Jak teściowa zabrała nam syna
Odkąd nasz syn, Krzysztof, ożenił się z Kingą, niemal zupełnie przestał nas odwiedzać. Teraz każdą wolną chwilę spędza u swojej teściowej, pani Grażyny. Ona zawsze nagle czegoś pilnie potrzebuje. Zastanawiam się nieraz, jak ona sobie wcześniej radziła, zanim jej córka wyszła za naszego Krzysia.
Krzysztof z Kingą są po ślubie już ponad dwa lata. Po weselu młodzi zamieszkali osobno, w mieszkaniu, które kupiliśmy Krzysiowi, gdy zaczynał studia w Warszawie. Zawsze bardzo dbaliśmy o syna, wspierając go na każdym kroku. Jeszcze przed ślubem mieszkał sam, bo to mieszkanie było blisko jego pracy.
Nie mogę powiedzieć, iż od początku nie polubiłam Kingi. Po prostu miałam wrażenie, iż ona pozostało zbyt dziecinna na to, by tworzyć szczęśliwy związek, chociaż różnica wieku między nią a naszym synem to tylko dwa lata. Kinga nie raz zachowywała się jak mała dziewczynka, była kapryśna, a Krzysiu wszystko jej wybaczał. Martwiłam się, jak on będzie sobie radził w małżeństwie z kimś tak niedojrzałym.
Po spotkaniu z jej mamą przekonałam się, skąd w Kindze ta dziecinność. Pani Grażyna, choć jest w moim wieku, zachowuje się jak nastolatka. Być może znacie osoby, które nie dorastają nigdy, choćby gdy mają już swoje lata. Są bezradne, wiecznie potrzebują pomocy. Kiedy Kinga brała ślub, jej matka była już po szóstym rozwodzie.
Nigdy jakoś między nami nie zaiskrzyło. Grażyna żyje w swoim świecie i z nami rozmawia tylko z konieczności. Nasze kontakty ograniczają się do grzecznościowych życzeń na święta i tyle.
Pierwsze niepokojące sygnały pojawiły się jeszcze przed ślubem, bo Kinga ciągle kazała Krzysztofowi jechać do swojej mamy: a to przeciekał jej kran, a to wysiadła jej lampka, a to półka się urwała w kuchni. Za pierwszym razem przymknęłam na to oko w końcu w jej domu nie ma męskiej ręki, ktoś musi pomóc.
Ale potem tych domowych awarii w mieszkaniu Grażyny wcale nie ubywało. Krzysztof coraz rzadziej znajdował dla nas czas, tłumacząc, iż muszą jechać do mamy Kingi. choćby święta zaczęli spędzać u teściowej, a u nas przy stole zostawaliśmy tylko ja, tata i moja mama.
Pół biedy, iż syn przestał uczestniczyć w większych rodzinnych wydarzeniach, ale zaczęły się także odmowy, kiedy potrzebowaliśmy jego pomocy.
Kupiliśmy nową lodówkę i poprosiliśmy Krzysia, żeby pomógł wnieść ją na trzecie piętro. Najpierw się zgodził, ale potem zadzwonił, iż jednak musi jechać z Kingą do jej matki, bo zalewa ją pralka.
Kiedy mój mąż Andrzej zadzwonił do syna, usłyszał w tle, jak Kinga mówi: A nie możecie zamówić kogoś z firmy przeprowadzkowej?. Krzysztof przyjechał, ale był strasznie rozdrażniony.
Tato, nie mogłeś zadzwonić po fachowców? Muszę teraz dźwigać przez was.
Pękłam wtedy. Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego matka Kingi sama nie zadzwoni po hydraulika czy elektryka? Może ona żyje w jakiejś innej rzeczywistości, gdzie nie ma numerów do takich usług? Krzysiu tłumaczył, iż trzeba jej pomóc, bo teraz wszyscy tylko naciągają ludzi; naprawią byle jak, pieniądze wezmą.
Wtedy Andrzej, mój mąż, nie wytrzymał i rzucił do syna, iż pani Grażyna może się nie zna na naprawach, ale owcę by poprowadziła najlepiej w całej Polsce. Krzysztof natychmiast się obraził i wyszedł trzaskając drzwiami. Ja się nie wtrącałam, bo wiedziałam, iż Andrzej ma racjęnowa rodzina syna dosłownie zawładnęła jego życiem. Dla nich jest złotą rączką, dla nas nie ma choćby chwili czasu.
Od tamtej sprzeczki Krzysztof nie odzywa się do ojca już ponad dwa tygodnie. Andrzej również nie zamierza zrobić pierwszego kroku w stronę zgody. A ja jestem rozdarta między nimi wiem, iż mąż ma powody do żalu, ale uważam, iż mógł wyrazić swoje zdanie nieco łagodniej. Teraz Krzysiu jest obrażony, nie chce widywać ojca, a ja w tym wszystkim boję się stracić syna przez głupstwo.
Mąż kategorycznie nie chce podjąć kontaktu, syn też jest nieugięty, twierdząc, iż nie odnowi relacji, dopóki nie usłyszy przeprosin. Tylko pani Grażyna wydaje się być zadowolona z całej sytuacji!










