Co to za przeziębienie? W jakim stanie on jest? zaskoczyła teściowa. W łóżku, ale nic poważnego, trochę gorączki, wszystko w porządku, zima dopiero się zaczęła. To nie zwykła zima! To przez twoją pracę przynosisz do domu wszystkie te kasy z zakupami! Ile razy mam ci mówić zmień zawód!
Zuzanna spała, gdy nagle rozległ się donośny stuk. Ktoś otworzył drzwi wejściowe! Przetarła oczy i spojrzała na budzik dopiero ósma rano!
Krzysiu, kochanie, to ty? zapytała zdziwiona Zuzanna, nasłuchując domowych odgłosów.
Odpowiedzi nie było. Usłyszała jedynie szelest otwierających się drzwi do łazienki i ciszę
Zuzanna rzuciła na siebie domowy szlafrok i pobiegła bosą stopą do łazienki.
Otworzyła drzwi i zaniemówiła z zaskoczenia.
Krzysztof stał przy lustrze, rozciągnął usta i przyglądał się wystawionemu językowi.
Zuzanno, czy to prawda, iż kiedy ktoś się przeziębi, język staje się biały? zapytał.
A ty przeziębiłeś? szeptała sennie Zuzanna.
Chyba tak odpowiedział Krzysztof, dotykając czoła. Potrzebuję termometru. Gdzie go mamy? Daj, położę się. choćby z pracy zwolnili mnie. Pewnie trzeba wezwać lekarza.
Zuzanna wyciągnęła termometr. 37,2°C. No to już zima, Krzysztof się położył. Lekarka zjawiała się po godzinie i wystawiła zwolnienie lekarskie.
Zuzanna zadzwoniła do mamy:
Czy mogłabyś odebrać Szymona z przedszkola? Nie może wrócić do domu Krzysztof jest przeziębiony.
Mama była zachwycona uwielbiała wnuka, mieszkała sama, a Szymon był jej radością.
A co z Krzysiem? Coś poważnego?
Nic specjalnego. Lekarka przyjechała, dała zwolnienie, przepisano leki, będziemy odpoczywać.
A jak się czujesz? zatroskany głos mamy.
Wszystko w porządku! Muszę jeszcze na drugą zmianę w pracy, poproszę teścię, żeby wieczorem zajrzała, Krzysia odwiedziła. I tak cały tydzień drugie zmiany. Dziękuję, mamo, umówmy się.
Co zrobić? Trzeba zrobić lekki rosół na bulionie drobiowym, a więc jeszcze szybka wyprawa do sklepu, oprócz apteki. Z zamrażarki wyciągnąć udka kurczaka, kupić marchew i ziemniaki.
W aptece wzięła wszystkie potrzebne rzeczy. Po obiedzie obudziła męża.
Krzysiu, wstawaj, jedz zupkę potrząsnęła Zuzannę za ramię.
Rozbudzony Krzysztof usiadł na łóżku.
Ojej, mdli mnie! Czy mogę dostać zupkę w łóżku? Nie mogę dojść do kuchni.
Naprawdę tak źle? Dobrze, przyniosę. Potem zmierzysz temperaturę
Zjadł rosół, zmierzył przez cały czas 37,2°C. Zuzanna podała tabletki. Krzysztof odwrócił twarz w stronę ściany i znów zasnął. Dzięki Bogu. Żeby nie przeziębiła się, mąż dostaje pełne wynagrodzenie za zwolnienie, a Zuzanna w sklepie musi kombinować. Kredyty w domu nie pozwalają na słabość. Zadzwoniła do teściowej:
Inga Stanisława, Krzysztof przeziębiony. jeżeli coś, zajmij się nim wieczorem. U nas wieczorem klientów mnóstwo, nie mogę go złapać.
Co to znaczy przeziębiony? W jakim jest stanie? wykrzyknęła teściowa.
W łóżku. Nic poważnego, trochę gorączki, wszystko w porządku, zima dopiero się zaczęła.
To nie zwykła zima! To przez twoją pracę, ciągle przywozisz z kasy te wszystkie rzeczy do domu! Ile razy ci mówię zmień pracę!
Inga Stanisławo, nie jestem słaba! Przecież sama mówiliście, iż Krzysztof jako dziecko potrafił się zaraz położyć. Zimno zaczęło się, więc nie mam nic do roboty
Aby nie przedłużać rozmowy, Zuzanna gwałtownie przerwała teściowej. Inga lubi wyolbrzymiać drobne sprawy i mogła już za godzinę stać przy drzwiach. Niech sobie patrzy, Zuzanna i tak musi się szykować do pracy.
I tak teściowa przybiegła z kartonikami ziołowych naparów dla syna, mówiąc nie zaszkodzi. Niech będzie, jej zdanie najważniejsze. Zmieniła mu koszulkę na suchą, głośno krzycząc:
No proszę, leży w mokrej koszulce, więc jeszcze bardziej mu gorzej. Dlaczego tego nie zauważyłaś?
