Jesteś zdrajcą – ślubu nie będzie!

twojacena.pl 1 tydzień temu

Dziennik 13 kwietnia

Miłość moja, co ty mi za głupoty tu pokazujesz? Marek ledwo zerknął na zdjęcie. Kocham tylko ciebie i nikogo innego nie potrzebuję. To na pewno jakiś Photoshop.
Tak? Kto miałby to niby robić? zabolało mnie, iż Marek tak pobłażliwie podchodzi do wszystkiego. choćby nie próbował się poważnie tłumaczyć, mówił z leniwym wzruszeniem.

Salon kosmetyczny, który dostałam po babci, nigdy nie był szczytem moich marzeń. Bardziej kochałam swoją pracę nauczycielki plastyki w plastyczniaku przy ul. Grottgera. Z majątku nie zrezygnowałam salon przynosił niezłe pieniądze, a prowadziła go bardzo porządna kierowniczka pani Iwona.

Dzięki temu, iż mogłam robić to, co lubię, nie musiałam o nic się martwić. Tylko rodziny mi brakowało.

Po śmierci babci czułam się bardzo samotna, aż po roku na wernisażu poznałam Marka. Przystojny facet z nieśmiałym uśmiechem, szarmancki, dobry i troskliwy od razu mnie zauroczył.

Po dwóch miesiącach zaprosił mnie do siebie, by poznać jego ojczyma, pana Jerzego.

Mój tata zmarł, gdy miałem cztery lata opowiadał Marek. Mama ożeniła się z panem Jerzym dziesięć lat później. Nigdy nie mówiłem do niego „tato”, ale mamy dobre relacje. Kiedy dwa lata temu mama zmarła, zostałem z nim w mieszkaniu.

Pan Jerzy od razu przypadł mi go gustu. Elegancki, bystry, świetnie się wypowiadał, mimo 56 lat wyglądał jakby miał kilka lat mniej. Ja chyba też mu się spodobałam.

Fart się do naszego obiboka uśmiechnął powiedział ze śmiechem, całując mnie w rękę.

Tato, czemu „obiboka”? złapał się na udawaną urażoną minę Marek.

Bo prawdziwy mężczyzna nie pracuje jako kierownik sklepu modelarskiego zaśmiał się Jerzy. Żartuję, najważniejsze, iż trafiła ci się świetna narzeczona!

Z początku peszyłam się tymi ich żartami, ale potem pół wieczoru śmiałam się z Jerzego, aż Marek był lekko zazdrosny.

Sześć miesięcy później Marek się oświadczył. Byłam zakochana po uszy, szczęśliwa, snułam już wizje rodzinnego życia. I wtedy, nagle, ktoś przysłał mi zdjęcia w wiadomości.

Na fotografiach mój Marek czule obejmuje i całuje jakąś dziewczynę. Typowy jego nieśmiały uśmiech. Data? Zrobione ledwie parę tygodni temu.

Miłość moja, co ty mi za głupoty tu pokazujesz? próbował zbyć wszystko Marek.

Serio? Kto miałby to rozsyłać? czułam się, jakby mnie nie brał na poważnie.

Nie mam pojęcia odpowiedział lekko, choćby się nie przejął. Różni są wariaci.

Wtedy wybuchłam. Każdy inny by przynajmniej próbował się tłumaczyć, przysięgał, groził szukaniem winnego A Marek zawiódł mnie i jeszcze nie poczuwał się choćby do żalu.

Ty jesteś zdrajcą! Ślubu nie będzie! uciekłam od niego, zalana łzami, a on patrzył tylko zdumiony.

Przez trzy dni płakałam zamknięta w mieszkaniu, potem przez tydzień nie wychodziłam w ogóle, wzięłam zwolnienie. Analizowałam wszystko. Marek ani razu się nie odezwał. W końcu jakoś się pozbierałam.

A może te zdjęcia są faktycznie spreparowane? Przecież dziś, dzięki AI, można zrobić wszystko Może ktoś celowo nas skłócił? Tak łatwo się poddałam

Zaczęłam szukać dziewczyny z fotografii przez Internet. Udało się była prawdziwą osobą. Miała profile w trzech portalach społecznościowych. Nazywała się Wiktoria, gwałtownie napisała, iż może się spotkać.

To stare zdjęcia uśmiechnęła się. Minął już ponad rok.

Jak to? Przecież tu jest data byłam zbita z tropu.

Datę każdy może sobie dorobić, jak chce spojrzała na mnie z pobłażaniem. jeżeli ktoś się uprze.

To ty to zrobiłaś?

Ja? Po co? Z Markiem rozstałam się dawno, byliśmy razem może ze dwa miesiące kompletnie nie dla mnie. Teraz mam zaręczyny przed sobą.

Naprawdę? Na twoim profilu nic nie widać

Szczęście uwielbia ciszę odpowiedziała bez żenady Wiktoria. Ale na pewno wrzucę po ślubie zdjęcia.

Okazało się, iż ktoś rzeczywiście próbował rzucić cień na Marka, a ja uwierzyłam i skrzywdziłam go. Musiałam to naprawić.

Ale Marek, na moje SMS-y i telefony, nie odpowiadał. Po dwóch dniach zdecydowałam się pojechać do niego do domu.

Pojechałam wieczorem, żeby mieć pewność, iż go zastanę. I wtedy zobaczyłam Marka wysiadającego z samochodu mojej byłej przyjaciółki Kingi.

