
Dwa dni po obejrzeniu „Insygni śmierci” części 2 stwierdzam, iż kilka z niej wyniosłam. Zapamiętywalne są dwa, może trzy momenty, a reszta jakoś z mózgu wyparowywuje. Być może jest to kwestia zmęczenia materiału, a być może film zwyczajnie kilka sobą reprezentuje.
Mamy tu ciąg dalszy bitwy z Voldemortem. Widownia nieobeznana z książkami zauważy, iż z wielką bitwą jest paręnaście niedociągnięć, jak na przykład brak walczących rodziców. Ogólnie też, lepiej nie pytać mózgownicę o logikę.
Zresztą, mózgownica średnio ma czas na myślenie, bo jest tu mnóstwo akcji i prawie żadnego oddechu. Na szczęście, akcja jest na tyle dobrze skrojona, iż „Insygnia 2” ogląda się prawie na wdechu. No, wiecie – film do kotleta, którego nie chcemy przełączać, bo oferuje jakąś prostą historię.
Generalnie momentami miałam trochę beki, a trochę wkurwu. Wkurwu, bo pomysły Rowling skojarzyły mi się ze swoją własną powieścią. A wiecie – to czasem boli. Ale, już nie wtryniajmy się w moje osobiste emocje.
Generalnie, ze względów zdrowotnych byłam zmuszona oglądać tę część z napisami. I powiem tak: nie żałuję. Maggie Smith, grająca profesor Minervę w tej jednej, jedynej scenie, kiedy musiała zawalczyć o Hogwart, dała z siebie 110%.
Reszta nauczycieli – no cóż, mogła wywołać wzrusz, bo jakoś tak widać było, iż tracą życie. Natomiast wzruszu nie miałam, gdy Potter wykorkował. Miałam za to wkurw, iż Rowling zgapiła mój pomysł, ale u niej gorzej to było i ogólnie, włączył mi się badziewny tryb ofiary.
:Uuuuffff, wreszcie to napisałam xD.
Natomiast, jeżeli chodzi o zmarłego Alana Rickmana, to on chyba jest uwielbiany przez potterowców za to tylko, iż zmarł. Jasne, pewnie był znakomitym aktorem, ale… w tych filmach nie miał jak zagrać. No, nie było z nim scen na tyle niezwykłych, by wykazał się. I podam przykład – „Drama”. W „Dramie” co prawda gra Pattinson (czy jak mu tam), ale jezusie filmowy, on jedną, dwie sceny zrobił tak, iż widz aż zapatrzył się. To było wspaniałe! A w HP? Rickman był – i tyle.
„Insygnia 2” są ciut lepsze, niż poprzednik, ale kilka lepsze. Generalnie dla mnie wiele brakowało do znakomitej zabawy, ale być może HP po prostu już zaczął mnie męczyć. Bo ileż można? Grunt, iż uwolniłam się od wszechobecnej spojlerozy.











