Pamiętam, iż kiedyś, w jednym z zimowych poranków, Bogna podeszła do męża leżącego na kanapie i powiedziała: Antoni, przekaż mi proszę kluczyki od samochodu, muszę odwieźć mamę do przychodni. Wystarczy mi dwie godziny, przywiozę ją całą i zdrową.
Antoni nie podniósł choćby wzroku od telefonu. Nie odparł krótko.
Co? Bogna spuściła rękę, zaskoczona. Masz wolne, nie wybierasz się nigdzie, a mama naprawdę źle się czuje, ciśnienie szaleje.
Powiedziałem nie, więc nie w końcu odłożył telefon i spojrzał na żonę. Kobieta za kierownicą to zawsze kłopoty. Ktoś się dympluje, ktoś w słup wjeżdża, a potem jeszcze coś straszy.
Bogna podeszła bliżej, zaciśnięła pięści. Co ty mówisz?!
Co ja nie powiedziałem? Ten samochód to jeszcze trzy lata kredytu, nie dam się wciągnąć w ryzyko odpowiedział, znowu zatopiony w ekranie.
Bogna spojrzała na nagą głowę męża, odwróciła się i z impetem zamknęła drzwi pokoju. W korytarzu wyciągnęła telefon i zamówiła taksówkę. Przejazd w obie strony kosztował sto pięćdziesiąt złotych. Mama przepraszała za kłopoty, a Bogna wcisnęła zęby, myśląc, jak łatwo mógłby to załatwić, gdyby miał ochotę.
Gdy wróciła, Antoni przywitał ją w przedpokoju z winnyma miną. Przepraszam, kochanie. Wiem, iż źle postąpiłem. Nie pomyślałem, iż mamie naprawdę potrzebna jest pomoc próbował ją objąć, ale ona się wycofała. Odstaw się.
Nie gniewaj się, Bogno, przepraszam! wołał dalej. Może zrobimy kawę? Albo wino? Pogadamy spokojnie?
Bogna włączyła czajnik i zaczęła myć naczynia z taką złością, iż zdawało się, iż rozkrusza talerze na proszek. Antoni stał jeszcze chwilę, po czym odszedł do pokoju.
Dwa miesiące minęły w napiętej ciszy. Bogna odpowiadała mężowi tylko wtedy, kiedy była zmuszona. Antoni próbował kilka razy zahaczyć o pojednanie, ale zawsze natrafiał na mur chłodnej obojętności.
W sobotnie rano Bogna stała w kuchni, krojąc warzywa do barszczu. Za oknem padał deszcz, a w mieszkaniu panowała prawie przytulna atmosfera. Włączyła cichą muzykę i w końcu odetchnęła po ciężkim tygodniu pracy.
Nagle usłyszała ostre pukanie w drzwi. Wytrzeć ręce ręcznikiem, podeszła i otworzyła, nie wiedząc, kto przychodzi tak wcześnie. Grażyna Kowalska? zapytała, spoglądając na wściekłą teściową, która stała na progu.
Straciłaś sumienie! wdarła się Grażyna. Myślisz tylko o tym, jak wciągnąć mojego syna w długi! Czy cię nie obchodzi, jak będzie żył dalej?
Bogna spojrzała zdezorientowana. O czym pani mówi? Co się stało?
Co się stało? krzyknęła teściowa, oczy płonęły gniewem. Twoja ręka rozbiła samochód Antoniego! Teraz mój syn będzie trzy lata spłacał kredyt za kupa złomu!
Bogna poczuła, jak ziemia ucieka spod nóg. Grażyno, ja nigdy nie siedziałam za kierownicą auta Antoniego. On sam mi odmówił, kiedy poprosiłam o kluczyki.
Kłamiesz! syknęła Grażyna. On mi wszystko wyznał! Jak mogłaś go pożyczyć, a potem roztrzaskać po drodze!
Wtedy w przedpokoju usłyszały się kroki i pojawił się Antoni. Grażyna natychmiast rzuciła się do syna. Ona nie przyznaje się! Antonku, kochanie, jak będziesz teraz żył? Trzy lata za zniszczony samochód! Bez auta i pieniędzy!
Bogna patrzyła na męża, licząc na wyjaśnienie. Antoni jedynie spuścił wzrok i ledwo skinął głową.
Antoni? zapytała chrapliwie Bogna. Powiedz mamie prawdę. Powiedz, iż nie wziąłem twojego auta.
Antoni milczał, zagłębiając się w myśl o własnych kapciach.
Kiedy dokładnie miałam rzekomo rozbić jego samochód? zapytała Bogna, głos miał metaliczny ton. Podaj konkretną datę.
Grażyna triumfalnie wyciągnęła telefon. Wtorek, godzina druga! Mam całą korespondencję z Antonim! wcisnęła telefon pod nos Bogny.
