Im dalej, tym bliżej domu…
Wiesz co, mój kochany wnuczku! Skoro tak wam tu przeszkadzam, to rozwiązanie widzę tylko jedno. Nie pojadę już więcej ani do córek, ani po znajomych się tułać nie będę. I żadnego dziadka szukać mi nie trzeba. Wyobraź sobie, na stare lata za mąż mnie wydawać chcecie!
Babciu, przecież o tym właśnie z mamą ci już tyle razy mówiliśmy! Przeprowadź się do domu seniora. Sprawa jest prosta przepiszesz dom na mnie, mama wszystko załatwi, a ty dostaniesz tam swój pokoik. Są sąsiadki, z którymi pogadasz, a mnie już nie będziesz przeszkadzać.
Ja się nigdzie z mojego domu nie ruszam. Powiem ci tak, Krzysiu. Skoro ci zawadzam, to tu masz próg i siedem dróg. Jesteś młody, głowę masz na karku. Szukaj sobie mieszkania i żyj, jak chcesz.
Nie chciało ci się uczyć idź do roboty. Dziewczyny możesz sobie co dzień nowe przyprowadzać. Ja swoje już przeżyłam, za miesiąc kończę 65 lat mi się należy spokój i cisza.
Wystarczy, powłóczyłam się kilka lat, czas wracać do swojego. Niedobrze to, wnuczku, kiedy wy mnie z własnego domu wypychacie i jeszcze na mojej emeryturze z narzeczonymi siedzicie.
To przecież nie jest studnia bez dna, ta moja emerytura. Daję ci tydzień. Jak sobie nie znajdziesz mieszkania, idź do kolegów, do dziewczyn. Albo do tej swojej, jak jej tam? Ciągle zapominam żeby dziś już jej w moim domu nie widzieć. Niesłychane! Narzeczone mi szukacie albo do domu starości wysyłać chcecie!
Oburzony wnuk próbował coś jeszcze odpowiedzieć, ale Lidia Pawłowska już go nie słuchała przeszła bez słowa do siebie i zamknęła drzwi. Ból głowy rozlał się okropny.
Może bym wzięła tabletkę, ale po wodę trzeba by iść do kuchni, a nie chce mi się z wnukiem spotykać.
Rozejrzałam się po swoim małym pokoiku i zobaczyłam plastikową butelkę z resztką wody mineralnej. No i dobrze, wystarczy na łyk.
***
Sama się sobie dziwiłam takiej stanowczości. Nagromadziło się żalu przez te lata, to i wygarnęłam.
Dwa długie lata milczałam, znosiłam, biegałam na każde wezwanie a to do jednej córki, to do drugiej. A potem, czasem ledwo na mnie spojrzą, już wyczuwam, iż dobrze by było, mamo, jakbyś wróciła do siebie.
A tu wnuk, obibok dwudziestoletni, rządzi się w moim domku. Raz ta, raz inna wielka miłość, a babcia niby tylko przeszkadza sapie zza ściany, kaszle, romantyczną atmosferę psuje.
Babciu, może byś gdzieś w gości pojechała? My z Anią, Olą, Marysią, Izą (niepotrzebne skreślić dziewczyny zmienia jak rękawiczki) bylibyśmy sami.
I Lidia Pawłowska jeździła raz do kuzynki, raz do przyjaciółki, raz do dawnej koleżanki, zostawała tam do późna, by młodym nie przeszkadzać.
Na początku te wizyty cieszyły wszystkich i kuzynkę, i przyjaciółkę, i koleżankę, ale z czasem, gdy stały się rutyną, coraz bardziej czułam, iż moja obecność ciąży ludziom.
***
Kiedy już adekwatnie nie było do kogo się wybrać, najstarsza córka urodziła. Życie w Warszawie, kredyt, starsze dziecko w podstawówce środki i warunki takie, iż długiego urlopu macierzyńskiego nie uciągnie, a pomoc babci była w sam raz.
Pojechałam do córki.
Początki były świetne ciepłe obiadki, porządek, szczęśliwe wnuki ale po kilku miesiącach zięć Lidy, notabene tylko 10 lat młodszy od teściowej, zaczął marudzić.
