Wiesz co, muszę ci coś opowiedzieć. Dzisiaj rozmawiałam z sąsiadką panią Krystyną. Zapytałam ją, kiedy ostatnio widziała swojego syna, bo zawsze wygląda tak samotnie. Jej twarz wtedy… aż serce mi się ścisnęło.
Powiedziała mi, iż nie widziała syna już ponad sześć lat. Gdy wyprowadził się z żoną, to na początku jeszcze czasem dzwonił, ale potem kontakt zupełnie się urwał. Raz kupiła mu na urodziny tort i postanowiła go odwiedzić. W tym momencie pani Krystyna spuściła wzrok i łzy stanęły jej w oczach.
– I co się wtedy stało? zapytałam ją cicho.
Opowiedziała, iż to jej synowa otworzyła drzwi i od razu powiedziała, iż nie jest mile widziana. Syn tylko spojrzał na nią i choćby słowa nie powiedział, patrzył na nią tak, jakby zrobiła coś złego. To był ostatni raz, kiedy go widziała.
Byłam w szoku i nie dowierzałam. Pani Krystyno, on naprawdę już potem nie zadzwonił?
Westchnęła. Mówiła, iż raz jeszcze się odezwała. To było wtedy, gdy postanowiła sprzedać stare, trzypokojowe mieszkanie i kupić mniejsze, dwa pokoiki. Oczywiście dała mu trochę pieniędzy. Przyszedł, podpisał papiery, wziął złotówki i tyle go widziała więcej się nie odezwał.
No to pytam czy bardzo się czuje samotna, czy już się do tego przyzwyczaiła?
Pokiwała głową i mówi: Jest mi dobrze. W młodości byłam sama z synem, bo mąż odszedł do innej kobiety. Sama go wychowałam, starałam się być dla niego wszystkim. A potem dorósł i kiedyś mówi, iż musi sobie wynająć mieszkanie. Ucieszyłam się wtedy – myślałam, iż syn staje na własnych nogach, iż zaczyna dorosłe życie.
Ale potem się okazało, iż to przez dziewczynę. To ona naciskała, żeby mieli swoje lokum. niedługo urodziła im się córeczka…
Zapytałam: Mówisz o tym tak spokojnie. Naprawdę nie żal ci, iż syn cię zostawił na starość?
Westchnęła głęboko. Już się przyzwyczaiłam. Lubię tu mieszkać, w nowym bloku, wszystko mam pod ręką i na nic mi nie brakuje. Codziennie rano wstawiam wodę na herbatę, wychodzę na balkon i obserwuję, jak Warszawa się budzi do życia. Kiedyś marzyłam, żeby się wyspać i nie pracować na dwie zmiany. Marzyłam, iż na starość otoczą mnie bliscy… ale wygląda na to, iż taki był mój los zostać sama.
Pytam może powinna wziąć jakiegoś zwierzaka? Z kotem albo psem zawsze weselej.
A ona mi na to: Kochanie, wiesz… choćby koty potrafią odejść od swojego pana. A psa nie wezmę, bo kto wie, czy rano się jeszcze obudzę. Nie mogę wziąć za kogoś odpowiedzialności, jeżeli nie jestem pewna, iż będę mogła się nim zająć. Jedną głupotę już w życiu zrobiłam i wystarczy…
I widziałam, iż mocno zaciskała usta, żeby się nie rozpłakać… Ale potem łzy i tak same popłynęły.









![Czarny koń oscarowego wyścigu. „Tajny agent” [w kinach od 27 marca]](https://www.gazetasenior.pl/wp-content/uploads/2026/02/TAJNY-AGENT_10.jpg)