Niedawno pisaliśmy o sąsiadach, którym przeszkadza tupot biegających piętro wyżej dzieci. Przytaczaliśmy też głosy mam, które podkreślały, iż od mieszkania w bloku nie można wymagać tego, czego od domu jednorodzinnego pod miastem.
REKLAMA
Zobacz wideo Kazen o zastępstwie Woźniak-Starak. Rozstanie wyszło na dobre?
"Jest coraz gorzej"
Po publikacji tekstu odezwała się do nas Pani Ola (imię zmienione), by podzielić się własnymi spostrzeżeniami w tym temacie. "Mieszkam na parterze, na 38 m kw., nade mną mieszka małżeństwo z dwójką dzieci. niedługo wybieram się na emeryturę, ale po 12 godzinach pracy trudno mi odpocząć we własnym mieszkaniu, które do tej pory było moim azylem. Dzieci sąsiadów są w wieku 13 i 9 lat, nieraz zwracałam uwagę na głośne zachowanie: bieganie, skakanie z narożnika na podłogę, ale nie odniosło to żadnego skutku, a wręcz przeciwnie. Jest coraz gorzej - rano wybudzają mnie, idąc do szkoły, po powrocie biegania i skakania ciąg dalszy, tak do godz. 21-22. Niby mają panele wyciszające, ale w tym przypadku nie działają" - pisze kobieta.
Dodaje także: Dzieciaki są nadpobudliwe, był problem w przedszkolu, teraz w szkole. Wszyscy je znają, jak to w małej miejscowości. Zresztą mówię o tym w pracy, ludzie mi współczują. Teraz jestem na zwolnieniu lekarskim, trudno wypocząć i dojść do siebie, gdy ktoś notorycznie zakłóca mój spokój. To są duże dzieci i nie wierzę w to, iż nie można im zwrócić uwagi. Tylko po co. No i zaczęły się ferie.
"Załamałam się"
Jednak nie tylko dzieci potrafią zakłócić domowy spokój. Na profilu na Facebooku @CzyPrzesadzam? pojawił się wpis kobiety, która w większości wychowuje sama synów, bo mąż pracuje za granicą. Niedawno do bloku wprowadziło się bezdzietne małżeństwo, które zaczęło remont, a wiercenie wybudzało dzieci. Kobieta delikatnie poprosiła, by po godzinie dwudziestej, sąsiedzi nie wykonywali głośnych prac.
Matka przyznaje, iż sąsiedzi obrazili się i koniec końców teraz nie odpowiadają choćby na jej "dzień dobry", a kiedy dzieci biegają po domu, oni walą w grzejniki i sufit. Kobieta stara się uciszać dzieci, ale sąsiedzi nie dają za wygraną. "Ostatnio dostałam pismo z administracji, iż jesteśmy uciążliwi. Załamałam się" - pisze, i prosi o rady.
Pod wpisem nie brakuje opinii, ale, niestety, część z nich jest krytyczna. "A co ty kobieto myślisz? Że ktoś będzie cicho w swoim mieszkaniu, bo ty masz małe dzieci?" - napisał jeden z mężczyzn. Kolejny komentarz miał podobny wydźwięk. "Czyli dzieci mogą hałasować, kiedy chcą. Sąsiedzi za to remontu w swoim własnym mieszkaniu przed 22, a po 20 robić nie mogą, bo... "bombelki"? Chyba coś nie tak z pani myśleniem" - napisała internautka.
Na szczęście pojawiają się też głosy łagodniejsze i bardziej przychylne. "Dzisiaj wszyscy są roszczeniowi. Obraźliwe komentarze itd. Współczuję pani. Bo wypracować dziś kompromis w takiej sytuacji, to graniczy z cudem. Jak dobrze mieć sąsiada" - czytamy pod wpisem.
A Ty, co sądzisz o relacjach sąsiedzkich? Jak to wygląda w Twoim przypadku? Napisz na adres: [email protected]. Gwarantujemy anonimowość.