Pani Lidko! Niech pani już tych parówek nie kupuje, można się nimi zatruć. Po co te parówki, skoro może pani porządnie ugotować, kotleciki na przykład czy schabowe…
Pani Lidko! Kotleciki są w porządku, ale chyba za dużo wydaje pani na zakupy. Trzeba trochę oszczędniej!
Pani Lidko! Nie jestem żadną krową, nie będę przecież na samych warzywach. Oszczędzanie oszczędzaniem, ale mięsa za mało!
I tak w kółko! Siedzi pani z dziećmi, mogłaby pani jeszcze starszej wnuczce w nauce pomóc, po co nam płacić korepetytorom, skoro babcia na miejscu?
Poza tym ciągle słyszałam, iż za długo rozmawiam przez telefon, a wnuczka z charakterkiem! Czwarta klasa, dumna jak paw, ubrania babci passé, przed koleżankami wstyd, a jeszcze zmusza do nauki.
I w ogóle: babciu, po co ty do nas przyjechałaś? Przecież masz swój dom na wsi, tam sobie rządź!
Milczałam, zaciskałam zęby, starałam się każdemu dogodzić. Mięso kupowałam za swoją skromną emeryturę, wnuczce do kieszonkowego dorzucałam na pocieszenie, a i Krzyśkowi, obibokowi wnukowi z głowy mojej córki, też przelewałam resztki z emerytury na rachunki za prąd i wodę.
Córce żalić się nie było sensu. O męża dba, słowa przeciwko niemu nie powie! Przecież nie darmo dla niego zostawiła tamtego, dwójkę dzieci mu urodziła!
Czasem, jak męża nie było, rzuciła przez ramię wytrzymaj, mamo, to dla mojego dobra i koniec rozmowy.
Jak młodsza wnuczka poszła do żłobka, już przestali babci potrzebować. Zięć bez ogródek Pani Lidko, dziękujemy, już sobie poradzą, może pani wracać do domu.
Szczęśliwa wróciłam do siebie. Wreszcie sobie sama gospodynią będę. Chcę położę się, chcę wstanę. Ale gdzie tam! U mnie w domku Krzyś się rządzi ten sam wnuk, który pobierał pieniądze na życie.
Nie sam z narzeczoną. Bałagan taki, iż szuflą wybierać, rachunki niezapłacone, prąd wyłączą lada dzień, wodę też.
Nie było wyjścia wzięłam kredyt konsumencki, spłaciłam długi, dom doprowadziłam do porządku. Ulżyło mi na duszy. A tu wnuk znów niezadowolony. Domek mały dwie izby i kuchnia. Żadnej prywatności, jak tu babcia kaszle i jęczy za ścianą.
I znowu cudowna odmiana: młodsza córka rodzi, przyjedź, mamo, pomóż!. No i pojechałam. Trzy miesiące minęły i znów poczułam się niepotrzebna. Nie czekałam choćby na prośby o wyprowadzkę sama wróciłam do siebie. W domu znów niezadowolony wnuk.
Pewnie i dalej bym wszystko znosiła, gdyby nie jedno wydarzenie po moim powrocie.
Znowu wysprzątałam dom, długi dobrze, iż nie narosły, bo sama już pilnowałam rachunków. A wnukowi babcia znów przeszkadza.
***
Krzysiu, jadę dziś do przyjaciółki, ma urodziny, wrócę późno. Zamknijcie drzwi, wejdę od ogrodu, żeby was nie budzić.
A czemu nie zostaniesz tam na noc? Przynajmniej nie będziesz się nocą kręcić i hałasować. Mogłabyś zostać parę dni, odpoczęlibyśmy od ciebie.
Kiedy wy się mną zmęczyć zdołaliście? Przecież tydzień dopiero jak jestem w domu.
No, tydzień, ale to też coś znaczy. Zostaniesz na noc?
Nie, wrócę.
Impreza była świetna, najpierw kawiarnia, potem najbliżsi do solenizantki do domu. Wspominaliśmy dawne czasy.