Dorastałyśmy razem na jednym osiedlu, kiedyś choćby się trzymałyśmy, ale później nasze drogi się rozeszły. Kinga była przebojowa, głośna, przyciągała wszystkich swoją energią. Ja raczej cicha, więc kontakt się rozluźnił. Znów porozmawiałyśmy dopiero, kiedy zmarła moja babcia.

Kinga bardzo nalegała, żebym sprzedała salon. Stwierdziła, iż świetnie by tam wyglądały jej gabinety masażu dwa już miała, ale lokalizacja mojego salonu była wymarzona.

Wiedziałam, co się wyprawia w tych gabinetach No i sama nie miałam zamiaru pozbywać się swojego salonu.

Wciąż odmawiałam Kingi, a ona dalej naciskała. Więc co postanowiła odebrać mi narzeczonego?

Nagle para ciepło się pożegnała, Kinga odjechała.

I widzisz, mówiłem ci, iż Marek to leń! usłyszałam znajomy głos za plecami.

Dobry wieczór, panie Jerzy wymamrotałam.

Dobry wieczór! Twój Marek sobie dobrze radzi. Może powinnaś wyjść za mnie? mówił niby żartem, ale jego oczy były poważne.

Przepraszam, nie mam teraz głowy zająknęłam się i niemal uciekłam przed nim do domu.

Znaleźć Kingę nie było trudno. Gdy dotarłam na swoje osiedle, właśnie parkowała samochód.

Chcesz mi odebrać narzeczonego? spojrzałam w jej oczy. Ze zdjęciami ci się nie udało, już wszystko wiem.

Jakie zdjęcia? była szczerze zdziwiona.

Udajesz, iż nie przysłałaś mi tych fotek? Próbowałaś pogrążyć Marka razem ze sobą?

Daj spokój, ja niczego ci nie wysyłałam. A Marek sam ostatnio mnie zaczepił, myślałam, iż już zerwaliście.

Sprawdziłam, czy kłamie wyglądała na szczerą. Musiałam wszystko przemyśleć w domu.

Myślałam, iż już zdecydowałaś się sprzedać salon! krzyknęła mi na odchodnym, ale choćby się nie obejrzałam.

Gdy tylko usiadłam w mieszkaniu, jeszcze raz zadzwoniłam do Marka. Tym razem odebrał.

Przyjedź, jak chcesz powiedział apatycznie. Chyba coś mnie bierze, nie czuję się najlepiej.

Nie musiał dwa razy powtarzać.

Marek, pomyliłam się! Przepraszam cię, bardzo. Po prostu strasznie cię kocham i się zdenerwowałam. Wszystko wyglądało przekonująco. Przepraszam…

Dobra, bywa wzruszył ramionami.

Jesteś wspaniały! rzuciłam mu się na szyję. Tak bardzo cię kocham!

Ale Marek delikatnie mnie odsunął.

Zostańmy przyjaciółmi.

Jak to? Mieliśmy się pobrać

Lenko skrzywił się żenię się z Kingą.

Co? Przecież przysięgałeś miłość Mieliśmy się pobrać

Daj spokój z dramatami. Szczerze mówiąc, przez twoje wybuchy emocji zrezygnowałem. Poza tym Kinga ma lepszy biznes, więcej zarabia. Muszę zadbać o przyszłość.

Nie wiedziałam, co powiedzieć. Zamurowało mnie. Marek po prostu mnie wykorzystał, a teraz zamienił na kogoś innego bez mrugnięcia okiem.

Wybiegłam z jego mieszkania, zbiegłam po schodach, a na ławce przed blokiem upadłam i nie mogłam się ruszyć.

Po paru minutach dosiadł się pan Jerzy.

Biedna jesteś pogładził mnie po głowie. Lepiej, iż teraz to wyszło

Tylko nie umiem zrozumieć, kto za tym wszystkim stoi?! wybuchłam płaczem.

Ja powiedział pan Jerzy cicho.

Pan?! Dlaczego?! łzy zatrzymały się ze zdziwienia.

Zakochałem się w tobie już tamtego wieczoru, gdy pierwszy raz przyszłaś do nas. Od razu wiedziałem, iż bym chciał się z tobą ożenić ale ty nie zwracałaś uwagi. Ciągle tylko ten Marek, Marek… Po co ci on? Pewnego razu usłyszałem, jak się chełpi kolegom, iż złowił zamożną pannę.

Wtedy zrozumiałem, iż cię nigdy nie zostawi dla mojego dobra, więc postanowiłem pomóc losowi. Ważniejsze, iż miałem okazję Zresztą, nieistotne.

Zrujnował mi pan życie!

Uratowałem je. Później byś tylko bardziej cierpiała. Wychodź za mnie, Leniu, dobrze?

Jest pan nienormalny! wstałam gwałtownie i wróciłam do domu.

Wyprowadziłam się niedługo potem z miasta, ale pan Jerzy mnie znalazł. Namawiał, próbowaliśmy się spotykać, z czasem zostaliśmy po prostu przyjaciółmi.

Rok później pan Jerzy zmarł, zostawiając mi całe mieszkanie. Wcale mnie to nie ucieszyło przywykłam do jego obecności i rozmów.

Marek strasznie się złościł, iż nie dostał mieszkania po ojczymie. Ale ja już nie miałam do niego żadnych uczuć.

Idź do oryginalnego materiału