Ingo, on już spał, co mogłam zrobić?
Zuzanna poszła do pracy. Po kilku godzinach poczuła osłabienie. No i co, i ona jest słaba! Ale nie można przyznać się, trzeba dokończyć zmianę. Wieczorem zmierzyła temperaturę wyższa niż u męża. Chciała narzekać Krzysztofowi, ale on był zajęty sobą.
Coś mnie trzęsie i dymi. Mama dała mi herbatę z malinami i miodem, trochę mi lepiej, ale do nocy znowu kiepsko. Co mam wziąć?
Wiesz, i mnie coś nie gra
Weź coś, co chcesz odparł Krzysztof, patrząc w lustro na swój biały język. No dalej, wciąż biały.
Tak, nie może się przeziębić! Nie ma komu się narzekać, a jeżeli powie o tym mamie, będzie dzwoniła co pięć minut z radami; teściowa go potępi, a mąż i tak będzie w swoim świecie.
Podjęto decyzję nie narzekać, brać leki po cichu i iść do pracy. Kredyty nie znikną same.
Cały tydzień Krzysztof rozpuszczał się w słabości, a wydawało się, iż nie ma nieszczęśliwszego człowieka choć termometr wskazywał dokładnie 37°C, on zawsze twierdził, iż czuje się fatalnie.
Teściowa wpadała z kolejnych mikstur i naparów. Zuzannie najmniej chciało się z nią spotykać w domu, jej wygląd nie zachęcał.
Mężczyzna nic nie zauważa zasypia przy telewizorze, przy telefonie. Gdy wracał, Zuzanna mierzyła temperaturę, i dopiero czwartego dnia wszystko było w normie.
Osłabienie było, ale dało radę. Krzysztof leżał dłużej, domagał się jedzenia do łóżka, pomiaru temperatury, przyniesienia napoju.
Teściowa mawiała, iż jako dziecko był słaby, a teraz po raz pierwszy w pięcioletnim małżeństwie zachorował i to było nie do zniesienia!
Małe osłabienie, ale on walczył, ciągle narzekając na złe samopoczucie.
W następnym tygodniu wypisano go ze szpitala. Szymona odebrano do domu. Jutro Krzysztof wraca do pracy.
Siedząc przy wieczornej herbacie w kuchni, opowiadał:
Kiedy byłem mały, wszystko przetrzymywało się łatwiej, a teraz to już nie do wytrzymania, nie uwierzysz!
No i co w tym szczególnego? Dlaczego tak nie wytrzymałeś?
Och, gdybyś była na moim miejscu! Łatwo mówić, kiedy jest się zdrowym.
A ja też byłam! Miałam to samo, ale ty po prostu tego nie zauważyłeś.
Krzysztof spojrzał nieufnie na żonę, po czym chytrze się uśmiechnął, jakby ją przekonał:
Żartujesz? No dobra, chodźmy spać!
Zuzanna westchnęła ze smutkiem tak, on nic nie zauważył
No i dobrze
Jak w tym żarcie kobieta, która rodziła, jedynie w przybliżeniu rozumie, co mąż odczuwa przy temperaturze 37°CW kuchni rozbrzmiało ciche kliknięcie włącznika, a lampka nocna rzuciła ciepłe światło na stół, przy którym leżała otwarta książka z przepisami na domowe napary. Zuzanna położyła rękę na ramieniu Krzysztofa, czując pod palcami delikatne drżenie nie od gorączki, ale od ulgi. Wiesz, szepnęła, cały ten tydzień był jak burza, ale przyniósł nam coś ważnego iż nie musimy walczyć sami. Krzysztof skinął głową, a w jego oczach pojawił się blask, którego nie widziała od miesięcy.
Wtem drzwi do salonu otworzyły się powoli, a Inga Stanisława weszła z koszykiem pełnym świeżych jabłek i herbaty z imbirem. Mój drogi, przyjmij to jako znak, powiedziała, kładąc je na stole. Zuzanna uśmiechnęła się, a w powietrzu zniknęła napięta cisza, zastąpiona zapachem cynamonu i wspólnej troski. Teściowa usiadła przy nich, a ich rozmowa, początkowo pełna krytyki, przeszła w cichy plan, jak razem podnieść dom na nowy poziom podzielić wydatki, wspierać się w chorobie i w codziennych obowiązkach.
W końcu, po kilku chwilach, wszyscy zasnęli na miękkich poduszkach rozłożonych przy stole, a w tle delikatnie grała stara melodia fortepianowa, którą Krzysztof kiedyś grzał w radiu. Gdy noc przygasała, Zuzanna pomyślała, iż choćby najgorszy wirus nie ma szans przeciwko sile rodziny, której ciepło rozświetla ciemność. Z zaufaniem w sercu zamknęła oczy i po raz pierwszy od dawna poczuła, iż w domu naprawdę panuje wiosna.












