13 marca 2025, Warszawa
Dziś wpadłem niespodziewanie do domu ciotki Haliny, by przekazać jej kilka dokumentów. Spotykamy się jedynie przy świątecznym stole, ale nagła potrzeba mnie przyspieszyła. Ciotka nie ma problemów materialnych, jednak jej zdrowie nie dopisuje się zbyt dobrze. Nie jestem skąpy wierzę, iż czystość i porządek są nieodzowne. Można żyć skromnie, ale dom wymaga dbałości.
W salonie wiszą setki pułapek na kurz, a półki są zapełnione figurkami, zestawami porcelany i słoikami po konfiturach, poukładanymi w stosy po kilkadziesiąt sztuk. W łazience stoi kuweta dla kota ciotka myje ją raz w tygodniu. Śmieci zalegają przy progu, a w mieszkaniu unosi się woń ścieków i rozkładającego się jedzenia.
Halina zaprosiła mnie do stołu, podając talerz z czymś z garnka. Gdy układała naczynia, zauważyłem, iż widelce są brudne. Bez namysłu sięgnąłem po chusteczki antybakteryjne, które miałem w torbie, i przetarłem je, zanim podano jedzenie.
Ciotka od razu to zauważyła. Gdy zacząłem zagłębiać się w posiłek, rzekła:
Nie masz ochoty? Czy coś ci nie smakuje?
Zaskoczony, nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Przypomniałem sobie, iż podobne sytuacje zdarzały się przy wigilijnej kolacji u sąsiadki Jadwigi, gdy każdemu podawano jedzenie dopiero po sprawdzeniu, czy wszystko jest czyste.
Z tej wizyty wniosłem, iż dbałość o szczegóły i szacunek dla wspólnego stołu buduje zaufanie lepszy jest porządek na talerzu niż wymówki.












