Już wszystko sobie załatwiłam!

polregion.pl 1 dzień temu

Nie, Zuzia, wy już macie dziecko, zajmijcie się Andrzejem sami odparła stanowczo teściowa, Tamara Iwanowa. Nie mam już sił, żeby się bawić przy dzieciach.

Tamara Iwanowo, co to za zabawa? odpowiedziała zdezorientowana Zuzanna. Andrzej ma dopiero trzy lata, jest sprytny i spokojny. Proszę tylko, żeby go przyjęłaś, nakarmiłaś i włączyła telewizor, a potem sam będzie czekał. Nie na zawsze, w końcu sam zacznie chodzić.

Trzy, siedem jaka to różnica? Dziecko to dziecko, to ogromna odpowiedzialność! A ja mam problemy z kręgosłupem i wysokie ciśnienie Nie, już mam dość.

Zuzanna zakrzywiła się z wściekłości i żalu, położyła słuchawkę i nie odpowiedziała.

Gdyby to była inna osoba, pewnie przyjęłaby odrzucenie. Ale w przypadku Tamary Iwanowej zdrowie poddawało się jej w sposób wybiórczy.

Całe lato teściowa spędzała w domku nad jeziorem. Tam się zdawało, iż jej dolegliwości nie istnieją ani ciśnienie, ani ból pleców nie dały się zauważyć. Co więcej, udało jej się uruchomić mały rodzinny biznes.

Posłuchaj, Zuzia, i tak będziecie kupować ziemniaki na zimę, prawda? Pomyślałam po co mi dzwonić po pieniądze, które i tak trafiają do kogoś innego? Sprzedam wam moje, zaproponowała rozsądnie Tamara Iwanowa. Z rabatem, oczywiście, jako zwrot inwestycji. Ty zyskasz, ja też. Pomagamy sobie.

Ziemniaki to nie jedyne, co sprzedawała. Tamara handlowała jabłkami, wiśniami i choćby bakłażanami. W rodzinie nikt nie przepadał za bakłażanem, ale Zuzanna i jej mąż Igor chcieli pomóc chorej, starszej kobiecie.

Tamara leczyła się nie tylko w domku, ale i nad morzem. Rok temu domagała się wyjazdu do Mielna na urodziny.

Rozumiem, iż wyjazd do Sopotu jest drogi, a wy macie dziecko powiedziała wielkodusznie teściowa. Ale są inne możliwości. Ja pojechałabym skromnie do Mielna, nie wypoczywałam od dwudziestu lat. Syn wychowywałam, nie miałam czasu w wakacje.

Trzeba było zaciągnąć pasy, żeby zadowolić Tamary. Symboliczne prezenty na Nowy Rok, podarte ubrania domowe, odłożona wizyta u rodziców Zuzanny w innym mieście wszystko dla teściowej, głównie pod naciskiem Igora.

Marzenie Tamary spełniło się: spędziła tydzień nad morzem, kąpała się w słońcu, a ciśnienie nie dało się ogłosić.

Teściowa nie musiała się martwić, bo syn co miesiąc przekazywał jej jedną trzecią pensji, a od czasu do czasu przynosił jedzenie i wpłacał potrzebne pieniądze.

Och, mam problem chyba pojawiły się karaluchy, będę musiała wezwać dezynsekcję i zmienić kanapę. Igor, pomożesz? Nie zostawisz mnie samej? błagała Tamara. Gdyby żył twój ojciec, daliśmy radę sami, ale ja już sama… Muszę zapłacić kucharzowi, kupić nową kanapę, wywieźć starą Strach się robi, ile to wszystko kosztuje.

Igor nie stał z boku. Pomagał, jak mógł, choć teściowa nie odwdziewała się natychmiast.

Cała pomoc Tamary była płatna, według cennika. Mogła zabrać wnuka na spacer, ale pod koniec dnia wystawiła rachunek za bułkę w parku i za zabawkę kupioną w sklepie. Ta zabawka kosztowała tyle, iż rodzice nigdy nie kupiliby jej sami. Pieniędzy zabrakło, głównie dzięki Tamary.

Nie mogłam mu odmówić wzdychała. Błagał o tę lalkę, płakał. Nie zostawiłam go głodnego. A ja mam tylko jedną emeryturę. To i tak taniej niż niania.

Brzmiało to logicznie, ale w sercu pozostał nieprzyjemny posmak, jakby Zuzanna była klientką, a nie członkiem rodziny.

Nie chcieliby obciążać starszej kobiety, ale okoliczności zmusiły ich do tego. Zuzanna i Igor kupili mieszkanie w nowej, obiecującej dzielnicy, którą deweloperzy opisywali jako przyszłość miasta.

