Im dalej, tym bliżej do serca… — Wiesz co, kochany wnuczku! jeżeli tak bardzo wam tu przeszkadzam, …

polregion.pl 23 godzin temu

Im dalej, tym bliżej domu…

Wiesz co, mój drogi wnuczku! Skoro tak bardzo wam przeszkadzam, widzę tylko jedno wyjście. Nie będę już jeździć do córek, nie będę się tułać po znajomych i szukać towarzystwa po koleżankach. I żadnego nowego męża mi nie potrzeba! Co wam przyszło do głowy, żeby babcię wyswatać na stare lata!
Babciu, przecież o tym od dawna mówimy, i mama też powtarza! Przenieś się do domu spokojnej starości. To nic trudnego przepisz dom na mnie, dostaniesz tam pokój, mama wszystko załatwi. Nie będziesz sama, są sąsiadki, z kim pogadać, a ja nie będę cię już „przeszkadzał”.
Nie pójdę nigdzie ze swojego domu! Słuchaj, Paweł, skoro ci przeszkadzam, to drzwi są tam, na siedem wiatrów. Jesteś młody, masz głowę na karku. Idź, szukaj mieszkania, żyj jak chcesz. Nie chciało ci się uczyć to do roboty, chociaż codziennie możesz przyprowadzać inną dziewczynę. Ja mam swoje lata za miesiąc kończę 65 potrzebuję spokoju i ciszy. Już się wystarczająco w życiu wcześniej natykałam, czas na swoje miejsce. Niedopuszczalne to, żebyście mnie z mojego własnego domu wyrzucali i na mojej emeryturze z narzeczonymi żyli! Moja emerytura nie jest z gumy. Daję ci tydzień nie znajdziesz mieszkania, idź do kolegów albo do jednej ze swoich dziewczyn, której imienia choćby nie mogę zapamiętać, ale żeby dziś cię tu nie było! No to wymyśliliście najpierw chcą mi szukać męża na stare lata, teraz do domu opieki mnie oddać!

Paweł próbował jeszcze coś powiedzieć, ale już go nie słuchałam. Wysunęłam się cicho do swojego pokoju i zamknęłam drzwi. Głowa mi pękała ze złości. Trzeba by wziąć tabletkę, ale po wodę musiałabym iść do kuchni, a nie miałam siły znów się z nim widzieć. Przejrzałam pokój wzrokiem, no, stoi jeszcze butelka wody mineralnej. Dobrze, chociaż tyle.

***

Nie myślałam, iż stać mnie na taki ostry sprzeciw. Zebrało się we mnie przez te lata, to i powiedziałam wszystko, co na sercu leżało. Dwa długie lata milczałam, godziłam się na wszystko, na zawołanie biegłam do jednej córki lub drugiej, a potem po pierwszym sygnale, iż mamo, może już czas wracać, jechałam z powrotem do domu.

A tu Paweł, dwudziestoletni obibok, panoszy się w moim domku. Czasem to jedna, czasem druga „miłość życia”, a babcia przeszkadza chrapie za ścianą, kaszle, psuje romantyczną atmosferę. Och, babciu, może byś pojechała do kogoś w odwiedziny, bo ja tu z Kasią, Moniką, Justyną czy Agatą (niepotrzebne skreślić bo dziewczyny zmienia co chwila) bym sobie posiedział w spokoju…

No to jechałam do kuzynki, do kumy, do byłej koleżanki z pracy i tak bywało, iż wracałam późno, żeby młodym nie przeszkadzać. Najpierw wizyty te były euforią dla wszystkich, ale gdy zaczęły się powtarzać dwa razy w tygodniu, euforia się skończyła i wyczułam, iż przyciężko ludziom z moją obecnością.

***

Kiedy już naprawdę nie miałam, gdzie jechać, urodziła się pierwsza wnuczka u starszej córki. Życie w Warszawie, kredyt we frankach, starszy syn do szkoły nie ma szans, by długo być na urlopie macierzyńskim, pomoc babci była na wagę złota. Przyjechałam więc do córki.

