Jak można się tak stoczyć? Córeczko, nie wstyd ci? Ręce i nogi zdrowe, czemu nie pracujesz? mówiły do żebraczki z dzieckiem przechodzące kobiety.
Barbara Nowakowska powoli przechodziła pomiędzy regałami dużego supermarketu w Warszawie, oglądając półki pełne kolorowych opakowań. Była tu prawie codziennie, traktując te spacery jak pracę. Nie potrzebowała wielu produktów, bo nie miała nikogo do wykarmienia. Starsza pani co wieczór uciekała z własnej samotności prosto w światła zakupowej sali.
W ciepłe miesiące było jej łatwiej ratowały ją plotki na ławce z sąsiadkami pod blokiem. Ale zimą nie było wyboru, więc Barbara polubiła wyprawy do nowego sklepu.
W środku zawsze roiło się od ludzi, pachniało kawą, delikatnie grała muzyka. A wszystkie te produkty, zapakowane niczym zabawki dla dzieci, cieszyły oczy, potrafiły rozjaśnić choćby szary dzień.
Pokręciła w rękach kubek truskawkowego jogurtu, zmrużyła oczy, próbując odczytać skład i cenę, po czym odstawiła go z powrotem był poza jej zasięgiem, ale obejrzeć nie zabronione.
Patrząc na bogactwo towarów na półkach, Barbara pogrążyła się we wspomnieniach sprzed lat.
Przypomniała sobie długie kolejki za PRL-u i sprzedawczynie, które walczyły o deficytowe produkty niczym lwice. Przypomniały jej się grube, szare papierowe torebki z piekarni, w które owijało się zakupy.
Uśmiechnęła się na myśl, jak wychowywała córkę. By sprawić Ani radość, była gotowa stać godzinami w kolejkach. Myśli o córce przyspieszyły jej bicie serca. Zatrzymała się przy lodówce z mrożonymi rybami, ciężko opierając się o jej rant.
W pamięci stanęła jej przed oczami śmiejąca się twarz jej Anusi z burzą rudych loków, dużymi szarymi oczami i piegami na nosie.
Jaka ona była piękna pomyślała ze smutkiem Barbara.
Pod nieprzychylnym spojrzeniem ekspedientki podeszła do działu pieczywa.
Ania była jedyną euforią Barbary w życiu. Wyrosła na bardzo bystrą dziewczynę. Kiedy zorientowała się, iż praca nie daje jej szczęścia, postanowiła zostać surogatką. Ale, jak mówiła do niej Barbara, to nie mogło doprowadzić do niczego dobrego.
W wieku dwudziestu lat kto słucha matek? Gdyby żył ojciec, wszystko mogłoby się potoczyć inaczej. Ale jak te dranie mogły wciągnąć niewinną dziewczynę w taki biznes?
Ania tylko się uśmiechała i głaskała zaokrąglony brzuch, podczas gdy matka kręciła głową z rozpaczą. Jak można oddać własne dziecko, skoro nosiło się je pod sercem aż dziewięć miesięcy?
Już choćby nie myślę o nim jak o dziecku, tylko o pieniądzach rzucała Ania.
Potem był ciężki poród, a Ani nie udało się uratować. Nie bardzo się choćby starali. Zmarła trzy dni po narodzinach małej.
Noworodka od razu oddano zamawiającym. Oczywiście Barbarze nie zapłacili ani grosza w końcu nie mieli umowy z nią, tylko z córką.
Barbara pochowała córkę i została sama. Żadnej rodziny jakby zapadła się w pustkę i nie chciała wracać do żywych. Tak było łatwiej.
Szła teraz w stronę działu z pieczywem, by kupić cokolwiek. Musiała przecież udawać, iż nie przyszła tu wyłącznie po to, by się ogrzać. Wyjęła z kieszeni kilka złotych, policzyła drobne i poszła do kasy. Na dziś wystarczy, czas wracać do domu. Odmierzoną sumę oddała kasjerce, a resztę ściskała w dłoni.
