Jak można tak upaść? Córeczko, nie wstyd ci? Ręce i nogi masz zdrowe, czemu nie pracujesz? słyszała żebrząca dziewczyna z dzieckiem, siedząc na zimnym chodniku.
Jadwiga Nawrocka powoli stąpała między regałami ogromnego supermarketu na warszawskim Ursynowie, uważnie przyglądając się kolorowym opakowaniom. Bywała tu codziennie, tak jak inni chodzą do pracy. Nie kupowała wielu produktów nie miała dla kogo. Żyła sama, więc każdy wieczór wykorzystywała, by uciec od samotności w oświetlone, gwarne wnętrza sklepu.
Latem łatwiej jej było znosić ciszę czterech ścian zawsze mogła przysiąść z sąsiadkami na ławce. Zimą, kiedy mróz dawał się we znaki, pokochała spacery po nowym supermarkecie.
Było tu tłoczno, unosił się piękny zapach świeżej kawy, w tle rozbrzmiewała cicha muzyka. Produkty ustawione na półkach, w jaskrawych opakowaniach, przypominały jej dziecięce zabawki i nie mogły nie wywołać uśmiechu.
Staruszka podniosła z półki jogurt truskawkowy, zmrużyła oczy, starając się odczytać skład i odłożyła go z powrotem. Taka przyjemność była poza jej zasięgiem finansowym, ale oglądać można zawsze.
Oglądając bogactwo towaru, przypomniała sobie czasy minione, sklepy, gdzie o deficytowy towar trzeba było walczyć z innymi klientkami jak lwice. Przypomniały jej się szare papierowe torebki, w które zawijano wtedy zakupy.
Uśmiechnęła się blado, wspominając, jak wychowywała swoją jedynaczkę. Dla córeczki była w stanie przetrwać każdą kolejkę. Myśli o niej zawsze powodowały, iż serce biło szybciej. Jadwiga zatrzymała się przy mrożonych rybach i ciężko wsparła się na lodówce.
Przed oczami stanęła jej roześmiana twarzyczka jej Juleczki z burzą rudych loków, wielkimi szarymi oczami i piegami na nosie.
Co za piękna była dziewczynka pomyślała ze smutkiem.
Pod surowym wzrokiem ekspedientki podeszła do stoiska z pieczywem.
Julka była jej jedynym szczęściem. Dziewczyna wyrosła na mądrą i zaradną, ale kiedy zrozumiała, iż praca nie uczyni jej szczęśliwej, zdecydowała się na surogację. Jadwiga od początku ostrzegała, iż to nie skończy się dobrze.
W wieku dwudziestu lat kto słucha matki? Gdyby ojciec żył, wszystko mogłoby się inaczej potoczyć. A jak mogli ci ludzie wciągnąć w to niewinną, niedoświadczoną dziewczynę?
Julka tylko się śmiała, głaskała swój brzuch i lekceważyła zmartwienia matki. To nie dziecko, to po prostu dobre pieniądze, powtarzała.
Był ciężki poród. Nie udało się jej uratować. Po trzech dniach od narodzin dziewczynki Julka odeszła. Noworodek od razu trafił do zamawiających, a Jadwiga nie dostała ani złotówki. Przecież umowa była z jej córką, nie z nią.
Jadwiga pochowała Julię i została zupełnie sama. Bliskich nie miała jakby wpadła w otchłań, z której już nie chciała wyjść. Tak łatwiej było przetrwać.
Szła teraz do stoiska z chlebem. Trzeba było wziąć choć jeden bochenek, żeby ekspedientki nie zwróciły uwagi, iż tylko krąży po sklepie. W kieszeni wyczuła drobne monety, odmierzyła od razu odpowiednią kwotę w złotówkach, a resztę schowała głęboko w dłoni.
Na drugiego dnia po otwarciu supermarketu Jadwiga zauważyła młodą żebraczkę z dzieckiem. Minął już niemal miesiąc, ale za każdym razem patrzyła na nią z dziwnym współczuciem. Może to młodość przykuwała jej wzrok, może dramatyzm tej bezsilnej postawy, a może matczyna troska, jak mocno dziewczyna tuli dziecko?
Jak można tak nisko upaść? pomyślała kobieta, podchodząc bliżej. Wrzuciła do puszki przygotowane drobniaki i zwróciła się do dziewczyny: Córeczko, nie wstyd ci? Zdrówka tobie nie brak, dlaczego nie pójdziesz do pracy? Taka młoda kobieta, jeszcze sporo mogłabyś zrobić.
Staruszka skrzywiła się, widząc, jak przechodnie omijają dziewczynę, spiesząc się do domu.
Dziękuję za każdą złotówkę, proszę pani odpowiedziała cicho dziewczyna. Ale proszę iść swoją drogą, muszę jeszcze trochę nazbierać, bo może być źle
Jadwiga potrząsnęła ze smutkiem głową i odeszła, nie chcąc już moralizować. Pomagała jej dyskretnie, ile mogła. Nikt z sąsiadów, ani policja, ani opieka społeczna nie chciał się tym przejmować wszyscy przywykli do widoku kobiety proszącej o wsparcie pod wejściem od strony parkingu.
