Jedna ofiara co 30 minut. To najgroźniejsza epidemia w historii kraju

zycie.news 1 godzina temu

Najnowsze dane mówią o niemal 5 tys. potwierdzonych zakażeń i ponad 2,3 tys. zgonów. Sytuacja jest szczególnie trudna, ponieważ za zachorowania odpowiada rzadki wariant wirusa, przeciwko któremu nie ma zatwierdzonej szczepionki ani swoistego leczenia.

Najtragiczniejsza epidemia eboli w historii kraju

Według danych opublikowanych 17 sierpnia 2026 roku w Demokratycznej Republice Konga potwierdzono 4945 zakażeń wirusem ebola. Zmarło co najmniej 2325 osób. Oznacza to, iż obecna epidemia jest najbardziej śmiercionośną z dotychczas odnotowanych w tym kraju i drugą najtragiczniejszą w historii świata.

Więcej ofiar pochłonęła jedynie epidemia, która w latach 2014–2016 dotknęła przede wszystkim Gwineę, Liberię i Sierra Leone. Obecna fala rozwija się jednak wyjątkowo szybko. Liczba zakażeń w ciągu około dwóch miesięcy przekroczyła poziom, do którego podczas poprzedniej dużej epidemii w Kongu dochodzono przez ponad dziesięć miesięcy. Reuters informuje, iż choroba rozprzestrzenia się około pięć razy szybciej niż podczas wcześniejszych epidemii w DRK na podobnym etapie.

Przedstawiciele Organizacji Narodów Zjednoczonych przekazali, iż w ostatnim okresie ebola odbierała życie średnio jednej osobie co 30 minut. Jest to średnia statystyczna obrazująca tempo narastania bilansu, a nie informacja o zgonach następujących w regularnych odstępach.

Wirus dotarł już do kolejnej prowincji

Epidemia została oficjalnie ogłoszona w połowie maja 2026 roku w położonej na północnym wschodzie kraju prowincji Ituri. Późniejsze badania wskazały jednak, iż wirus mógł krążyć wśród mieszkańców już kilka miesięcy wcześniej. Pierwsze zachorowania nie zostały prawidłowo rozpoznane, co dało chorobie czas na rozprzestrzenienie się poza pierwotne ogniska.

Ebola dotarła już do sześciu prowincji Demokratycznej Republiki Konga. Najwięcej przypadków przez cały czas odnotowuje się w Ituri, ale nowe zakażenia pojawiają się także w innych regionach. Problemem pozostają przypadki, których nie udaje się połączyć z wcześniej znanymi chorymi. Według ekspertów choćby 70–80 proc. nowych infekcji może występować poza monitorowanymi łańcuchami transmisji. To oznacza, iż rzeczywista skala epidemii prawdopodobnie nie została jeszcze dokładnie rozpoznana.

Konflikt i brak zaufania utrudniają walkę z ebolą

Wschodnia część Demokratycznej Republiki Konga od lat pozostaje obszarem konfliktów zbrojnych. Przemieszczanie się ludności, ataki na placówki medyczne i problemy z transportem utrudniają lekarzom docieranie do chorych. Zespoły prowadzące badania i śledzące kontakty zakażonych są przeciążone, a część pracowników ochrony zdrowia nie otrzymuje wynagrodzeń na czas.

Kolejnym wyzwaniem jest nieufność mieszkańców wobec personelu medycznego. Niektórzy chorzy zgłaszają się do ośrodków dopiero wtedy, gdy ich stan jest już bardzo ciężki. Wiele osób umiera poza placówkami leczniczymi. Utrudnia to zarówno zapewnienie skutecznej pomocy, jak i bezpieczne przygotowanie pochówku.

Wirus przenosi się przez bezpośredni kontakt z krwią lub innymi płynami ustrojowymi zakażonej osoby. Źródłem infekcji mogą być również przedmioty i powierzchnie zanieczyszczone takimi płynami. Szczególnie ryzykowne są tradycyjne ceremonie pogrzebowe, podczas których dochodzi do kontaktu z ciałem zmarłego.

Brakuje zatwierdzonej szczepionki na wariant Bundibugyo

Za obecną epidemię odpowiada wirus Bundibugyo, będący jednym z gatunków wywołujących chorobę ebola. W przeciwieństwie do lepiej znanego wirusa Zaire nie ma w tej chwili zatwierdzonej szczepionki ani swoistego leku przeznaczonego właśnie dla tego wariantu. Badane są eksperymentalne preparaty, jednak nie są one jeszcze powszechnie dostępne.

Nie oznacza to, iż lekarze pozostają bezradni. Wczesne rozpoznanie choroby oraz szybkie rozpoczęcie intensywnego leczenia wspomagającego mogą zwiększyć szanse pacjenta na przeżycie. Podstawowe znaczenie ma uzupełnianie płynów, wyrównywanie zaburzeń elektrolitowych oraz leczenie pojawiających się powikłań.

Pierwsze objawy eboli mogą przypominać inne infekcje. Pojawiają się gorączka, silne zmęczenie, bóle mięśni i głowy oraz ból gardła. Następnie mogą wystąpić wymioty, biegunka, ból brzucha i zaburzenia pracy wątroby lub nerek. Krwawienia, powszechnie kojarzone z ebolą, nie występują u każdego chorego. Okres inkubacji wynosi od dwóch do 21 dni, a zakażona osoba nie przenosi wirusa przed wystąpieniem objawów. WHO

Czy epidemia eboli zagraża Polsce?

Mimo dramatycznej sytuacji w Afryce ryzyko dla mieszkańców Polski i pozostałych państw Unii Europejskiej jest oceniane jako bardzo niskie. Ebola nie rozprzestrzenia się drogą powietrzną tak łatwo jak grypa czy COVID-19. Do zakażenia potrzebny jest bezpośredni kontakt z płynami ustrojowymi osoby chorej lub skażonymi przedmiotami.

Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób podkreśla jednak, iż państwa powinny być przygotowane na możliwość pojawienia się pojedynczych przypadków przywleczonych. Osoby powracające z regionów objętych epidemią, u których pojawi się gorączka lub inne niepokojące objawy, powinny niezwłocznie skontaktować się ze służbami medycznymi i poinformować o odbytej podróży. ECDC

WHO wciąż widzi szansę na opanowanie epidemii

Światowa Organizacja Zdrowia uważa, iż ograniczenie transmisji w ciągu najbliższych trzech miesięcy przez cały czas jest możliwe. Warunkiem pozostaje jednak zapewnienie odpowiednich środków, personelu i miejsc dla pacjentów. W ostatnich tygodniach przygotowano około 400 dodatkowych łóżek, a do regionu mają zostać skierowani kolejni epidemiolodzy.

Na działania przeciwko eboli WHO potrzebuje 115 mln dolarów. Do tej pory udało się zgromadzić około 60 proc. tej kwoty. Eksperci ostrzegają, iż bez szybszego wykrywania chorych, skutecznego monitorowania kontaktów oraz odbudowania zaufania lokalnych społeczności epidemia może trwać znacznie dłużej.

Idź do oryginalnego materiału