Barbarę zwróciła uwagę młoda żebraczka niemal miesiąc temu, zaraz po otwarciu supermarketu. Podczas pierwszej wizyty w nowym sklepie patrzyła na wszystko bardzo uważnie. Co ją tak poruszyło w tej dziewczynie? Może jej młodość, statyczna, dramatyczna poza, a może to, jak czule tuliła dziecko.
Jak można się tak stoczyć? myślała staruszka, podchodząc do znajomej sylwetki. Wrzuciła do słoiczka przygotowane drobniaki i odezwała się: Córeczko, nie wstyd ci? Masz zdrowe ręce i nogi, czemu nie pójdziesz do pracy? Młoda jeszcze jesteś!
Skrzywiła się, widząc jak kilku przechodniów omija żebrzącą, zatrzymywani przez stojącą na drodze babcię.
Dziękuję za te parę złotych, ale proszę iść swoją drogą. Muszę uskładać więcej, bo inaczej będzie źle odpowiedziała cicho młoda kobieta.
Barbara pokręciła głową i odeszła, nie chcąc pouczać czy moralizować. Pomagała w miarę co mogła, potrafiła to robić dyskretnie. Nikt się tym nie interesował ani policja, ani opieka społeczna. Wszyscy już tak przywykli do żebrzących, iż prawie ich nie dostrzegali.
Całą drogę do domu nie mogła wyrzucić żebraczki z myśli. Jej szare oczy i młody głos wydawały się dziwnie znajome. Skądś już słyszała to brzmienie. Barbara próbowała rozpaczliwie sobie przypomnieć.
Zamknęła za sobą drzwi, zdjęła ciepłe trzewiki, zapaliła światło i z bochenkiem chleba poszła do kuchni. Po kwadransie piła gorącą słodką herbatę w ulubionym kubku i przegryzała kromkę razowego chleba z plasterkiem kiełbasy krakowskiej.
Ona musi być głodna pomyślała. I to na takim mrozie! Co to za życie?
Podbiegła do okna, próbując dojrzeć dziewczynę i zamarła. Dwaj mężczyźni o nieprzyjemnym wyglądzie brutalnie wsadzali ją do samochodu.
Zrobiło jej się słabo. Chwyciła za telefon, by dzwonić na policję, po czym zatrzymała się w pół ruchu bała się, iż tylko pogorszy sprawę.
Pod oknem nie było już nikogo. Barbara czekała do rana, całą noc niespokojna. Numeru rejestracyjnego i tak nie dałaby rady dostrzec.
Barbarę czekała niespokojna noc w snach zjawiła się jej Ania stojąca przed wejściem do supermarketu z dzieckiem na rękach. Dziecko zsiniałe z zimna, które Barbara próbowała ogrzać ramionami, ale Ania była obojętna.
Nie jest mi zimno, mamo usłyszała.
Zabrawszy dziecko, Barbara odchyliła kocyk z jego twarzyczki. Zobaczyła dużą lalkę z medalionem na szyi.
Ten znajomy medalion powtarzała we śnie.
Obudziła się z krzykiem i spojrzała na zegar ścienny na przeciwległej ścianie.
Czemu tak długo spałam? zdziwiła się.
Była już dziewiąta. Zerwała się i podeszła do okna.
Żebraczka z dzieckiem wróciła na swoje miejsce przy drzwiach supermarketu. Wszystko było po staremu.
Dzięki Bogu szepnęła Barbara i przeżegnała się.
Było przed Sylwestrem, mróz dawał się we znaki. Dziewczyna stała już tam ponad godzinę, mogła zamarznąć.
Barbara wyjęła chleb, zrobiła kanapki z kiełbasą, wlała do termosu słodką herbatę i zaczęła się ubierać.
Na widok starszej pani dziewczyna nerwowo poprawiła chustę, zakrywając nią siniak na skroni.
Nie martw się, kochana powiedziała Barbara, podając jej pakunek. Nie powinnaś głodować.
