszenia.
Na same opłaty za media wydaję niemal połowę emerytury, podczas gdy praktycznie nie korzystam z połowy metrów kwadratowych. Utrzymywanie porządku też mnie przerasta mycie okien, sprzątanie podłóg i całego mieszkania z trzema pokojami zaczyna mnie zwyczajnie męczyć.
Czułam, iż muszę się przenieść, ale długo zwlekałam podjęciem decyzji. Przez lata przywykłam do swojego mieszkania i najbliższej okolicy, więc dopadały mnie rozterki. Wszyscy przyjaciele, całe moje dotychczasowe życie było związane właśnie z tym miejscem, a ja miałam je opuścić. Ostateczną decyzję podjęłam, gdy uznałam, iż z utrzymaniem dużego mieszkania nie dam sobie rady ani finansowo, ani fizycznie wiek zrobił swoje, a siły już nie te same.
Przy przeprowadzce pomogła mi rodzina, sama nie dałabym rady. Moja córka, Zuzanna, oraz zięć pomogli znaleźć nowe mieszkanie i zorganizować drobny remont. Choć nowe lokum było o wiele mniejsze, ani na chwilę nie pożałowałam tej decyzji.
Dla samotnej emerytki kawalerka to wręcz idealne rozwiązanie. Cieszę się z niższych rachunków, dokładne sprzątanie zajmuje mi godzinę, a na codzienne ogarnianie wystarcza dziesięć minut.
Nie czuję się tu przytłoczona wszystko jest pod ręką, meble i sprzęty zmieściły się bez problemu, a i tak zostało trochę wolnej przestrzeni.
Poprzedni właściciele zostawili dużą szafę narożną, która z powodzeniem zastąpiła mi spiżarnię, część rzeczy powędrowała na balkon. W pokoju zostawiłam tylko niezbędne meble kanapę, regał, stolik.
Stare meble, naczynia i różne niepotrzebne rupiecie, które latami zbierałam w dużym mieszkaniu, wyrzuciłam w nowym nie miałam na nie miejsca i tak naprawdę nigdy ich nie potrzebowałam, tylko się gromadziły.
Wiele osób uważa, iż w kawalerce nie da się wygodnie żyć. Oczywiście, gdyby ktoś chciał zostać na noc, byłoby trudno go przenocować. Ale ja nie mam takich gości i nie zamierzam organizować kolejnego miejsca do spania. Nie życzę sobie nikogo na noc przez lata wypracowałam własny rytm dnia i określone przyzwyczajenia, a czyjaś obecność tylko by mi to zaburzyła. Zresztą nikt mnie o takie nocowanie nie prosi.
Córka z rodziną mieszka niedaleko kiedy przychodzą w odwiedziny, po kilku godzinach wracają do siebie. Moje koleżanki też wpadają z wizytą, ale na noc zostawać nie chcą i nie muszą. choćby jeżeli by chciały, to nie jest to wygodne dla dwóch osób w jednym pokoju.
Każdy ma własną wizję miejsca na jesień życia niektórzy chcą zostać w dużym, dobrze znanym mieszkaniu, choć nie potrzebują już tyle przestrzeni, inni nie mają nic przeciwko zmianie na coś skromniejszego. Ja wiem, iż większego mieszkania na emeryturze nie potrzebuję, a jeżeli tylko zdrowie i finanse pozwolą, poradzę sobie sama choćby w trzy pokojach.
Myślę, iż decydując się na pozostanie lub na przeprowadzkę, emeryci powinni patrzeć nie tylko na metraż, ale również na inne wygody:
Dobra lokalizacja apteka, sklep, przychodnia blisko domu;
Bliskość miejsca zamieszkania dzieci, by łatwiej się odwiedzać;
W pobliżu park lub targ, gdzie można pójść na spacer.