Najpierw wszyscy byli zadowoleni gorące obiady, czysto wszędzie, zadbane wnuki. Po kilku miesiącach jednak zięć, który swoją drogą jest ledwie dziesięć lat młodszy ode mnie, zaczął wybrzydzać.

Pani Lidio, proszę już tych parówek nie kupować, można się nimi otruć. I po co takie rzeczy, skoro jest pani w domu? Trudno ugotować normalny obiad? Klopsy na przykład…
Pani Lidio, dobrze te klopsy, ale za dużo wydaje pani na zakupy i chemię! Trzeba oszczędniej!
Pani Lidio, co ja jestem, wegetarianin, żeby samą trawę i warzywa jeść? Oszczędzać trzeba, ale mięso też się przyda od czasu do czasu.

I tak o wszystko miał coś do powiedzenia. Siedzi pani w domu z dziećmi, to może wnuczkę by trochę podciągnąć w nauce, po co wydawać na korepetytora? A jeszcze miał pretensje, iż rozmawiam przez telefon, a wnuczka choć ledwie czwartoklasistka też potrafiła dać mi w kość. Babcia niemodnie się ubiera, wstyd przed koleżankami, zmusza do nauki! Babciu, czemu w ogóle tu jesteś? Masz przecież swój dom na wsi, jedź i tam rozkazuj!

Chociaż bolało, znosiłam wszystko milczeniem. Zięciowi kupowałam mięso z własnej, skromnej emerytury, wnuczce dawałam na drobne, żeby jakoś wynagrodzić jej wstyd, choćby wnukowi Pawłowi, tym darmozjadom, przelewałam resztki emerytury na konto, żeby nie zadłużał się za prąd czy wodę.

Na córkę nie było co liczyć, bo dla niej mąż najważniejszy słowa w obronie matki nie powie! No ale trudno się dziwić: odbiła go innej, dwójkę dzieci mu urodziła na stare lata, to teraz nie narzeka.

Czasem, gdy zięcia nie było w domu, córka w przelocie rzucała: mamo, wytrzymaj, dla mojego dobra, zaraz się polepszy, i tyle z jej wsparcia.

Gdy młodsza wnuczka poszła do żłobka, od razu rodzina uznała, iż babcia jest już zbędna. Zięć powiedział wprost: Dziękujemy, pani Lidio, już nie potrzebujemy pomocy, może pani wracać do siebie.

Z ulgą wróciłam do swojego domku, myśląc, iż znowu będę panią na swoich włościach. Wstanę, kiedy chcę, położę się, kiedy chcę. Tylko iż się przeliczyłam. Dom był opanowany przez Pawła, syna starszej córki. Nie dość, iż się zadomowił, to jeszcze z dziewczyną.

Brudno tak, iż trzeba było łopatą sprzątać. Za prąd zaległości, lada dzień groziło odcięcie, wody też nie płacili. Co było robić wzięłam kredyt gotówkowy, spłaciłam rachunki, odnowiłam dom. Z ulgą odetchnęłam, a tu znowu Pawłowi coś nie pasuje! Domek mały dwie izby i kuchnia babcia przeszkadza w życiu prywatnym, kaszle, chrząka… Jak raz młodsza córka będzie rodzić, dzwoni: Mamo, przyjedź, pomóż.

No i pojechałam, trzy miesiące pomagałam, aż wyczułam, kiedy już staję się piątym kołem u wozu. Wróciłam do siebie bez czekania na wyproszenie… I znowu Paweł niezadowolony.

Chyba znosiłabym wszystko, gdyby nie jeden incydent, który przesądził sprawę.

Znów posprzątałam dom, tym razem długów nie było, bo sama płaciłam rachunki. Znowu babcia przestała pawłowi pasować…

***

Paweł, dziś idę do kumy na urodziny, wrócę późno. Zamknijcie się, wejdę tylnym wejściem, żeby was nie pobudzić.
A nie możesz zostać na noc u niej? Przynajmniej byśmy od ciebie odpoczęli.
Przecież dopiero od tygodnia jestem w domu!
Wiesz, tydzień to też coś. Nie zostaniesz nocować?
Nie, wrócę.