Całą drogę do domu nie mogła przestać myśleć o tej młodej matce. Jej szare oczy i młody, znajomy głos Skąd ona je zna?
Po powrocie do ciasnej kawalerki Jadwiga zdjęła ciepłe kozaki, zapaliła światło i poszła do kuchni z zakupionym chlebem. Piętnaście minut, i już sączyła słodką herbatę ze swojej ulubionej filiżanki, przegryzając kromką żytniego chleba z cieniutkim plasterkiem kiełbasy.
Jak ona musi głodować pomyślała. W taki mróz! Co za życie
Wyjrzała przez okno i aż się ścisnęło w niej serce. Dwóch podejrzanych mężczyzn szorstko wpychało dziewczynę z dzieckiem do starego fiata.
Zamierzała zadzwonić na policję, ale strach i niepewność sparaliżowały jej ruchy; bała się, iż zaszkodzi jeszcze bardziej.
Na zewnątrz zrobiło się pusto. Jadwiga zdecydowała, iż rano pójdzie pod sklep, by sprawdzić, czy wszystko w porządku.
Noc była niespokojna. Przed świtem przyśniła jej się Julka stała przy wejściu do supermarketu, trzymając na ramieniu niesione przez siebie dziecko. Dziewczynka była zupełnie sina od zimna. Jadwiga przytuliła ją mocno, chcąc ogrzać. Ale Julka tylko smutno się uśmiechnęła: Nie jest mi zimno, mamo
Jadwiga wzięła dziecko w ramiona i uniosła rąbek kocyka. Zamiast twarzy zobaczyła dużą lalkę z wisiorkiem na szyi.
Ze znanym mi medalikiem wyszeptała kobieta.
Przebudziła się gwałtownie, ściskając dłoń. Było już prawie dziewiąta. Natychmiast podeszła do okna: żebraczka z dzieckiem znów siedziała w swoim miejscu.
Boże, dzięki odetchnęła i przeżegnała się.
Na zewnątrz panował siarczysty mróz, ostatni dzień grudnia, a dziewczyna z małym dzieckiem na rękach przez cały czas trwała na posterunku.
Jadwiga gwałtownie przygotowała kanapki z kiełbasą, zaparzyła słodką herbatę i ubrała się ciepło.
Dziewczyna na jej widok wyraźnie się spięła, zasłaniając siniak na skroni chustą.
Nie bój się, kochanie. Jadwiga podała jej jedzenie. Nie chcę, byś głodowała.
Dziewczyna uśmiechnęła się smutno, wzięła kanapki i poszła na pobliską ławkę, gdzie zjadła łapczywie, niemal nie przełykając. Z niepokojem zerkała na swoje dziecko. Gdy zjadła ostatni kęs, gwałtownie wytarła ręce i wróciła do Jadwigi.
Dziękuję wam, wytrzymamy do siedemnastej, później nas zabierze mruknęła.
Resztę dnia Jadwiga co chwila wyglądała przez okno, sprawdzając, czy dziewczyna jeszcze tam jest i czy temperatura nie spada zbyt nisko.
Przed piątą nalała do słoika gorącego barszczu, wzięła trochę drobnych i ruszyła po zakupy.
Przechodząc obok dziewczyny, postawiła słoik z barszczem przy jej nogach, wrzuciła monety do puszki i puściła jej oczko. Potem gwałtownie weszła do sklepu musiała kupić kiełbasę i ogórki kiszone na sylwestrową sałatkę jarzynową. Na wystawne menu emerytury nie starczyło, ale do głodu daleko. Gdy wychodziła, miejsca żebraczki już nie było. Słoik z barszczem też zniknął. Pewnie gdzieś je, pomyślała i wróciła do domu.
Wzięła się za krojenie przekąsek, wsadziła do piekarnika karpia i zaczęła nakrywać stół, mając nadzieję, iż któraś z sąsiadek wpadnie z wizytą.
Około dziesiątej raz jeszcze wyjrzała przez okno. Chciała upewnić się, iż dziewczyna jest już gdzieś w cieple.
Po chwili jej spojrzenie zatrzymało się na znajomej sylwetce. Pod lampą, na ławce, dziewczyna cicho płakała.
Jadwiga rozpaczyła. Dwie godziny do Nowego Roku, a dziecko i matka marzną na ulicy! Bez zastanowienia narzuciła gruby szal na ramiona i, będąc w kapciach, zbiegała na dół. Przystanęła przy żebraczce, ciężko oddychając. Próbując opanować łomoczące serce, usiadła przy niej.
Nie mam już gdzie pójść wyszeptała dziewczyna.
W oczach kobiety pojawiła się nadzieja. Proszę proszę się nim zaopiekować.
Wcisnęła Jadwidze w ramiona zawiniątko z niemowlęciem i wolno ruszyła w kierunku drogi.
Zrozumiała, co się dzieje. Tak nie opuszcza się szczęśliwego życia. Zerwawszy się, pobiegła za dziewczyną, dogoniła ją, złapała za ramię.
