Gospodyni tu mieszka samotnie, a dobrze wiesz, kto to jest. To znaczy, chodź po cichu i nie pokazuj mi się często.

twojacena.pl 3 dni temu

Z jakiegoś powodu w moim życiu od zawsze przewijały się historie o relacjach synowej z teściową towarzyszą mi od dzieciństwa.

Na początku były to wojny między moją prababcią a babcią. Rodzice zostawiali mnie u babci, dopóki nie znalazłam miejsca w przedszkolu, więc spędzałam tam wiele czasu. W mieszkaniu babci widywałam prawdziwe piekło. Jakby żyły tam dwie zupełnie odmienne osoby. Jedna babcia uśmiechała się do mnie ciepło, częstowała słodkościami, opowiadała bajki i rysowała ze mną. Druga darła się na swoją leżącą teściową, narzekała na los i rzucała słynne: Kiedy wreszcie umrzesz?

Po śmierci prababci przeprowadziliśmy się z wynajmowanego mieszkania do babci i zaczęła się nowa batalia: mama kontra babcia. Czasem przychodzili sąsiedzi z prośbą, by choć trochę ściszyć głosy. Ale cisza nigdy nie trwała długo.

Byłam już w klasie maturalnej, gdy pochowaliśmy babcię. Mama, na zasadzie przekory, nie rozpaczała, a dziewięć dni później zabrała się za rewolucję spakowała wszystkie rzeczy babci do worków, po kolei i bez sentymentu, i wyrzuciła do śmietnika. Tata był w szoku po powrocie z pracy, widząc podejście żony do już nieżyjącej teściowej. Wieczorem było mnóstwo kłótni, które, śmiem sądzić, były początkiem ich rozstania. Tata wyprowadził się po pół roku

Ja i Krzysztof pobraliśmy się skromnie. Nie było nas stać na wynajem, więc jeszcze przed ślubem wiedziałam, iż zamieszkamy z jego mamą. Od razu stanęły mi przed oczami rodzinne kłótnie, których byłam świadkiem, dlatego bardzo chciałam uniknąć kolejnej wojny domowej. Postanowiłam: spróbuję żyć z teściową w zgodzie, a przynajmniej na neutralnym gruncie, bez scen przy stole i rzucania sobie nawzajem kłód pod nogi.

Tak sobie nastawiłam się do tej znajomości. Przez rok uzbrajałam się w cierpliwość i nie odpowiadałam na złośliwe docinki teściowej o sprzątaniu, praniu, gotowaniu. Teściowa nie używała brzydkich słów, ale potrafiła dać mi do zrozumienia, iż jestem beztalenciem, a ona jest królową.

Po kolejnej życiowej lekcji z jej strony postanowiłam porozmawiać szczerze. Kupiłam na tę okazję sernik, poprosiłam Krzysztofa, żeby dał nam chwilę w spokoju, i opowiedziałam teściowej o kobiecych relacjach w mojej rodzinie. Zaproponowałam, żebyśmy nie powielały tych samych scenariuszy i zaczęły się traktować chociaż jak dobrzy sąsiedzi.

Teściowa przerwała mi, odsunęła sernik i oświadczyła: Gospodynią tego domu jestem tylko ja, chyba wiesz, o co chodzi. Będę rozmawiać tak, jak uznam za stosowne. A najlepiej w ogóle nie rozmawiajmy. Chodzisz cicho, nie wchodzisz mi w drogę i tyle.

Kiedy Krzysztof wrócił, spojrzał na mnie pytająco. Bez słowa pokręciłam głową na nie. Teściowa wyskoczyła z pokoju: No i co, sąsiadeczko, obiad już gotowy dla twojego męża?

Odpowiedziałam, iż przy takim traktowaniu nikt nie będzie jej w przyszłości podawał obiadu i wtedy się zaczęło! Krzysztof próbował nas pogodzić, ale po roku milczenia, nie wytrzymałam

Żeby ratować nasze małżeństwo, postanowiliśmy wynająć skromne mieszkanie, pomimo kłopotów finansowych. Powoli wyszliśmy na prostą, wzięliśmy kredyt i kupiliśmy dom. W tym czasie teściowa ciężko zachorowała i potrzebowała całodobowej opieki. Mając w pamięci swoją historię rodzinną, nie zgodziłam się zostać jej opiekunką.

Zaproponowałam Krzysztofowi, żeby znalazł rodzinę, która się nią zajmie w zamian za przejęcie mieszkania po jej śmierci. Z oporami się zgodził. Przez kilka miesięcy próbowaliśmy różnych osób: nikt nie wytrzymywał z teściową dłużej niż dwa tygodnie. Płaciliśmy opiekunkom, wszyscy rezygnowali, tłumacząc, iż z moją teściową nie da się w ogóle porozumieć. Dopiero jedna para wytrzymała całą próbę przez dwa miesiące. Podpisaliśmy z nimi umowę, której warunkiem, oprócz dziedziczenia mieszkania, była kontrola nad jakością opieki nad teściową.

Dziś wiem, iż problem nie leżał we mnie, skoro nikt nie ustawiał się w kolejce po mieszkanie. Zrozumiałam, iż do zgody w domu potrzeba dobrej woli z obu stron. Relacje rodzinne sprawdzają się w trudnych sytuacjach i czasem najlepszym rozwiązaniem jest odpuścić, by zadbać o własny spokój. Czasami po prostu nie da się nikogo zmienić, ale zawsze warto próbować żyć w zgodzie ze sobą i innymi.

Idź do oryginalnego materiału