O problemach nie chciało się mówić. Już szykowałam się do domu, kiedy zadzwoniła córka solenizantki. Spojrzała na mnie, wyszła na werandę, wróciła po chwili:
Dzwoniła twoja córka, Anka.
Anka? Co się stało? Czemu do mnie nie zadzwoniła? Wszystko u nich dobrze? sięgnęłam po telefon, ale Ela mnie zatrzymała.
Nie dzwoń, Lidka. U nich dobrze. Tylko prosiła, żebym cię zatrzymała na noc.
Na noc? Po co? Przecież Krzyśkowi mówiłam, iż wracam dziś!
Krzysiek zadzwonił do matki, powiedział, iż chcą z dziewczyną trochę pobyć sami, a ty im przeszkadzasz. A ona zadzwoniła do mnie. Zostań, na spokojnie pogadamy, opowiedz, co u was słychać.
Nic się nie dzieje, wszystko w porządku.
Jakby było w porządku, to dzieci nie dzwoniłyby do obcych i nie prosiły o przygarnięcie matki na noc. Wiesz co? Niedawno pytała mnie, czy nie znam jakiegoś wdowca z mieszkaniem, bo Krzyś żenić się chce, a ty mu dom przeszkadzasz. Gdybyś chciała pójść do domu seniora, to nie musiałaby ci szukać żadnego dziadka.
Wszystko jej opowiedziałam. I jak u starszej córki nie dogodziłam, i jak u młodszej przeszkadzałam. choćby o Krzyśku wszystko powiedziałam iż przeszkadzam mu żyć. Już drugi rok tak żyję dom niby mój, a jestem w nim niepotrzebna.
choćby tu nie jestem panią na swoim Krzysiek jak skończył liceum, pojechał do Anki do miasta. Tam jej mąż, ten dziad, od razu pokazał, iż Krzyś nie jest mu potrzebny. To wrócił do mnie. Do wojska go nie chcieli, do szkoły nie poszedł. Póki się uczył, Anka pomagała, a jak 18 lat skończył, to koniec.
Siedzi mi na karku do dziś.
Nie zostałam u Eli na noc, wróciłam do domu. A jak wróciłam, to wszystko, co się we mnie nagromadziło, wygarnęłam wnukowi.
Krzyś poskarżył się matce, iż babcia oszalała i wyrzuca go z domu. Anka zadzwoniła próbowała mnie strofować, ale ja jej powiedziałam to samo co jemu.
Krzyś się wyniósł, przy odchodnym zapowiedział, iż na jego pomoc liczyć nie mam, a w tym domu go już nie będzie.
Zostałam sama, ale cieszę się z tego spokoju wreszcie można odetchnąć. Całe życie tylko dla innych, we wszystkim się naginałam.
Jak córki dorastały, byłam im solą w oku, jak męża pochowałam, wszystko dźwigałam sama. Chciałam dla wszystkich jak najlepiej, a wyszło, iż wychowałam roszczeniowców.
Nie w porządku to, żeby na stare lata człowieka z własnego domu wypędzać. Co to za życie, gdy we własnym domu jest się zbędnym?
Krzysiek przemyślał wszystko, przyszedł przeprosić.
Już dawno mu wybaczyłam, ale wracać razem nie będziemy. Wpaść w gości możesz choćby codziennie, Krzysiu, ale już nie zamieszkamy razem. Ty jesteś młody, swoje sprawy masz na głowie, a mi trzeba spokoju.
Córki też zapraszają z dziećmi pomoc zawsze potrzebna. Ja już się nigdzie nie wybieram. Chcecie, przywieźcie dzieci do mnie tu czyste powietrze, ja jestem na swoim, tu nikt nie będzie mi rozkazywać.
Lida mówi, iż im dalej, tym bliżej domu. I ja też myślę, iż to sama prawda.






![Nowe oznaczenia w sklepach od 17 lutego. Sprawdziliśmy, jak to wygląda w Krakowie [ZDJĘCIA]](https://cowkrakowie.pl/wp-content/uploads/2026/02/owoce6.jpg)