Impreza była udana najpierw kawa w kawiarni, potem grono najbliższych przeszło do solenizantki do domu, wspominaliśmy stare, dobre czasy. Problemy staraliśmy się omijać szerokim łukiem. Gdy już chciałam wyjść, zadzwoniła Katka, solenizantka. Odciągnęła mnie na werandę: Twoja córka, Ania, dzwoniła. Ale nie dzwoń do niej, wszystko w porządku. Poprosiła tylko, żebym cię na noc zatrzymała.

Po co? byłam zaskoczona. Pawłowi przecież mówiłam, iż wrócę!
A no, Paweł zadzwonił do matki, stwierdził, iż chce z dziewczyną pobyć sam, a ty tylko przeszkadzasz. No więc twoja córka dzwoni do mnie, żebyś nie wracała. Zostań, pogadamy, wyżalisz się.

Rozmawiałyśmy długo. W końcu Katka wzdycha: Wiesz, Lidia, jak jest dobrze, to dzieci nie proszą obcych, żeby mama się u nich przespała. Ona już do mnie dzwoniła, pytała, czy nie znam jakiegoś dziadka z mieszkaniem, bo Pawłowi trzeba się żenić, a ty im tylko przeszkadzasz. Gdybyś się zakochała i do dziadka przeprowadziła, albo chociaż do domu opieki, to problem z głowy.

Otworzyłam się wtedy zupełnie. Opowiedziałam o życiu z córką, która nie była zadowolona, z młodszą, która też nagle zaczęła się wstydzić, o tym, jak Pawłowi przeszkadzam układać życie prywatne, iż już drugi rok jestem uważana za przeszkodę we własnym domu.

choćby we własnym domu nie czuję się jak gospodyni, wyznałam cicho. Paweł po szkole wyjechał do Ani do miasta. Tam zięć natychmiast pokazał, iż nie chce go u siebie. Wrócił więc do mnie. Do wojska nie poszedł, studiować nie chciał. Dopóki był uczniem, Ania przesyłała na niego pieniądze, a jak skończył osiemnaście lat, przestała wspierać. Został mi na karku.

Nie zostałam u Katki na noc, wróciłam do domu. A kiedy wróciłam powiedziałam Pawłowi wszystko, co mi leżało na sercu. Zadzwonił do matki uskarżać się, iż babcia oszalała i wyrzuca go z domu. Ania zadzwoniła do mnie z pretensjami, ale i jej powiedziałam to samo, co wnukowi.

Paweł wyprowadził się w końcu, na pożegnanie rzucił tylko, żebym nie liczyła na jego pomoc, bo już go tu nigdy nie będzie.

Zostałam sama. Ale wiecie co? Po raz pierwszy w życiu czułam ulgę. Wreszcie mogę spokojnie oddychać tyle lat wyłącznie dla innych, podporządkowywałam się wszystkim. Córki nie pozwalały mi iść za mąż, gdy byłam młoda, przez całe życie wszystko na swoich barkach. Chciałam dobrze, a wychowałam pokolenie roszczeniowych ludzi.

To nie jest w porządku, żeby człowieka na starość z własnego domu przeganiano. Co to za życie, kiedy we własnym domu jest się niepotrzebnym?

Paweł się opamiętał, przyszedł prosić o przebaczenie. Już dawno mu przebaczyłam, ale żeby wrócił na stałe nie zgodzę się. W gości niech wpada kiedy chce, Pawle, ale mieszkać razem nie będziemy. Jesteś młody, masz dziewczyny w głowie, a ja wreszcie chcę spokoju.

Córki zapraszają do siebie, znów chcą żebym pomagała przy dzieciach. Ale już się nie dam. Chcecie, to przywoźcie dzieci do mnie tu czyste powietrze, a ja najlepiej czuję się u siebie. Tu jestem gospodynią i nikt nie będzie mi rozkazywał.

Mówię, im dalej ode mnie inni, tym bliżej jestem siebie. I wiecie, chyba to jest prawda.

Idź do oryginalnego materiału