Dziewczyna lekko się uśmiechnęła oczami i chwyciła kanapki. Usiadła na ławce nieopodal i zachłannie zaczęła jeść, niemal połykając bez żucia, ciągle zerkała na dziecko.
Serdecznie dziękuję, do siódmej przetrwamy, może potem nas zabiorą powiedziała cicho dziewczyna.
Resztę dnia Barbara co chwilę spoglądała przez okno na termometr. Zimno zwiększało się.
O piątej nalała jeszcze barszcz do słoika i wybrała się do sklepu po zakupy na święta.
Przechodząc obok dziewczyny, zostawiła obok niej słoiczek z jedzeniem i drobniaki. Zaraz potem szybciutko weszła do ciepłego sklepu. Tym razem nie zamierzała długo spacerować. Potrzebowała tylko kiełbasy i kiszonych ogórków na tradycyjną sałatkę jarzynową. Nie stać ją było na wielki stół świąteczny, ale głodować nie miała.
Gdy wyszła ze sklepu, nie zobaczyła żebraczki w tym samym miejscu. Słoiczka z barszczem też nie było. Uśmiechnęła się w duchu Pewnie je gdzieś obok i ruszyła do domu.
Teraz będzie kroić sałatkę, wstawi karpia do piekarnika i może ktoś z sąsiadek wpadnie na chwilę.
Była już prawie dziesiąta, gdy ponownie spojrzała przez okno. Chciała mieć pewność, iż dziewczyna trafiła wreszcie do ciepłego domu.
Spojrzała na rozświetlony światłami chodnik przed sklepem. Pod latarnią siedziała znajoma postać, jej ramiona drgały od płaczu w lodowatym powietrzu.
Barbara zaczęła się nerwowo krzątać. Do północy niedaleko, a pod oknem ktoś marznie. Zarzuciła na ramiona gruby, wełniany szal, wsunęła na nogi kapcie i zbiegła po schodach. Dysząc, przysiadła obok żebraczki.
Nie mam już dokąd iść wyszeptała dziewczyna.
W oczach dziewczyny zabłysła resztka nadziei.
Proszę, zajmij się nim podała Barbarze zawiniątko i ruszyła powoli w kierunku ulicy.
Barbarze zrobiło się ciemno przed oczami. Zrozumiała, jaki plan ma dziewczyna ta nie chce już żyć. Zebrała w sobie siły, dogoniła ją i obróciła w swoją stronę.
Co ty wyprawiasz?! Wracaj ze mną! zawołała i pociągnęła ją w stronę swojego bloku.
W ciepłym pokoju Barbara rozwinęła dziecko na kocu przy grzejniku.
Jak masz na imię? spytała, ale zaraz zamarła, widząc na dziecięcych rzeczach medalion z misiem.
Dziewczyna zauważyła jej spojrzenie.
Proszę, to jedyna pamiątka po mamie powiedziała cicho.
Barbara usiadła gwałtownie. Ten medalion nie mógł być jej obcy sama go kiedyś dała Ani na szesnaste urodziny, przerabiając z pamiętnej broszki.
Dziewczyna zdjęła kurtkę i nieśmiało spytała:
Mogę się wykąpać?
Barbara skinęła głową, a sama wypiła łyk melisy.
Czy to możliwe, iż przyjęłam własną wnuczkę? pomyślała.
Nakarmiła chłopca i posadziła dziewczynę przy stole.
Alicja odezwała się niby przypadkiem.
Skąd pani zna moje imię?
Chyba słyszałam kiedyś Jedz, dziecko.
Już nie miała wątpliwości przecież właśnie to imię wybrali zamawiający dla dziewczynki, którą nosiła Ania.
Alicja z wdzięcznością patrzyła na staruszkę i zajadała się pysznymi kanapkami.
Barbara bacznie jej się przyglądała, szukając znajomych rysów.
Opowiedz mi, Alusiu, co się z tobą działo?
Dziewczyna zaczęła szybko, łapczywie mówić, jakby chciała wyrzucić z siebie całą zgromadzoną rozpacz.
