Jeszcze raz nazwiesz mój obiad pomyjami, to będziesz jadła na ulicy! powiedziała Weronika teściowej.
Weronika spojrzała na zegarek wpół do siódmej. Kamil wróci z pracy za pół godziny, a Halina Romanówna już siedzi w salonie, przegląda magazyn i co jakiś czas rzuca niezadowolone spojrzenia w stronę kuchni. Jesienne zmierzchy spowijały miasto, a w mieszkaniu robiło się chłodno.
Włączyła palnik i postawiła patelnię. Dziś robiła kotlety drobiowe z kaszą gryczaną i sałatkę ze świeżych warzyw nic wykwintnego, ale pożywne i smaczne. Przez pięć lat małżeństwa Weronika nauczyła się gotować gwałtownie i syto, bo po pracy w salonie kosmetycznym nie było czasu w kulinarne arcydzieła.
Znowu coś smażysz dobiegło z salonu. Całe mieszkanie śmierdzi.
Weronika w milczeniu przewróciła kotlety. Halina Romanówna wprowadziła się do nich pół roku temu, po sprzedaży swojego jednopokojowego mieszkania na obrzeżach. Oficjalnie żeby pomóc z kredytem, ale w rzeczywistości teściowa nie dała ani grosza, a pieniądze przeznaczyła na wyjazd do sanatorium i nowe meble do swojego pokoju.
W drzwiach zaskrzypiał klucz i do przedpokoju wszedł Kamil. Pracował jako inżynier w fabryce, wracał zawsze zmęczony, ale w dobrym humorze.
Cześć, kochanie Kamil pocałował Weronikę w policzek. Jak tam? Pachnie pysznie.
Kolacja prawie gotowa Weronika uśmiechnęła się do męża. Idź się umyj, już nakrywam.
Kamil poszedł do łazienki, a Halina Romanówna pojawiła się w kuchni. Teściowa była wysoką kobietą z krótką fryzurą i nawykiem mówienia tego, co myśli, nie zważając na uczucia innych.
Kamil powinien jeść porządnie, a nie takie tandety Halina Romanówna pokręciła głową, patrząc na patelnię. Mężczyzna ciężko pracuje, a ty karmisz go byle czym.
Weronika rozłożyła talerze na stole. Serwetki, sztućce, chleb. Wszystko jak zwykle. Przez pół roku wspólnego życia teściowej takich komentarzy nazbierało się wystarczająco, by nauczyć się je ignorować.
Mamo, co ty mówisz Kamil wyszedł z łazienki i usiadł przy stole. Weronika świetnie gotuje.
Tak ci się wydaje, bo nie wiesz, jak powinna gotować prawdziwa gospodyni Halina Romanówna zajęła swoje miejsce. Moja teściowa, niech spoczywa w pokoju, mogła nakarmić dziesięć osób jednym rosołem. A ta
Weronika podała kotlety z kaszą. Kamil wziął widelec i spróbował.
Bardzo smaczne, dziękuję.
Halina Romanówna uważnie obejrzała swoją porcję, odkroiła mały kawałek kotleta, przeżuła i skrzywiła się.
Jakie pomyje tu gotujesz!
Słowa zawisły w powietrzu. Weronika zastygła z salaterką w rękach, wpatrując się w teściową. Brwi się ściągnęły, oczy zwęziły. Halina Romanówna dalej przeżuwała, ignorując reakcję synowej.
Kamil odłożył widelec i zmieszany spojrzał to na żonę, to na matkę. W mieszkaniu zrobiło się tak cicho, iż słychać było tykanie zegara na ścianie.
Weronika powoli postawiła salaterkę na stole. Wstała, zebrała swój talerz i talerz męża, choćby nie tknąwszy jedzenia. Zaniosła je do zlewu i włożyła do zmywarki. Potem wróciła po sałatkę i chleb.
Weronika, co ty robisz? Kamil spróbował zatrzymać żonę. Jeszcze nie jadłem.
Zjesz jutro Weronika dalej sprzątała ze stołu. Kuchnia zamknięta.
Halina Romanówna uniosła brwi i uśmiechnęła się:
Co za dziecinada! Robić teatr przez jedno słowo.
Weronika odwróciła się do teściowej. Głos brzmiał spokojnie, ale czuć w nim było stal:
Jeszcze raz nazwiesz mój obiad pomyjami, to będziesz jadła na ulicy.
Daj spokój Halina Romanówna machnęła ręką. Co ty się tak przejmujesz?
Weronika nie odpowiedziała więcej. W milczeniu pozmywała naczynia, wytrzęsła ręce i poszła do sypialni. Kamil został przy pustym stole, a Halina Romanówna dopijała herbatę, mrucząc coś o rozpuszczonej młodzieży.
W sypialni Weronika usiadła na łóżku i spojrzała przez okno. Na zewnątrz paliły się latarnie, padał drobny jesienny deszcz. Pięć lat temu, wychodząc za Kamila, Weronika wyobrażała sobie zupełnie inne życie. Wtedy Halina Romanówna wydawała się zwykłą teściową trochę szorstką, ale nie złą. Kamil był uważny, troskliwy, i Weronika myślała, iż z czasem relacje z jego matką się ułożą.
Ale pół roku wspólnego życia pokazało prawdziwe oblicze Haliny Romanówny. Krytyka stała się codziennością. Weronika źle gotuje, sprząta nie tak, ubiera się wyzywająco, pracuje nie tam, gdzie trzeba. Kamil próbował łagodzić konflikty, ale zawsze stawał po stronie matki, gdy dochodziło do otwartego starcia.
Weronika Kamil zajrzał do sypialni. Nie obrażaj się na mamę. Wiesz, jaka jest bezpośrednia. Ale w głębi serca dobra.
Dobra? Weronika odwróciła się do męża. Kamilu, twoja matka nie powiedziała ani jednego dobrego słowa przez pół roku. Ani razu nie pochwaliła, nie podziękowała. Tylko krytyka i obrażanie.
Ona zawsze mówi prawdę w oczy. Nie każdy to docenia.
Nazywanie mojego jedzenia pomyjami to prawda w oczy?
Kamil usiadł obok żony na łóżku:
Słuchaj, może spróbujesz gotować coś innego? Mama lubi tradycyjne dania barszcz, ziemniaki z mięsem
Weronika uważnie spojrzała na męża. On naprawdę nie rozumiał, o co chodzi. Dla Kamila matka była nieomylnym autorytetem, a żona osobą, która ma się dopasować do rodzinnych tradycji.
Gotuję to, co umiem i co nam smakuje. jeżeli twojej matce nie pasuje niech gotuje sama.
Mama już nie młoda, trudno jej
Kamilu Weronika wstała z łóżka. Twoja matka ma pięćdziesiąt osiem lat. Jest zdrowa, sprawna i w pełni zdolna sobie ugotować. Ale woli siedzieć w fotelu i krytykować mnie.
Nie mów tak o mamie.
A jak mam mówić? Pół roku znoszę jej docinki, staram się dogodzić, a w odpowiedzi słyszę tylko obel