Bogna przewinęła w pamięci wtorkowe wydarzenia konferencję wyjazdową od siódmej rano do dziewiątej wieczorem.
We wtorek? rzuciła szyderczo, co sprawiło, iż Grażyna się wyciszyła. Wtorek byłam na konferencji, przez cały dzień.
Twarz teściowej zbledła.
Ale Antoni powiedział
Antoni skłamał przerwała Bogna, podchodząc do męża. Czyż nie? Opowiedz nam prawdę. Kto naprawdę rozbił twój cenny samochód?
Antoni podniósł głowę, a twarz mu zaróżowiała się. Mamo, przepraszam. Sam go rozbiłem drżał głos. Nie chciałem, żebyś się złościła i uważała mnie za nieudacznika. Pomyślałem, iż jeżeli obwinię Bognę, to
Przeniosłeś winę na niewinną! wybuchła Bogna, czując w sobie falę gniewu. I jeszcze mamę przeciwko sobie postawiłeś!
Grażyna zasiadła na krzesło, blada. Antonku, jak mogłeś? Po co kłamać? Pamiętasz, jak w osiemnastym roku podrapałeś tatowy samochód? Mama tydzień nie rozmawiała z tobą próbował chwycić matkę za rękę, ale ona się wycofała.
Więc postanowiłeś obarczyć winą Bognę? wstała Grażyna. Jesteś dorosłym mężczyzną! Nie możesz zrzucać odpowiedzialności na kobietę!
Bogna stała ze skrzyżowanymi ramionami, patrząc na scenę rodzinną. Jej złość przekształciła się w zmęczenie i rozczarowanie.
Wiesz co, Anton? Gdy odmówiłeś mi samochodu, by zawieźć mamę do lekarza, pomyślałam, iż jesteś po prostu skąpy. A to było jeszcze gorsze. Jesteś tchórzem.
Bogno, proszę, nie próbował podciągnąć żonę.
Stój! uniosła rękę. Nie potrzebuję twoich przeprosin. Gotów byłbyś zniszczyć nasz związek, by nie przyznać się przed mamą.
Chciałem być szczery! Po prostu nie wiedziałem, jak zacząć
Nie wiedziałeś, jak zacząć? roześmiała się gorzko Bogna. Przepraszam, Bogno tak zaczynają się prawdziwe rozmowy.
Grażyna nagle odezwała się do syna:
Antoni, wiesz, iż myślałam o Bognie źle? Uważałam ją za egoistkę i nieodpowiedzialną! A ona nic nie robiła!
Mamo, zmienię się, ja
Zmienisz się? Bogna podeszła do okna i spojrzała na szary, deszczowy dzień. A jak zamierzasz naprawić to, co teraz wiem o tobie? Że w trudnej chwili obwiniłbyś mnie, by sam wyjść suchym z wody?
W mieszkaniu zapadła cisza.
Bogno zwabił ją cicho Antoni co teraz robimy?
Nie odwróciła się do niego.
Nie wiem, Antoni. Myślałam, iż poślubiłam mężczyznę, na którego mogę liczyć. Okazało się, iż przy pierwszej okazji podstawi mnie pod nogi.
To nieprawda! Kocham cię!
Kochasz? w końcu odwróciła się. Kto kocha, nie postępuje tak. Kochający nie zmusza ukochanego do cierpienia dla własnego spokoju.
Grażyna wstała i podeszła do synowej.
Bogno, wybacz mi. Wybacz, iż uwierzyłam w kłamstwo i krzyczałam na ciebie. Byłam w błędzie.
Pani Grażyno, zrobiła pani to, co każda matka broniła swego dziecka. Nie mam do pani pretensji Bogna spojrzała na teściową, w oczach pojawiło się coś, co przypominało współczucie.
A do Antoniego? zapytała cicho Grażyna.
Do Antoniego mam pretensje potwierdziła Bogna. Bardzo poważne.
Antoni podskoczył i ruszył w stronę żony.
Bogno, powiedz, co mam zrobić? Jestem gotów na wszystko, byś mnie wybaczyła!
Teraz mówisz wszystko, a już raz skłamałeś i obarczyłeś mnie winą. To pokazuje twoją prawdziwą naturę, Antoni.
Zmieniam się!
Ludzie nie zmieniają się z dnia na dzień, a już tym bardziej, co potrafią zrobić tak podstępne.
Odeszła do kuchni, zostawiając męża i teściową samych z myślami. Za drzwiami docierały przytłumione głosy. Grażyna upominała syna za zachowanie.
A Bogna przemierzała w głowie różne scenariusze. Co dalej? Jak żyć z takim mężem?
Nie ma wyjścia. Bez względu na to, jak bardzo się starała, nie uda się zapomnieć tego, co się stało. Bogna otworzyła w telefonie wyszukiwarkę i wpisała: Jak gwałtownie się rozwieść?. Decyzja zapadła.