Mówiła, iż do piątego roku życia miała mamę i tatę, dzieciństwo jak z bajki. choćby własnego kucyka. Zamyśliła się na chwilę.
Ale później rodzice zaczęli się kłócić, a niedługo się rozstali. Została z mamą, która pewnego dnia zawiozła ją do domu dziecka i przekreśliła w papierach wszelki kontakt.
Nie rozumiała dlaczego. Nagle z bajki została brutalnie wyrzucona, jakby była zbędną rzeczą. Spędziła dwanaście lat w domu dziecka, potem dostała własne mieszkanie jako wychowanka. Okazało się jednak, iż był to barak, który mieli wyburzyć.
Tam poznała Marka, hydraulika. Kiedy dowiedział się o dziecku, po prostu zniknął. Z czasem wysiedlili barak, pozwolono jej zostać do porodu.
Potem jej nową kawalerkę już zajął ktoś inny.
Nie wiedziała, jak się domagać praw. Zwłaszcza z dzieckiem na ręku.
Błąkała się więc po dworcach, zbierała na metro. Tam wypatrzył ją Szymon Blady, opiekun żebraków.
Ładna kobieta z dzieckiem przyniesie niezły utarg pomyślał i zaproponował schronienie w zamian za oddawane pieniądze.
Tak zamieszkała z synkiem w podziemiu bloku, gdzie było więcej takich jak ona. Byli chorzy, kalecy, ale najwięcej było teatralnych żebraków.
Tak nazywano tych, którzy przyklejali sobie sztuczne sińce, garby i udawali ciężarne. Najlepsi aktorzy przywozili opiekunowi naprawdę duże sumy, w przeciwieństwie do nieporadnej Alicji.
Dnie mijały jednostajnie. Rano rozwożono ich po punktach, wieczorem odbierano utarg. Warunki były znośne, ale ostatnio coraz bardziej ją naciskali. Za mało przynosiła, a dziecko płakało, przeszkadzało odpoczywającym.
Aż dziś po nią nie przyjechali została zdana na siebie. Dziewczyna smutno zerknęła do pustego talerza.
Dziękuję pani choćby nie wiem, jak przeżylibyśmy tę noc powiedziała. Odłożyła widelec i ziewnęła.
Rano odejdziemy, proszę się nie martwić Chciałabym tylko trochę się przespać.
Zaprowadziła ją do łóżka i ułożyła, synka wsadziła w głęboki fotel.
Barbara usiadła przy stole, słuchała przemówienia prezydenta i uśmiechnęła się szeroko. Nie wypuści wnuczki z wnukiem, nigdy. Niech zostaną przy niej, to będzie adekwatne. W odpowiedni moment powie im prawdę. Pomoże Alicji stanąć na nogi, zadbać o wnuka. Na razie niech odpoczną w normalnych warunkach, wystarczająco już wycierpiała.
Gdy wybiła północ, Barbara polała sobie trochę wiśniówki.
Podeszła do okna i przez chwilę patrzyła na rozświetloną śniegiem ulicę. Patrząc na sypiące płatki śniegu, myślała: Dziękuję, Boże, za to nieoczekiwane szczęście. Żegnaj, samotności znowu mam rodzinę.
Życie nauczyło Barbarę, iż choćby w najciemniejszą noc, gdy człowiek czuje się najbardziej samotny, los potrafi przysłać niespodziewany promyk nadziei. Czasem wystarczy wyciągnąć rękę i obdarzyć kogoś dobrem, by samemu odzyskać sens i swoje miejsce w świecie.



![Gm. Fajsławice. Remiza pełna życia. Piknik Rodzinny połączył mieszkańców Suchodół [GALERIA ZDJĘĆ]](https://static2.supertydzien.pl/data/articles/xga-4x3-gm-fajslawice-remiza-pelna-zycia-piknik-rodzinny-polaczyl-mieszkancow-suchodol-galeria-zdjec-1779794320.jpg)