Co ty wyprawiasz? Chodź ze mną! zawołała. Wskazała charakterystyczny blok i poprowadziła ją za rękę.
Gdy tylko dotarły do mieszkania, Jadwiga rozwinęła dziecko przy grzejniku.
Jak masz na imię? zapytała, ale nagle spojrzała na szyję dziecka i zamarła: na nitce wisiał medalik z wizerunkiem misia.
Dziewczyna zauważyła jej spojrzenie.
To jedyna pamiątka po mamie wyszeptała.
Jadwiga pobladła. To był medalik, który podarowała Julce na szesnaste urodziny. Miała wtedy mało pieniędzy, ale udało się u jubilera przerobić rodzinną broszę na delikatny wisiorek, na który dokupiła złoty łańcuszek reszta poszła na przyjęcie dla przyjaciółki córki w klubie.
Dziewczyna zdjęła płaszcz, nieśmiało spojrzała na Jadwigę.
Mogę się wykąpać?
Gdy zniknęła w łazience, staruszka wypiła krople uspokajające. To niemożliwe, przecież to moja wnuczka pomyślała.
Po kąpieli ułożyła chłopca do snu i zaprosiła dziewczynę do stołu.
Pola! zagadnęła mimochodem.
Skąd pani wie? zdziwiła się dziewczyna.
Pewnie słyszałam na podwórku Jedz, Pola dodała.
Pot la wystarczył. Jadwiga już wiedziała. To było dokładnie to imię, które zamawiający wybrali dla jeszcze nienarodzonej córeczki Julki
Pola uśmiechnęła się z wdzięcznością i zaczęła jeść. Jadwiga obserwowała ją uważnie, szukając znajomych rysów.
Opowiedz mi, dziecko, jak to się wszystko stało? zapytała łagodnie.
Pola, jakby czekając na to pytanie, zaczęła mówić, połykając słowa jak gorzki lek.
Do piątego roku życia mieszkała z rodzicami, a potem wszystko się posypało. Po rozwodzie została z matką, która pewnego dnia po prostu oddała ją do domu dziecka.
Nie wiedziała, dlaczego. Jej świat się rozpadł. Dwanaście lat spędziła w sierocińcu, potem trafiła do mieszkania socjalnego. Ale gwałtownie została oszukana i musiała zamieszkać w rudery przeznaczonej do rozbiórki. Tam poznała Marka, robotnika z budowy. Kiedy zaszła w ciążę, po prostu zniknął.
Przydzielone jej mieszkanie zajęli już inni, a ona nie miała ani siły, ani możliwości walczyć o swoje, zwłaszcza z małym dzieckiem.
Zaczęła włóczyć się po dworcach, żebrać pod metrem. Tam wypatrzył ją Grzegorz Łysy lokalny opiekun bezdomnych.
Ładna dziewczyna z dzieckiem to dla mnie biznes stwierdził. Zaproponował nocleg w zamian za oddanie mu wszystkich zebranych pieniędzy.
Pola z synkiem zamieszkała w piwnicy pełnej innych wykluczonych. Byli tam niepełnosprawni, chorzy, ale też tacy, którzy grali ustawkę nakładali sobie siniaki, udawali kalekich albo ciężarne. Zaradniejsi przynosili szefowi wiele pieniędzy, ona ledwie wystarczała na śniadanie.
Coraz częściej słyszała pretensje, iż przynosi za mało, a dziecko przeszkadza odpocząć reszcie.
A dziś po prostu o niej zapomnieli.
Dziękuję pani szepnęła nie wiem, jak byśmy przetrwali tę noc. Rano odejdziemy, tylko pozwólcie mi się trochę przespać.
Oparła głowę o oparcie krzesła i niemal natychmiast zasnęła.
Jadwiga zaprowadziła ją na sofę i położyła chłopca w fotelu obok.
Siedząc przy skromnym sylwestrowym stole, słuchała przemówienia prezydenta. Dobrze wiedziała, iż nie wypuści wnuczki i jej synka ani jutro, ani pojutrze, ani nigdy. Zostaną razem. we właściwym momencie wyzna prawdę, pomoże Poli stanąć na nogi i wychować syna.
Póki co, niech odpoczywają. Tyle już się wycierpieli.
Gdy zabrzmiał hejnał z Mariackiej Wieży, Jadwiga wzięła kieliszek słodkiego likieru i podeszła do okna. Podziwiała spadające płatki śniegu w świetle latarni. Dziękuję Ci, Panie Boże, za to niespodziewane szczęście. Żegnaj, samotności. Znowu mam rodzinę.



![Gm. Fajsławice. Remiza pełna życia. Piknik Rodzinny połączył mieszkańców Suchodół [GALERIA ZDJĘĆ]](https://static2.supertydzien.pl/data/articles/xga-4x3-gm-fajslawice-remiza-pelna-zycia-piknik-rodzinny-polaczyl-mieszkancow-suchodol-galeria-zdjec-1779794320.jpg)