To teraz peryferia miasta zapewniał Igor. Za parę lat będą tu przedszkola i szkoły. Wszystko już zaplanowano.

Szkoła wciąż była jedynie wykopanym w trawie dołem. Musieli szukać innych rozwiązań.

Najbliższa szkoła znajdowała się pół godziny jazdy autobusem, przy dwóch przesiadkach. Dla pierwszoklasisty to nie tylko trudny, ale i niebezpieczny szlak. Z drugiej strony, do mieszkania babci, które było pięć minut pieszo od szkoły, dotarcie było bajkowo.

Zuzanna zwróciła się więc do Tamary, tej samej, której tak pomagali. Myślała, iż to logiczne i wygodne. Teściowa jednak nie podzielała tego zdania. Jej odmowa była dla Zuzanny nagłym ciosem w brzuch.

Co pozostało? Nie było bliższej szkoły. Przeprowadzka nie wchodziła w grę. Rodzice mieszkali za daleko. Zwolnienie z pracy? Nie stać ich choćby na podstawowe wydatki.

Wszystkie drogi prowadziły donikąd, aż Zuzanna przypomniała sobie słowa Tamary: To i tak taniej niż niania. Niania

Twoja mama nie chciała nam pomóc powiedziała wieczorem Igorowi. Mam jednak pomysł. Zredukujmy dotacje twojej mamy i przeznaczmy te pieniądze na opiekunkę.

Igor najpierw podniósł brew, potem zmarszczył się. Był zdecydowanie przeciw planowi żony.

Co ty mówisz? Nie mogę nie pomagać jej! Wychowała mnie. Ma tylko jedną emeryturę, nie wytrzyma wszystkiego sama! westchnął. A ona nie tylko żywi się z naszego ogródka, ale też sprzedaje warzywa. Często bierzemy od niej więcej, niż potrzebujemy.

Ile ona z tego zarabia? Kopiejka! Gdyby kupcy płacili więcej, byłoby lepiej!

Zuzanna ciężko odetchnęła. Może był w tym trochę prawdy, ale nie rozwiązywało to ich problemu.

Co proponujesz? Nie stać nas na nianię, a ja nie mogę zwolnić się z pracy. Nie prosimy o pieniądze, a o pomoc w granicach możliwości Twoja mama jest dojrzała i, przepraszam, bardzo rozważna, znajdzie wyjście. A nasz syn? Sam powiedziała: zajmujcie się nim sami. Posłuchajmy jej.

Rozpoczęła się długa i trudna rozmowa. Igor mówił o długu, Zuzanna o poczuciu winy i manipulacjach ze strony teściowej. To była walka między ślepą miłością a twardą rzeczywistością finansową. Zwyciężyła ta druga.

Igor odważył się poinformować mamę o zmianach w domowym budżecie. Tamara Iwanowa zareagowała gniewnie, oskarżając Zuzannę o wszystkie grzechy, krzycząc, iż synowa knuje przeciwko niej, zabiera jej ostatnie grosze. Ale Igor nie uległ, bronił interesów Andrzeja.

Mamo, nie zostawiłaś nam wyboru podsumował pod koniec.

Zuzanna nie stała z rękami. Na rodzinnym czacie poznała Annę, mamę kolegi Andrzeja, która mieszkała blisko szkoły. Anna była w ciąży po drugim dziecku, była przyjazna i zgodziła się po godzinach odbierać obu chłopców, przygotowywać im obiad i pilnować do wieczora za niewielką opłatą.

Mijał miesiąc. Anna sumiennie wywiązywała się z obowiązków. Zuzanna codziennie przywoziła syciutego i uśmiechniętego syna. Andrzej świetnie się dogadywał z kolegą, razem bawili się i oglądali bajki. Budżet domowy trochę się wyrównał: okazało się, iż Tamara Iwanowa kosztowała ich więcej niż niania.

Na początku teściowa była obrażona i próbowała wywoływać litość, ale nie osiągnęła zamierzonego efektu i w końcu uspokoiła się. Jej zainteresowanie wnukiem także przygasło.

Czas poukładał wszystko na swoje miejsce. Może kiedyś Zuzanna i Igor pozwoliliby sobie na trochę wygórowane wydatki, ale zrobili to z miłości. Właśnie wtedy znaleźli siłę, by powiedzieć nie i skierować środki tam, gdzie naprawdę były potrzebne w bezpieczeństwo i szczęście własnego syna. Bo mieli dziecko dla siebie, a zajęcie się Andrzejem nie było już niczyją odpowiedzialnością.

Idź do oryginalnego materiału