Przedstawiam się, nazywam się Zuzanna, mam 17 lat i jestem z Warszawy. Przez długi czas trzymałam to w sobie, ale teraz postanowiłam podzielić się swoją historią. Być może ktoś w niej się rozpozna, ktoś zastanowi się nad swoim zachowaniem, a może przynajmniej jedna matka pomyśli dwa razy, zanim zdradzi własną córkę, tak jak zrobiła to moja mama.
Moi rodzice rozwiedli się, kiedy miałam dziesięć lat. Nie mogę powiedzieć, iż nasze życie było przedtem szczęśliwe – kłótnie, wzajemne pretensje i zimna atmosfera były obecne jeszcze zanim wszystko zrozumiałam. Ale po rozwodzie było tylko gorzej. Mama i tata wydawali się konkurować, kto z nich bardziej mnie potrzebuje – nie z miłości, ale z poczucia obowiązku. Przerzucali mnie z jednego mieszkania do drugiego, jak bagaż bez uchwytu. U taty było ciasno, ale przynajmniej spokojnie. U mamy było więcej miejsca, ale z każdym rokiem coraz trudniej się oddychało.
Wszystko załamało się całkowicie, kiedy u mamy pojawił się nowy mężczyzna. Nazywał się Krystian. Miał około trzydziestu lat, był prawie o dekadę młodszy od mamy i od razu zachowywał się, jakby to on był gospodarzem w domu, a ja tylko przeszkodą. Na początku grzecznie się uśmiechał i udawał, iż interesuje się, jak sobie radzę. Maski jednak gwałtownie opadły. Nie podobało mu się, iż mieszkam z mamą. Nie podobało mu się, iż mama wydaje na mnie pieniądze. Bez skrupułów mówił, iż mój ojciec jest nieodpowiedzialny, iż jestem ciężarem i iż już dawno powinnam “radzić sobie sama”.
Manipulował mamą, wyciągał z niej pieniądze, przekonywał, iż nie potrzebuje córki-nastolatki, a jedynie wolności i dbania o siebie. A mama… mama go słuchała. Już choćby nie zauważała, jak płakałam w nocy. Jak cicho zbierałam książki w kuchni, tylko po to, żeby nie stanąć im na drodze. Jak zamykałam się w łazience na godzinę, by po prostu posiedzieć w ciszy.
Ostatnim ciosem była noc, kiedy znów usłyszałam ich kłótnie. Krzyki były tak głośne, iż szyby drżały w oknach. Wybiegłam z pokoju, żeby stanąć między nimi, by ochronić mamę – bałam się, iż ją uderzy. Wszystko jednak potoczyło się inaczej. Spojrzał na mnie z taką wściekłością, iż serce mi się ścisnęło. Krzyknęłam: „Dość! Nie krzycz na nią!” – i od razu dostałam cios. Prawdziwy, dorosły, silny. Uderzył mnie w twarz tak mocno, iż upadłam, uderzając się o róg szafy. Wszystko się zamgliło. Pamiętam tylko, jak mama krzyknęła i… potem cisza.
Myślałam, iż teraz on odejdzie. Że mama wyrzuci go, przytuli mnie, zadzwoni po lekarza, powie, jak bardzo mnie kocha. Tego oczekiwałam. Patrzyłam jej w oczy – szukając ratunku. Ale ona jedynie szepnęła: „Sama wszystko zepsułaś”. I po godzinie powiedziała, iż powinnam przeprowadzić się do taty.
W milczeniu spakowałam rzeczy. Serce jakby zostało wyrwane z korzeniami. Nie płakałam. Nie krzyczałam. Po prostu wyszłam, świadoma, iż dom już dla mnie nie istnieje.
Teraz mieszkam u taty. Stara się, jak może, ale nie mamy tej bliskości, którą jako dziecko szukałam u mamy. Już nie liczę, iż do mnie zadzwoni, przeprosi, przyjedzie… Choć w głębi duszy wciąż jestem małą dziewczynką, czekającą, aż mama otworzy drzwi i powie: „Przepraszam, córeczko”. Tylko iż tego nie będzie. Wybrała mężczyznę. Wybrała jego – tego, który mnie uderzył.
Nie życzę jej źle. Ale wiem, iż kiedyś on odejdzie. Znajdzie kogoś młodszego, ładniejszego, bardziej uległego. Zostawi ją samą. I może wtedy przypomni sobie o mnie. Ale ja już nie będę tą, która wszystko wybacza. Bo zdrada matki to rana, która nigdy się nie goi.
Mówię to wszystkim rodzicom: nie zakładajcie rodzin, jeżeli nie jesteście gotowi być przy swoich dzieciach, jeżeli nie potraficie stawiać ich ponad swoje miłosne dylematy. My, dzieci, nie jesteśmy winne waszym wyborom serca. Nie prosiliśmy was o przyjście na świat. Ale skoro zdecydowaliście nas sprowadzić na ten świat – nie zdradzajcie nas.
Mamo, jeżeli kiedyś to przeczytasz… wiedz, iż przetrwałam. Stanęłam na nogi. Jestem silna. Ale nigdy więcej nie przyjdę do ciebie z łzami, jak dawniej. Nie jesteś już moją mamą. Jesteś tylko kobietą, która kiedyś mnie urodziła.