Gorycz na dnie duszy – „Dom dziecka dawno już za tobą płacze! Wynoś się z naszej rodziny!” – krzycza…

polregion.pl 1 tydzień temu

GORYCZ NA DNIE DUSZY

Od dawna już dom dziecka cię woła! Wynoś się z naszej rodziny! wrzeszczałam roztrzęsionym głosem, który ledwie się trzymał.

Tym, kto wzbudził we mnie taką złość, był mój kuzyn Maciej.

Boże, jak ja go kiedyś kochałam! Słomkowe włosy, oczy jak chabry, uśmiechnięty i pełen euforii do życia. Wszystko to był Maciek.

…Rodzina często zasiadała razem do świątecznego stołu. Spośród wszystkich moich kuzynów to na Maćka zawsze najbardziej zwracałam uwagę. Był mistrzem słowa potrafił tkać opowieści z wprawą koronczarki. Rysował też niesamowicie. Często wieczorami na kolanie szkicował ołówkiem pięć, sześć obrazków. Stałam przy nim zaczarowana, nie mogąc się napatrzeć. Po cichutku zbierałam te rysunki i chowałam do biurka. Przechowywałam je jak skarby.

Maciek był ode mnie starszy o dwa lata.

Kiedy miał 14 lat, nagle zmarła jego mama. Po prostu nie obudziła się pewnego ranka…

Zaczęły się narady co zrobić z Maciejem? Najpierw próbowano oddać go do jego ojca. Ale ten się dawno temu rozwiódł i założył nową rodzinę nie zamierzał jej narażać na „zmiany w codzienności”. Reszta krewnych jakby zgodnie wzruszała ramionami: każdy miał swoje sprawy, swoje dzieci… Rodzina za dnia, a po zmroku jakby jej nie było.

W końcu moi rodzice, którzy mieli już dwoje dzieci, zostali opiekunami Maćka. Bo przecież zmarła była młodszą siostrą mojego taty.

Początkowo bardzo się ucieszyłam, iż Maciek zamieszka z nami. Ale…

Już pierwszego dnia jego pobytu w naszym domu zaniepokoiło mnie jego zachowanie. Mama, chcąc pocieszyć osieroconego chłopca, zapytała:

Może masz na coś ochotę? Powiedz, nie krępuj się.

A Maciek wypalił od razu:

Chcę elektryczną kolejkę.

Ta zabawka kosztowała naprawdę sporo. To mnie nieprzyjemnie zaskoczyło. Myślałam: „Twoja mama umarła, najbliższa osoba na świecie, a ty marzysz o kolejce? Jak to w ogóle możliwe?”

Rodzice oczywiście spełnili jego marzenie. Potem posypały się kolejne prośby… „Kupcie mi magnetofon, dżinsy, markową kurtkę…” To były lata osiemdziesiąte. Nie dość, iż wszystko to kosztowało fortunę, to jeszcze zdobycie takich rzeczy graniczyło z cudem. Rodzice spełniali te życzenia, zabierając z ust mnie i mojemu bratu, ale rozumieliśmy i nie skarżyliśmy się.

…Kiedy Maciek skończył 16 lat, zaczęły się dziewczyny. Okazał się bardzo wylewny uczuciowo. Ale co gorsza, zaczął podrywać… mnie, swoją kuzynkę. Byłam jednak wtedy już wyćwiczona na zawodach sportowych potrafiłam się bronić przed jego ochydnymi zalotami. Zdarzało się, iż między nami dochodziło do regularnych bójek. Płakałam jak bóbr.

Rodzicom nic nie mówiłam. Nie chciałam ich martwić. Dzieci o takich sprawach zwykle milczą.

Kiedy dostał ode mnie zasłużoną odprawę, natychmiast zwrócił się do moich koleżanek. A one, o dziwo, wyrywały się, która zdobędzie jego względy.

…A jeszcze Maciek kradł. Bezczelnie i śmiało. Miałam kiedyś skarbonkę odkładałam drobne z kanapek na prezenty dla rodziców. Pewnego dnia okazuje się pusta! Maciek oczywiście wszystkiego się wypierał, choćby nie drgnęła mu powieka! Dusza mi się wtedy rozdzierała. „Jak to jest możliwe?”, myślałam. Mieszkać pod jednym dachem i kraść? Maciek na moich oczach rozbijał wartości naszej rodziny jak rabusiów. Obrażałam się i dąsałam, a on nie rozumiał, o co mi w ogóle chodzi. Wszystko mu się należało. Wtedy go naprawdę znienawidziłam. I wtedy wrzasnęłam, ile sił w gardle:

Wynoś się z tej rodziny!

Pamiętam, jak słowami go posiekałam. Tyle naopowiadałam, iż stogu siana by nie starczyło…

Mama ledwie mnie uspokoiła. Od tamtej chwili Maciek dla mnie przestał istnieć. Unikałam go na wszelkie sposoby. Potem się okazało, iż inni w rodzinie doskonale wiedzieli, jakim jest typem. Przecież mieszkali po sąsiedzku, widzieli niejedno. My z kolei mieszkaliśmy na drugim końcu miasta.

Byli nauczyciele Maćka ostrzegali moich rodziców: „Po co wam taki ciężar na głowie? Swoje dzieci wam popsuje!”

…W nowej szkole znalazła się dziewczyna Jagoda. Zakochała się w Maćku na całe życie. Pobrała się z nim zaraz po maturze. Urodziła im się córka. Jagoda cierpliwie znosiła „wybryki” męża, jego bezwstydne kłamstwa, liczne zdrady. Ot, jak to się mówi: póki panna bieda nieznana, a po ślubie smutków dwa razy więcej.

Przez całe życie Maciek korzystał do woli z miłości Jagody, która chyba duszę mu oddała.

…Maćka powołali do wojska. Służbę odbył pod Ałmatą. Tam mała się dla niego „dodatkowa” rodzina. Jak? Najwyraźniej wykorzystał przepustki. Po wojsku został tam na dłużej. Bo urodził mu się tam syn.

Jagoda bez wahania pojechała za nim do Kazachstanu i, jakimś cudem, ściągnęła Maćka z powrotem do Polski, do ich rodziny.

Moi rodzice nigdy nie doczekali się od niego słów wdzięczności, choć przecież nie po to dali mu schronienie.

…Dziś Maciej Eugeniusz ma sześćdziesiątkę. Chodzi na msze prawosławne. Ma z Jagodą pięcioro wnucząt.

Niby wszystko gra, a jednak gorycz po tych latach wciąż czuję do Maćka…

Nie, choćby z miodem nie przełknę tej historii.

Idź do oryginalnego materiału