Nie każda nazwa użytkowa ma taką siłę, iż zaczyna funkcjonować jako określenie całej kategorii produktów. Zdarza się, iż przedmiot codziennego użytku przestaje być kojarzony z konkretnym producentem, a zaczyna żyć własnym językowym życiem. To opowieść o wynalazku, który wyszedł z laboratorium i na stałe zagościł w domach, pracy i podróży.
REKLAMA
Zobacz wideo Majorka poza sezonem? Ależ oczywiście! [VLOG]
Od laboratoryjnego eksperymentu do codziennego przedmiotu. Przypadek pomógł stworzyć ikonę
Początki termosu sięgają końca XIX wieku, kiedy naukowcy pracowali nad metodami przechowywania skrajnie zimnych substancji. Dopiero połączenie naukowego wynalazku z praktycznym zabezpieczeniem sprawiło, iż naczynie trafiło do zwykłych ludzi. Brytyjski fizyk James Dewar stworzył naczynie z podwójnymi ściankami i próżnią w środku, ale nie chronił swojego pomysłu patentem. Tę lukę wykorzystał berliński technik Reinhold Burger, który nadał wynalazkowi formę odporną na codzienne użytkowanie i zapoczątkował jego komercjalizację, choć później stracił bezpośredni wpływ na dalszy rozwój firmy.
Co ciekawe, Reinhold Burger początkowo chciał udoskonalić naczynie do celów laboratoryjnych, między innymi do bezpiecznego przechowywania skroplonych gazów. Z czasem dostrzegł jednak potencjał użytkowy tego rozwiązania i postanowił przystosować je do przechowywania napojów. To właśnie wtedy ogłoszono konkurs na nazwę nowego produktu, w którym zwyciężyło słowo "thermos", zaproponowane przez mieszkańca Monachium. Burger opatentował wynalazek w Niemczech, a jego laboratorium opracowało wersję w wytrzymałej metalowej obudowie, co otworzyło drogę do szerszego zastosowania poza laboratoriami.
Początkowa nieufność i pierwsze hasła reklamowe. Sprzedaż nie ruszyła od razu
Nowy produkt początkowo nie wzbudził większego zainteresowania ani wśród sprzedawców, ani klientów. Termos przez długi czas był uznawany za chwilową modę, która gwałtownie przeminie. Dopiero intensywna reklama oraz chwytliwe hasło obiecujące utrzymanie ciepła i chłodu bez dodatkowych źródeł energii zmieniły nastawienie rynku. Firma gwałtownie zaczęła udzielać licencji za granicą, inwestując ogromne środki w promocję, co w dłuższej perspektywie przyniosło przełom.
Gdy nazwa marki stała się nazwą produktu. Sukces okazał się problemem
W wielu krajach słowo termos z czasem przestało oznaczać konkretną markę (Thermos). Dla większości użytkowników była to po prostu nazwa każdego naczynia utrzymującego temperaturę. W Stanach Zjednoczonych sąd uznał, iż określenie to weszło do języka potocznego i jest używane w sposób generyczny, co ograniczyło ochronę znaku towarowego, choć sama marka nie została go całkowicie pozbawiona. Firma mogła dalej używać swojej nazwy, ale nie miała już pełnej kontroli nad tym, jak jest ona wykorzystywana. Warto też wspomnieć o tym, iż w drugiej połowie XX wieku termosy przeszły dużą zmianę technologiczną. Zastąpienie szkła stalą nierdzewną zwiększyło trwałość i umożliwiło masową produkcję.










